4 obserwujących
51 notek
6470 odsłon
  115   0

Bóg nie lubi niemowlaków

Obraz RitaE z Pixabay
Obraz RitaE z Pixabay

Pewien człowiek powiedział kiedyś, że religia (domyślnie: chrześcijaństwo) powstała po to, aby dorosła osoba mogła przez całe życie trwać w komfortowym niemowlęcym zaufaniu Bogu. Duchowość ma być w tym rozumieniu jedynie neurotycznym wiecznym dzieciństwem. Wyznawca chrześcijaństwa jest więc niesamodzielny, podległy całkowicie Woli Opatrzności, która decyduje o drodze jego życia. Powtarza nieustanne „niech się stanie wola twoja”, zwalając sporą część odpowiedzialności za swoje czyny na Boga. Wierzy, że obojętnie co by się stało, i tak Boża wola co do niego się wypełni.

Uważam to za błędną koncepcję. Lektura Nowego Testamentu sprzyja wprawdzie zdecydowanie idei Boga angażującego się w świat, absolutnie nie deistycznego, co jednak nie oznacza, że jesteśmy tylko pionkami w rękach Boskiego Demiurga, predestynowani do konkretnych zadań i czynów. Bóg powołuje nas do odpowiedzialności. Tak, jak psychologia zaznacza, że dobrze wychowane dziecko będzie niezależnym dorosłym, tak samo właściwie ukształtowany wierny ma być świadomym wyznawcą, o poprawnie zbudowanym wyobrażeniu Boga. Jednym z poważnych błędów jest traktowanie Stwórcy jako absolutnego Pana naszego życia, a siebie samego jako jego niewolnika. „Mów Panie, bo sługa twój słucha”. Bzdura. Raczej: Kochaj i rób, co chcesz, bo Jezus nazwał nas nie sługami, ale przyjaciółmi. A nie jest to przyjaźń pomiędzy niewolnikami.

Przypomina mi się opowieść księdza Krzysztofa Grzywocza, który był świadkiem apostazji pewnej kobiety. Podkreślała ona, że chce uwolnić się od religii i Boga, by wreszcie sama podejmować decyzję i samodzielnie iść przez życie. Nic dziwnego, że gdy przez cały okres religijnego wychowania wtłacza się człowiekowi obrazy Boga nadopiekuńczego, to powoduje to napięcie i frustrację, poczucie bycia w klatce. Jesteśmy niekonsekwentni. Ganimy przesadną, niezdrową troskliwość u rodziców, a pozwalamy na nią Bogu. Tymczasem rodzic, zarówno ojciec, jak i matka są obrazem Stwórcy. Zastanówmy się więc, czy Bóg, którego sobie wyobrażamy, byłby dobrym rodzicem. Czy chcielibyśmy takiego ojca lub taką matkę?

Bóg rzuca nas w jakimś sensie w niebezpieczną przygodę. Oczywiście, czyni nam wyprawkę na życiową drogę w postaci Objawienia i jakkolwiek rozumianych natchnień Ducha Świętego, ale interweniuje (zdaniem ludzkości) zbyt rzadko. Zobaczcie: Bóg pozwolił na Auschwitz. Wzrost religijności u ludzi w obozach koncentracyjnych (jak zaświadcza psychiatra Wiktor Frankl) jest ważną przesłanką wskazującą na to, że więźniowie mieli silne doświadczenie Jego obecności. Bóg był w łagrach, był też w obozach śmierci. Wspierał utrudzonych, a mimo tego nie powstrzymał nazistów przed zbrodniami. To wiele o Nim mówi. On niesamowicie szanuje wolność człowieka, nawet zbrodniarzy. Wycofuje się. To nie oznacza, że Bóg nas nie wspiera, ale w pewnym sensie jest związany własnymi zasadami, które zabraniają mu naruszać terytorium ludzkiej woli. Nie liczmy więc na to, że Bóg zabierze nas na obłokach w czasie wojny, ale jego łaska będzie starała się pomóc nam w największych cierpieniach i odnaleźć nawet w nich zbawienny sens.

Urzeka mnie utwór „Luxtorpedy” pt. "List" z płyty Anno Domini MMXX. Wykonawca - Robert „Litza” Friedrich - na jednym z koncertów podkreślał, że utwór ten, będący listem ojca do syna, zawiera słowa, których nie usłyszał, a chciałby usłyszeć od własnego taty. „Ja ci pomogę, dasz radę, kiedy upadniesz, ja cię nie zostawię”. „Żyć w prawdzie to jedyna z dróg. Inne drogi są labiryntami. Los plącze ścieżki w sieci pajęcze. Wszystko ci pokażę, synku, chwyć mnie za rękę. A kiedy przyjdzie moment, nie bój się i puść. Pójdziesz dalej sam, a ja zostanę tu”. I dalej: „Mam tylko te kilka prostych wskazówek dla ciebie. Te parę słów - resztę historii dopiszesz sam. Gotowy przepis na życie - cóż, on nie istnieje”. Ten tekst tak pięknie odzwierciedla naturę Boga. On nie chce, abyśmy byli wobec niego zależni, on pragnie jak najszybciej odciąć nam pępowinę. Nie próbujmy ją na siłę z powrotem przyklejać. Bóg pragnie ludzi wolnych. My też pragniemy być wolni. Sami decydować o naszym życiu. To jest dopiero przygoda! Jasne, że mamy coś w sobie wpisane, żeby nie powiedzieć, zaprogramowane. Mamy poczucie sensu, którego sobie sami nie nadajemy, mamy chęć spełnienia mistycznej, wyższej misji, jakiegoś przeznaczonego nam zadania. Mamy sumienie, które także jest drogowskazem. Jednak to my decydujemy, w jaki sposób wykorzystamy dany nam potencjał, nasze talenty. Inaczej nie bylibyśmy w pełni szczęśliwi.


Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale