4 obserwujących
51 notek
6470 odsłon
  138   0

Nędza polityki

Obraz Gerd Altmann z Pixabay
Obraz Gerd Altmann z Pixabay

Poszukajmy starych gazet. Przejrzyjmy archiwalne strony na informacyjnych portalach, zanim do końca je pousuwają. Spędźmy jedno popołudnie, aby uświadomić sobie, jak zmarnowaliśmy tygodnie, a nawet miesiące, aby z wypiekami na policzkach emocjonować się tym, co nie było warto naszej myśli. Polityczne spory, niekończące się jałowe dyskusje, prognozy, które nie zdążyły się nawet nie sprawdzić, bo wcześniej wszyscy o nich zapomnieli. Wtedy wydawało się to tak ważne, że warto było nawet skłócenia połowy „źle myślącej” rodziny. Dzisiaj wprawdzie stare powody domowych wojen ustały, ale jak grzyby po deszczu pojawiają się inne. Tragikomiczne jest to, że wynik tych „bitew” nikogo poza walczącymi nie interesuje, a już na pewno nie ma na nic wpływu.

Polityka jest wszechobecna, a raczej jej okruchy, którymi wszyscy zgłodniali obywatele łapczywie się zajadają, mając wrażenie, że jest to pokarm bogów. Mają wrażenie, że komentując pod pseudonimem komentarz pod portalami medialnych molochów, zmienią świat. Czy nie wiedzą, że prawdziwa polityka rozgrywa się w zacisznych gabinetach i hotelowych pokojach, z dala od kamer i mikrofonów?

Polityka wydaje się wielka, ważna, taka… władcza. Można sobie nią skompensować wiele braków. Krzycząc do telewizora wyświetlającego nielubianego polityka, może nam się zdawać, że jesteśmy niczym Martin Luther King sprzeciwiający się społecznym niesprawiedliwościom. Dyskutując z innymi internautami można mieć wrażenie, że jesteśmy jak nieznany z imienia Tank Man, który odważył się zagrodzić swoim ciałem kolumnę chińskich czołgów.

Absolutnie nie podważając wartości angażowania się w życie polityczne, chcę wytknąć jedno kardynalnie błędne założenie, z którego nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, to je ignorujemy, nie mogąc się z nim pogodzić. Nasze pojedyncze zdanie, choćby miało obiektywnie sporą wartość, ma niesamowicie niską realną siłę przebicia. Jesteśmy politycznymi zerami. Prawie. Zamiast żyć w iluzji, że każdy, a zwłaszcza mój głos jest ważny, skupmy się lepiej na tych niewielkich obszarach, w których rzeczywiście możemy do czegoś się przyczynić. Zwłaszcza lokalnych. A nasz potencjał i chęć zaangażowania się w „Wielką Sprawę” wykorzystajmy w innych rejonach życia, w których będziemy bardziej przydatni.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale