5 obserwujących
52 notki
6619 odsłon
  60   0

Niewłaściwe podejście do dialogu międzyreligijnego z perspektywy katolicyzmu

Ze smutkiem należy zauważyć, że wyznawcy religii chrześcijańskiej, nastawionej ze swej natury na misyjność, nie zawsze, ale nazbyt często nie rozumieją istoty swojego ewangelizacyjnego powołania, pozostając jedynie na poziomie mało zachęcającego moralizatorstwa. Świadomość bycia członkiem Kościoła posiadającego pełnię środków zbawczych powoduje u nich poczucie wyższości nad innymi religiami. Nie podejmują wysiłku, aby dostrzec wartość w innych konfesjach. W najlepszym wypadku uznają, że religie niechrześcijańskie w szczątkowy sposób zachowują w sobie prawdę Objawienia Bożego, ale nie powoduje to u nich chęci otwarcia się na nie. Nie akceptują, że inne religie mogą stać na straży wielu przepięknych, nieznanych chrześcijaństwu duchowych tradycji i skrywać w sobie ciekawe spojrzenie na transcendencję. Kontakt z innymi wyznaniami ograniczają jedynie do taniego apostolstwa, na którym poprzestają z powodu właściwie zerowej „skuteczności” swoich przedsięwzięć. A jest to tylko jeden z wielu przykładów nastawień, które bardzo utrudniają prowadzenie dialogu międzyreligijnego. Niniejsza praca ma za zadanie zaprezentować krótki zbiór błędnych podejść wyznawców Chrystusa do dialogu z innymi konfesjami. W swoim założeniu ma ona pomóc chrześcijanom otworzyć się na prawdziwy dialog, zgodny z duchem Soboru Watykańskiego II.

Jedną z pierwszych błędnych postaw, jest przekonanie, że dialog między chrześcijaninem a niechrześcijaninem ma służyć przekonaniu tego drugiego o błędności jego zapatrywań i w konsekwencji „nawrócić” go na właściwą drogę. Jednak dialog międzyreligijny jest ze swojego założenia przeznaczony dla ludzi świadomych swojej religii, nie zaś dla — jak mawiał Abraham Joshua Heschel — dla ludzi duchowo niedojrzałych.1 Charakterystyczny dla tej sytuacji jest obraz osoby dokonującej apostazji, która przychodzi do miejscowego proboszcza po odpowiednie dokumenty i próbuje odwieść go do wyznawanej przez niego wiary. Dostrzegamy w tym przypadku absurdalność sytuacji. Analogiczna sytuacja jest, gdy dojrzały wyznawca swojej religii jest zachęcany w sposób infantylny przez dyskutanta do konwersji. Celem dialogu nie jest podważenie czyjejś wiary, zdyskredytowanie jego religijnych autorytetów i próba zanegowania prawdziwości jego religii. Dialog służy do wymiany doświadczeń, poznania tożsamości religijnej innowierców2, a ma służyć wzajemnemu wzbogaceniu się. Dobry dialog nie powoduje u jednej ze stron zwątpienia w sens jego wierzeń, ale u obu partnerów powoduje większą świadomość własnej tradycji religijnej. Nie nakazuje on przyjęcia żadnej z obcych doktryn dla „dobra dialogu”, ale pozostawia nas w pełnej wolności. Dobrym przykładem dialogu międzyreligijnego na najwyższym poziomie wzajemnego szacunku i zrozumienia jest Polska Rada Chrześcijan i Żydów. Współprzewodniczącym ze strony chrześcijańskiej jest w niej Zbigniew Nosowski, a ze strony żydowskiej — Stanisław Krajewski. Marta Titaniec — sekretarz generalna i chrześcijanka — daje takie świadectwo o dialogu z judaizmem: „dialog pozwala na odkrywanie chrześcijańskiej tożsamości i wzmacnianie jej świadectwem innych będących na drodze do Boga”3. Gdzie indziej mówi: „Bóg tak właśnie chciał mi się objawić, a judaizm w jakimś sensie pomógł mi zrozumieć Jezusa”4. Choć daleka od synkretyzmu, w pełni szanuje judaizm i czerpie z dialogu ogromne korzyści w pogłębianiu swojej wiary. Trzeba mieć nadzieję, że rozwój swoistej teologii dialogu pomoże chrześcijanom czerpać duchowe „zyski” także ze spotkaniem z takimi religiami jak buddyzm, islam, czy Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy5. Nie będzie to proste, ale szlachetny cel zawsze wymaga sporej ilości pracy. Zawsze jednak trzeba pamiętać, że dialog nie jest stricte misją (choć jest wypełnieniem apostolskiego obowiązku dzielenia się swoją wiarą)6.

Inną przeszkodą jest podejrzewanie partnera dialogu o nieuczciwość albo o złe intencje. Choć sami możemy być — swoim zdaniem — otwarci na dialog, to możemy uważać, że druga strona dialogu ma negatywne motywacje. W ten sposób patrzymy na inaczej wierzącego w sposób nieufny, traktując go jako apologetę swojej religii i bojąc się, że z jego strony spotka nas próba religijnej i światopoglądowej reorientacji naszej osoby. Choć w dialogu nie powinniśmy zapominać o krytycznym myśleniu, to jednak stosowanie apriorycznych założeń dotyczących niewłaściwych intencji partnera jest wyraźnym nadużyciem. Tak samo — jeśli nie mamy na to niezaprzeczalnych przesłanek — nie możemy posądzać wyznawcę innej religii o nietolerancję i brak chęci zrozumienia, bo może to rodzić w nas niepotrzebną i niesłuszną frustrację.

Niektórzy chrześcijanie są przekonani, że dialog mogą podejmować jedynie osoby poszukujące, a dojrzały katolik jako wyznawca prawdy absolutnej nie ma już czego szukać w fałszywych religiach. Inni uważają, że poza Kościołem katolickim (traktując przynależność do niego w sposób jedynie formalny i deklaratywny) nie ma zbawienia. Skłania to ich do podejmowania prób agresywnego na swój sposób prozelityzmu, gwałcąc przy tym zasady kultury i obustronnego szacunku. Wszystko zaś w celu uratowania innowierców od wiecznego nieszczęścia. Uniemożliwia to dialog, ponieważ osoba wyznająca taki pogląd, zgodnie z nim, powinna dążyć do zdelegalizowania innych religii, tak, jak czynili to starożytni chrześcijanie domagający się po ogłoszeniu edyktu Konstantyna Wielkiego zniesienia kultów pogańskich7. Obie te tezy są w świetle nauczania Soboru Watykańskiego II absolutnie fałszywe. Kościół katolicki nie odrzuca niczego, co jest prawdziwe i święte w innych religiach8, a współczesne rozumienie sentencji „Extra Ecclesiam nulla salus” odbiega od poglądów eksluzywistycznych9. Niestety, dla części wyznawców Chrystusa samo podejmowanie dialogu jest niejako wyparciem się własnej wiary. Uważają bowiem oni, że dialog jest wspólnym poszukiwaniem prawdy, a każdy katolik, który decyduje się szukać z wyznawcą innej religii owej prawdy, wyraża w ten sposób niewiarę w prawdziwość Kościoła katolickiego jako pochodzącego od Boga i posiadającego pełnię tejże prawdy. Tymczasem dialog nie jest poszukiwaniem prawdziwej religii, nie jest dyskusją światopoglądową ani próbą osiągnięcia wspólnego stanowiska. Katolik podejmujący dialog z muzułmaninem jest pewny, że jego religia prowadzi do zbawienia, nie wątpiąc w to. Podobnie muzułmanin. Mimo tego ich spotkanie nie jest bezcelowe. Służy poznaniu innej religii, a także staniu się bardziej świadomym wyznawcą własnej religii. Zdanie sobie sprawy, że ktoś wierzy inaczej niż ja, jest bardzo otwierające na wiele różnych pytań, które dojrzały wyznawca powinien w sobie przepracować. Jest to okazja, by „dzielić się z innymi doświadczeniem i bogactwem własnej religii. Postawa ta daje szansę nie tylko poznania cudzych wierzeń, lecz także lepszego zrozumienia własnych, dzięki czemu je pogłębia i umacnia”10. Choć trudne jest — jak sugeruje Raimon Pannikar — poznanie religii partnera dialogu, jak swojej własnej, ponieważ odmienność tradycji i przede wszystkim traktowanie religii drugiej osoby jako „nie-mojej” to uniemożliwia, ale prawdą jest, że dialog to nie spotkanie wyłącznie intelektualne, ale przede wszystkim religijne11.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale