318 obserwujących
909 notek
3975k odsłon
  3554   0

Kornel Morawiecki. Jak Piłsudski, jak Grot-Rowecki

Takie opinie nie były jednak dość powszechne w jego bliskim otoczeniu.

To on był głównym autorem strategii działania organizacji, to on analizował wiadomości z całego świata, snując geopolityczne wizje. To on – wraz ze swoimi najbliższymi współpracownikami –przewidział, że komunizm upadnie, blok sowiecki się rozpadnie, a Niemcy się zjednoczą. Razem z Wojciechem Myśleckim rozpad ZSRR przewidywali już w 1985 roku, kiedy nikomu nie przychodziło to jeszcze do głowy.

To on swym miękkim głosem tłumaczył, że trzeba twardo walczyć i nie wahał się powiedzieć komuś, że tym razem nie może spędzić świąt z rodzicami. To on ogłosił, że trzeba stworzyć tak silnie zakonspirowaną, walczącą organizację i pierwszy przekonywał, że jak będzie trzeba, to po drugiej stronie poleje się krew.

Przez sześć lat życia w podziemiu odbył tysiące rozmów, przygotował dogłębne analizy i opracowywał taktykę i strategię działania. Był ciekawy innych ludzi i ich zdania. Ta ciekawość innych ludzi, ich opinii i punktów widzenia zadziwiała wielu.

Rafał Grupiński: „Spotkałem go trzy razy. Zawsze kiedy z nim rozmawiałem, był bardzo skupiony, inspirujący, zachęcał do rożnych aktywności. Był mentorem. Robił na mnie mocne, pozytywne wrażenie”.

Andrzej Kołodziej: „Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. Niezwykle imponowała mi jego odwaga myślenia. W Gdańsku wszyscy się czegoś obawiali i mówili o powstrzymywaniu się. Kornel od początku miał jasną wizję i maksymalny cel: obalenie komunizmu i niepodległość Polski. To było wspaniałe. Nie znałem wtedy wielu ludzi, którzy tak myśleli”.

Grzegorz Schetyna, kiedy spotkał Kornela pierwszy raz, miał dwadzieścia lat. Było to wiosną 1983 roku. „Rozmawiał ze mną o celach polityki, o wizjach, o sposobach walki. On lubił rozmawiać, traktował nas, młodszych, po partnersku. Pytał, słuchał, miał w sobie dużo uroku. W rozmowach z nim czułem się traktowany podmiotowo, tak po ludzku dobrze. To było dość niezwykłe. Masz dwadzieścia lat, przychodzisz do wielkiego działacza, a on traktuje cię poważnie, pyta cię o zdanie i słucha”.

Umiejętność dialogu, słuchania, poważne traktowanie rozmówców – to wszystko dawało ludziom mnóstwo energii i budowało siłę organizacji. Młodzi – jak Schetyna – byli tym zachwyceni: „Budowaliśmy coś razem. Poczucie wspólnoty było bardzo silne. Nie było podziałów jak w RKS-ie czy ≪dużej≫ Solidarności. Wszyscy byliśmy razem. W tamtych szarych, smutnych czasach, pełnych braku zaufania, perspektyw na przyszłość, to było bardzo energetyczne. To dawał Kornel. I to był klucz do sukcesu firmy” – mówi Schetyna.

Kornel uwielbiał dyskutować. Spotkania rozmaitych gremiów trwały zwykle bardzo długo, bo kiedy ich uczestnicy zeszli się wieczorem, można ich było wypuścić dopiero rankiem. „To były piękne spotkania – wspomina Zbigniew Oziewicz, starszy od Schetyny o pokolenie. – Czuliśmy się tam tacy wolni w tym okupowanym kraju. Cieszyliśmy się, że jesteśmy razem. Na tych zebraniach była niepodległa Polska”.

Kornel Morawiecki godzinami opowiadał o swoich wizjach politycznych. Jak mówi Oziewicz: „Jemu chodziło nie tylko o wolność Polski, ale o wolność innych krajów. Mówił o Białorusi, Ukrainie, Czeczenii, ale mówił też o Kurdach czy Chinach”.

Łącznie Morawiecki ukrywał się w sześćdziesięciu rożnych mieszkaniach. Zawsze chciał znać opinie goszczących go osób o sytuacji politycznej i o tym, jak powinna działać opozycja. Podczas całego okresu ukrywania się, mimo że dostęp do niego był niezwykle utrudniony, spotkał się z około półtora tysiącem osób.

Na wszystkich działała aura i charyzma ukrywającego się przywódcy. Mimo że jedną z podstawowych zasad konspiracji jest bardzo ograniczone zaufanie, Kornel ufał ludziom. Pewnego dnia na posiedzenie Rady wpadł jakiś działacz z informacją, że za chwilę Kornel zostanie aresztowany, bo ktoś go sypnął. Atmosfera na spotkaniu zrobiła się na moment bardzo nieprzyjemna. Przywódca SW siedział wśród swoich najbliższych współpracowników, a to oznaczało, że sypnąć musiał ktoś z ich grona. „Kornel, uciekaj” – powiedziano mu od razu. Kornel spojrzał na nich i spokojnie odparł: „To nie ma sensu. Jeśli mnie namierzyli, to i tak już mnie mają. Jeśli tak jest, to znaczy, że wydała mnie osoba, która jest wśród nas. A jeśli wśród nas jest kapuś, to wszystko i tak nie ma sensu. Pracujemy dalej”.

Alarm był fałszywy. Choć może nie do końca, bo okazało się, że tego dnia aresztowano Władysława Frasyniuka. Informacja dotyczyła ważnego lidera opozycji – okazało się, że był nim nie Morawiecki, ale Frasyniuk.

Morawiecki wierzył też w umiejętności ludzi, z którymi współpracował. Bez wahania potrafi ł powierzyć poważne zadanie komuś, kto się jakoś sprawdził. Chciał, by talenty jego współpracowników były dobrze wykorzystywane. Artur Pietrzak, student uniwersytetu, był kurierem. Woził dziesiątki, jeśli nie setki tytułów bibuły. Wiele z nich uważnie czytał. Nie wszystko, co w nich przeczytał, mu się podobało i w 1988 roku napisał obszerny, krytyczny list do redaktorów pism Solidarności Walczącej, w którym przedstawił swoje zarzuty zarówno wobec ich ogólnej koncepcji, jak również zawartości konkretnych artykułów. Przekazał go przez podziemne kanały do szefów tych pism. Taka korespondencja zwykle docierała do adresata po bardzo długim czasie. Tym razem odpowiedź przyszła błyskawicznie. Po kilku dniach Pietrzak został umówiony na spotkanie z „Bogdanem”, czyli Zbigniewem Jagiełłą, który był wtedy jedną z najważniejszych postaci w organizacji, o czym Pietrzak nie wiedział. Nikt nie starał się wówczas gromadzić zbyt wielu informacji o swoich współpracownikach.

Lubię to! Skomentuj108 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka