0 obserwujących
24 notki
17k odsłon
423 odsłony

Poroszenko bierze cerkiew. Polskie prawosławie zgłasza sprzeciw

Wykop Skomentuj8

Patriarcha Bartłomiej ogłosił autokefalię ukraińskiej cerkwi. Procedura ogłoszenia tomosu trwała dwa dni i zakończyła się jego podpisaniem w prawosławną niedzielę Bożego Narodzenia oraz wręczeniem go patriarsze Epifaniuszowi. Ten uroczysty akt poprzedziła bezprecedensowa akcja polityczna. 


15 grudnia w katedrze Mądrości Bożej w Kijowie zakończył się Sobór Zjednoczeniowy ukraińskiego prawosławia, w którym uczestniczyli hierarchowie, księża i wierni - przedstawiciele niekanonicznych zdaniem większości prawosławnej struktur: Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego oraz Ukraińskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej. 

Nowa Cerkiew ukraińska - powstała na soborze - zgodnie ze statutem nazywa się "Prawosławna Cerkiew Ukrainy".

Co się stało?

Od strony prawa kościelnego zadziały się trzy rzeczy.

Nastąpiła rehabilitacja prawosławia kijowskiego poprzez zdjęcie kary suspensy nałożonej przez Patriarchat Moskiewski na zwierzchników cerkwi niekanonicznych z uzasadnieniem podanym przez Konstantynopol, że powody tych represji nie były teologiczne a tyko moralne – biskupi nieuznawanych instytucji kościelnych nie należeli do grzecznych, ciągnie się za nimi opinia skandalistów, obyczajowych (struktury kościelne niepodległe Moskiewskiej jurysdykcji obsadzano na dziko, ludźmi niesprawdzonymi i niewykształconymi).

Wierni z rozłamowych Cerkwi - niekanonicznych i nieuznawanych przez Moskwę - zostali przywróceni do eucharystycznej wspólnoty prawosławnej (Ukraińcy są mocno zdezorientowani w różnicach panujących między Kościołami; np. wielu prawosławnych korzysta z posługi kapłanów unickich podległych Rzymowi).

Po drugie Ukraina na mocy jednostronnego ogłoszenia przeszła na terytorium kanoniczne ekumenicznego patriarchatu.

Po trzecie patriarcha Bartłomiej zastrzegł sobie jurysdykcję nad stauropigiami, czyli podległymi jemu samemu "wyspami religijnymi" na terenie Ukrainy. Mogą to być monastery, szkoły czy nawet parafie.

Proces emancypacji Cerkwi ukraińskiej jest ściśle polityczny, analogicznie do historycznego procesu jej podporządkowania Moskwie. 

Rywalizujący biskupi ukraińscy (Onufry, Filaret i Makary) pozostaną na swoich katedrach a procedowanie kanoniczności wnet po wyborze patriarchy, którym miał zaszczyt zostać stosunkowo młody duchowny Epifaniusz zakończyło się wręczeniem mu tzw. "tomosu", czyli aktu o autokefalii. Patriarcha Bartłomiej zamierza go przekazać 6 stycznia w Stambule.

W komunikacie cerkiewnym z wdrażania nowej inicjatywy użyto określenia "… proceed to the granting of Autocephaly to the Church of Ukraine" mającego wydźwięk całkiem świecki. Chodzi o przejście na pozycje jednej ze stron konfliktu. I miałby nim być naród ukraiński reprezentowany przez prezydenta Poroszenkę.


Polityczny konflikt cywilizacji


Duchowieństwo prawosławne zostało, zatem, postawione między wyborem zatrzymania się w strefie wpływów Moskwy lub oligarchicznego Kijowa, ideologii pansłowiańskiej i antychazarskiej, w duchu Aleksandra Dugina, popularnego filozofa społeczeństwa lub kosmopolitycznego żydowskiego mesjanizmu, dla którego religia prawosławna jest jedynie instrumentem dominacji politycznej.

Zwaśnione "odłamy" uczestniczące w Soborze nigdy nie pałały do siebie miłością. Również Konstantynopol długo nie ryzykował konfliktu z największym sponsorem prawosławia na świecie: państwem rosyjskim.  

Konstantynopol, który dysponuje autokefalią, zignorował fakt, że przytłaczająca większość mieszkańców Ukrainy nie identyfikuje się z stosunkowo świeżym etnosem zachodnio-ukraińskim. Większość mówi po rosyjsku, jest zapatrzona we wschodnią kulturę i zawieruchę wywołaną przez Majdan uznaje za destrukcyjną dla państwa, ekonomicznie nie do zaakceptowania.

Honorowy prymariusz prawosławia dał się podejść ukraińskiej oligarchii, która do swoich trofeów złożonych ze sprywatyzowanego przemysłu, mediów, instytucji finansowych dołącza strukturę kościelną chcąc sięgnąć w ten sposób po duszę narodu.

To prawda, że wybór między cerkwią promoskiewską a skorumpowanym przez oligarchów ukraińskich duchowieństwem - którego zadaniem będzie pobłogosławienie żenującego rozbioru Ukrainy przez międzynarodowe i wewnętrzne podmioty - to żaden wybór. Niemniej należy pamiętać, że Cerkiew podporządkowana Moskwie, w tym szanowane monastery, z których rekrutuje się biskupów była politycznie bardziej neutralna niż służalczy kler zorientowany na władzę w Kijowie, który w dowód wdzięczności wraz z nowo wybranym Epifaniuszem poprze masowo w wyborach - upadającego i pogrążającego się w korupcji - Poroszenkę.

W obecnych warunkach politycznych gest Bartłomieja jest ciosem w plecy zadanym Rosji popierającej separatystów. Ma charakter wrogiego przejęcia domeny autokefalii złączonej z Moskwą. Jest to cios wymierzony głównie w rusińską większość, która nie identyfikuje się z wymyślonym przez plutokrację narodem ukraińskim.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka