4 obserwujących
51 notek
6464 odsłony
  67   0

Popkultura szkodzi psychiatrii i psychologii

fot. cvpericias
fot. cvpericias

Z wielkim bólem zauważam, jak popkultura skrzętnie obdziera zawód psychoterapeuty, psychologa i psychiatry z należytej im godności.

Przedstawia ten trudny, bardzo intymny fach w sposób satyryczny, ironicznie prześmiewczy, chcąc jakby czasem przekonać, że - jak ze znanego żartu - zdobyli oni wykształcenie tylko po to, aby móc się oszukiwać, że to z drugą osobą jest coś nie tak. We wszelkiego rodzaju satyrach, kabaretach i komedyjkach popularny jest stereotypowy motyw szalonego psychiatry, widzącego we wszystkich urojone schorzenia, będącego pod wpływem jakiś wymyślnych szalonych teorii, przejawiającego poza tym stos dziwactw i natręctw. Pokazuje się go, jakby chcąc podać w wątpliwość, kto tak naprawdę powinien leżeć na kozetce - lekarz czy pacjent? Sceny z gabinetów ukazują często widok bardzo nieprofesjonalnej terapii, na której psychiatria i psychoterapia ukazana jest bardzo represyjnie, a metody leczenia w sposób mocno schematyczny i tendencyjny, tak, jakby jedynymi narzędziami terapeutów było kilka kontrowersyjnych teorii Freuda, elektrowstrząsy i rozmaite plamy, z których pacjent ma wysuwać skojarzenia. Nierzadko bohaterowie (również nierzadko amerykańscy superboys pokroju Mela Gibsona) ukazywani są jako jednostki wyjątkowe, silne, a ich niewątpliwe czasem schorzenia psychiczne ukazywane są jako boskie zalety, które okropni lekarze próbują zepchnąć do pospolitego zaburzenia. Popularny jest motyw złego psychiatry, który wykorzystuje pacjentów chorych psychicznie do własnych nieetycznych badań, będąc małą kopią Josefa Mengele. Szpital psychiatryczny przestaje być w filmach i książkach miejscem rehabilitacji umysłowej lub bezpiecznym hospicjum, a staje się więzieniem, obozem. Psychoterapeuta ukazywany jest nierzadko jako pół-hipnotyzer, osoba, która z racji swojej tajemniczej wiedzy i wykształcenia będzie próbowała przejąć nad nami kontrolę, zmienić naszą osobowość. Takie obrazy silnie zakorzeniają się w psychice odbiorców, którzy - jestem tego pewien - po wielokroć będą obawiali się zasięgnąć rady specjalisty ze względu na społeczną stygmatyzację wywodzącą się właśnie z popkultury. Poza tym kinematografia i literatura beletrystyczna jest tworzona przez scenarzystów i pisarzy, którzy często mają nikłe pojęcie o psychologii i psychiatrii, a w swoje wątki wplatają informacje nieprawdziwe, tendencyjne, które jednak mocno tkwią później w umysłach odbiorców.

Piszę ten tekst, by dołożyć cegiełkę, którą można by rzucić w gmach przesądów i uproszczeń. To nie prawda, że każdy psychiatra „ma coś z głową” w pospolitym znaczeniu tego wyrażenia, ani że będzie próbować na siłę „robić z nas wariatów”.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale