314 obserwujących
899 notek
3947k odsłon
  6669   0

Salon24.pl ma 10 lat. Opowieść Bogny i Igora

Po katastrofie smoleńskiej w 2010 roku Jarosław Kaczyński udzielił Salon24.pl pierwszego wywiadu w swojej kampanii prezydenckiej. Pamiętamy, jak pewien Niemiec nie mógł się nadziwić, jak to jest możliwe, że w takim prywatnym, małym przedsięwzięciu, jakim jest Salon24.pl swoje blogi prowadzą premierzy, ministrowie i różni ważni politycy. W Niemczech - mówił - byłoby to nie do pomyślenia.

W 2011 roku zorganizowaliśmy pierwszy w historii wieczór wyborczy nadawany przez Internet równocześnie z sześciu sztabów, którego główne studio znajdowało się  w  jeżdżącym po Warszawie Hammerze, w którym Igor i Robert Kozak przepytywali różnych wsiadających do auta gości. To było coś rewolucyjnego. Efekt był świetny, ale zainwestowane w to pieniądze nie zwróciły się. Trudno było wtedy budować biznes, nie mając zaplecza dużego koncernu.

W 2011 roku hitem, którego nikt w polskich mediach dotąd nie powtórzył, był wywiad Igora z Barakiem Obamą, który podczas swojej podróży po czterech europejskich krajach udzielił tylko jednego wywiadu – w Polsce i to właśnie Salon24.pl. Igor został wtedy solidarnie zaatakowany niemal przez wszystkich konkurentów, którzy stawali na głowie, by ten wywiad dostać. Nie dostała go ani TVP ani TVN ani Gazeta Wyborcza, tylko Salon24.pl.

Walka o ten wywiad z prezydentem USA była jednym ciekawszych życiowych doświadczeń Igora – warto przeczytać tę historię. Najpierw Igor poleciał do Waszyngtonu, gdzie w ostatniej chwili wywiad odwołano. W końcu Obama spotkał się z nim w warszawskim hotelu Marriott i spóźnił się z tego powodu spotkanie na spotkanie z prezydentem Komorowskim.

O tym, że dostaniemy ten wywiad, Igor dowiedział się na parkingu przed supermarketem. Z wrażenia nie byliśmy w stanie przygotować kolacji, na którą wpadł do nas Wojtek Sadurski, mieszkający wówczas w Australii. Zjedliśmy ją w końcu bardzo, bardzo późno. Wojtek był wtedy jeszcze naszym blogerem. Mimo różnic ideowych, prywatnie bardzo się lubiliśmy.

Mieliśmy sukcesy, ale mieliśmy też wpadki, popełnialiśmy błędy. Lubczasopisma, wokół którego zrobiliśmy wiele zamieszania, choć powstało ich ponad 700 i długo działały, nie odniosły takie sukcesu, jakiego się spodziewaliśmy. Igor do dziś nie może sobie wybaczyć, że kiedyś wywalił tekst Freemana za to, że superdowcipnie przerobił scenę z filmu „Upadek” o Hitlerze jako opowieść o nim i Salonie24. („Freeman, poniosło mnie,  jeszcze raz przepraszam?” - Igor). Błędów było więcej. Tak to jest, kiedy prowadzi się takie przedsięwzięcie.

Musisz upaść i podnieść się kilka razy, żeby zrozumieć i się nauczyć. Czasem startowaliśmy  z czymś za szybko, a rynek nie był jeszcze gotowy na pewne rozwiązania.

W 2013 roku spółka przeżywała kryzys. Rozstaliśmy się z Radkiem, opuścił spółkę  i wtedy, jak w tym powiedzeniu „Gdzie dziad nie może, tam babę pośle”, wróciła Bogna. W lipcu 2013 roku przejęła stery Salonu, nie znając ani tego biznesu, ani rynku, ani w gruncie rzeczy portalu. Uporządkowała sprawy i postawiła jeden podstawowy warunek: wydajemy tylko to, co najpierw zarobimy. Od tamtej pory minęły trzy lata. Salon24.pl nadal istnieje, zarabia sam na siebie, nadal jest całkowicie niezależny i co więcej – ma dobry potencjał do rozwoju.

Salon24.pl to od początku też admini. Bogna była pierwszym z nich, w 2006 roku dostała od naszych informatyków numer 01. Admini mają najtrudniejsza pracę – wciąż są oskarżani o stronniczość. Co zabawne, bardzo często admin o bardziej lewicowych poglądach jest oskarżany o promowanie prawicowców i odwrotnie.

Dziś nasi admini to dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Ich praca jest bardzo ważna i potrzebna - po to, by Salon24.pl by był żywym i atrakcyjnym serwisem. Ale też po to, by nie było naruszeń prawa i awanturnictwa. Taka polityka się sprawdza. Salon24.pl jest dziś wersalem w porównaniu z forami na innych portalach. Organizatorzy akcji „Hejstop” powinni czerpać z naszych doświadczeń.

Długi czas chcieliśmy być tylko serwisem tekstowym, wyraźnie różniącym się od innych. Wiemy już, że nie możemy opierać się zmianom i już naprawdę niedługo wprowadzimy spore zmiany, które przygotowujemy od ponad roku. Serwis internetowy musi reagować na rynek, dostosowywać się do jego wymagań. Bez rynku nie będzie serwisu – wszak z czegoś trzeba ten portal utrzymywać. O zmianach, które nastąpią, napiszemy wkrótce. Wprowadzimy Was w nowy serwis zanim wystartujemy, żebyście wiedzieli, czego się spodziewać.

Salon24.pl miewał wzloty i upadki. Byliśmy atakowani i przez tradycyjne i przez polityków. Nawet przez ministrów. Przeżyliśmy procesy sądowe i ataki informatyczne zza granicy.

Ale Salon24.pl przetrwał. Jesteśmy z tego bardzo dumni, że przez 10 lat, w tak trudnym czasie udało nam się zbudować serwis i go utrzymać. To nie stało się jednak dzięki wywiadom z Obamą, Kaczyńskim, takim czy innym pomysłom. To było możliwe tylko dzięki Wam. To Wy dostarczacie tu codziennie teksty, to Wy jesteście solą i esencją tego miejsca. Przepraszamy, że nie wymieniamy nikogo z nicka, czy imienia i nazwiska. W ciągu tych dziesięciu lat konta w Salonie założyło ponad 70 tysięcy autorów. Nie chcielibyśmy nikogo umniejszyć ani wywyższyć. Wszyscy jesteście bardzo ważni. Przeżyliśmy z Wami bardzo dużo. Dziękujemy Wam za niezwykłe, czasem szalone zaangażowanie, za Waszą energię, wielki intelektualny wkład w debatę. Przepraszamy za  błędy. Przez te 10 lat uczyliśmy się dalej się uczymy. I będziemy się uczyć. Kilku ważnych autorów, tworzących Salon24, z którymi często zderzaliśmy się, odeszło z tego świata – Azrael, Niewolnik, Seawolf, Paweł Paliwoda, Robert Leszczyński. Przez krótko, tuz przed smiercią blog prowadził u nas także Maciej Płażyński  (przypomniał mi o tym Lestat). Niech dobry Bóg ma ich dusze w opiece.

Wielu autorów przestało pisać, przeniosło się, wielu zostało znanymi autorami, jedni wracają, codziennie przychodzą nowi. Takie jest to miejsce. Chcemy dalej być portalem otwartym dla wszystkich, miejscem, gdzie spotkać się mogą ludzie o różnych poglądach. Nie chcemy być wojującym medium opozycji, ani partyjnym serwisem rządowym. Salon24.pl przetrwał już kilka rządów i przetrwa kilka następnych. Gazety padają, mają coraz większe kłopoty, a my trwamy.

Musimy odpowiadać na zmiany rynkowe, ale nie będziemy zmieniać naszych fundamentalnych zasad. Będziemy trwać i się rozwijać. Razem z Wami. Serdecznie dziękujemy Wam za wszystko. Bądźcie z nami dalej.

Zachęcamy do publikowania Waszych wspomnień o Salon24.pl. Rybitzky napisał, że Salon24.pl zmienił Polskę. Przesadził zapewne, ale trochę zamieszania narobiliśmy:)  A Wy jak uważacie? Namawiamy do urodzinowego wspominania.

Bogna i Igor Janke

© Artykuł jest chroniony prawem autorskim. Wykorzystanie tylko pod warunkiem podania linkującego źródła.

 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura