1 obserwujący
33 notki
25k odsłon
343 odsłony

W Polsce "mowa nienawiści", za Odrą wolność słowa. "Polityczne akty zgonu" MW

Wykop Skomentuj

Zażalenie na decyzję o umorzeniu przez prokuraturę postępowania w sprawie "politycznych aktów zgonu" wydanych przez Młodzież Wszechpolską jedenastu prezydentom polskich miast, wśród nich Pawłowi Adamowiczowi, nie doprowadziło – jak w Niemczech – do otwarcia poważnej debaty nad granicami wolności słowa i przyczynami, które stoją za przerysowaną formą manifestacji politycznej. Czy grono samorządowców - Sutryk, Jacek Jaśkowiak i była prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz - ma w pogardzie wolność słowa gwarantowaną przez polską konstytucję?

Czemu, jednakże, politycy lekceważą stawiany przez siebie za wzorcowy niemiecki porządek prawny?


Szubienica z Drezna


Te akcesoria pojawiły się na demonstracjach w Dreźnie w 2015 roku: do pętli były przymocowane tabelki z napisami "Zarezerwowane dla Angeli", "Zarezerwowane dla Sigmara"; figurki sprzedawano jako pamiątki po 15 euro za sztukę. Sąd kraju związkowego Saksonia wydał zgodę na sprzedaż miniszubienic będących dokładnym odwzorowaniem drewnianych konstrukcji z politycznego wiecu, na którym pokaźnych rozmiarów szubienica również miała dwie pętle i tabliczki informacyjne, że miejsca na niej zarezerwowane są dla kanclerza i wicekanclerza Niemiec.

Prokuratura z Chemnitz wszczęła śledztwo w sprawie szubienic, jak i miniatur. Nie można było udowodnić organizatorom protestu oraz producentowi "zachęcania do popełnienia przestępstwa i faktycznego podburzania do ataków na Merkel czy Gabriela", co w Niemczech zagrożone jest karą grzywny lub więzienia do lat 5. W obu przypadkach śledztwa umorzono a sąd w uzasadnieniu wyroku wskazał, że "te działania nie są publicznym nawoływaniem do popełnienia zbrodni". W werdykcie podkreślono, że z obiektywnego punktu widzenia produkcję, sprzedaż i demonstrowanie takich przedmiotów można zinterpretować jako "symboliczne życzenie śmierci mieszczące się w prawie do wyrażania poglądu politycznego".

Judykatura niemiecka w tej i w szeregu identycznych spraw konsekwentnie uznawała, że kontrowersyjna ekspresja opinii nie powoduje utraty prawa do wolności słowa, ponieważ polityczne wypowiedzi nie są wymierzone w wartości chronione artykułem 10 Konwencji o prawach człowieka, jak prawo do życia i wolności, wyznania i bezpieczeństwa, demokratycznych wartości państwa prawa.

Orzecznictwo niemieckie przedstawia skrupulatną analizę okoliczności, które należy brać pod uwagę przy ocenie charakteru danej wypowiedzi, to jest nie tylko jej dosłowną treść, ale także jej węższy i szerszy kontekst oraz osadzenie w konkretnej rzeczywistości społecznej.


Utrata zaufania do mediów


Kontekst i dyskusja, która przetoczyła się przez Niemcy w związku z szeregiem ostrych wystąpień sprowokowanych przez niedemokratyczne procedury otwarcia kraju na imigrantów, wskazywały na adekwatność radykalnej formy protestu wobec działań rządu w Berlinie do sytuacji politycznej.

Społeczeństwo niemieckie utraciło zaufanie do rzetelności przekazu o imigracji w prasie i telewizji. Odczuwało go jako jednostronny, na korzyść polityki rządowej i tabuizujący kwestię azylu. Ponadto 43% dorosłej części społeczeństwa była zdania, że "w Niemczech nie wolno swobodnie wyrażać swych poglądów na temat sytuacji z uchodźcami i należy być ostrożnym, kiedy się o tym mówi".

Z badań ankietowych instytutu demoskopijnego Forsa przeprowadzonych na reprezentatywnej próbie ok. tysiąca respondentów wynikało, że niemal co drugi ankietowany podziela opinię, że media są "sterowane odgórnie", w związku z czym rozpowszechniają "upiększone i nieprawdziwe wiadomości".

Na uwagę zasługuje, zdaniem ekspertów, również wskaźnik subiektywnego odczucia wolności. Według Instytutu Badania Opinii Publicznej w Allensbach mniej niż połowa społeczeństwa uważała, że może bez żadnych obaw wyrażać publicznie swoją opinię na temat polityki. To najniższy wskaźnik od czasów upadku muru berlińskiego.

Jak wynikało z badań z negatywnym odbiorem spotkało się hasło głoszone przez niektórych polityków, w tym również Angelę Merkel, jak też część przedstawicieli Kościołów, publicystów i działaczy społecznych, że "islam należy do krajobrazu kulturowego Niemiec". Tymczasem opinię tę podzielało jedynie 22% ankietowanych, natomiast aż dwie trzecie nie zgadzało się z tym poglądem. Już na tych przykładach widać rozziew między wykładnią polityki rządu a odczuciami panującymi także wśród osób nienależących do ruchów i organizacji radykalnych.


Cenzura i wolność słowa


Do opinii publicznej za pośrednictwem forów społecznościowych zaczęły przedostawać się informacje o kordonie cenzury, która ogarnęła kulturę i publikatory.

Na początku listopada 2015 r. publicysta bliskiego niemieckiej socjaldemokracji tygodnika "Der Spiegel" Jan Fleischhauer skrytykował w swoim felietonie wycofanie z sieci handlowych w Niemczech wszystkich książek uznawanego za islamofobicznego skandalistę niemiecko-tureckiego autora Akifa Pirinçci´ego. Powodem były jego deklaracje podczas jednej z demonstracji przeciwko napływowi cudzoziemców. Fleischhauer głosił krytycznie: "Wydaje się, że nikomu nie przeszkadza, gdy dystrybutorzy wydają nagle wyroki polityczne. (...) Do ścigania wszelkiego rodzaju niegodziwości powołane są sądy, a nie księgarnia na rogu. Tymczasem sprawa ma się tak: żadna z tych książek dotkniętych zakazem dystrybucji nie znalazła się na indeksie lub została z innego powodu zabroniona".

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka