Jarosław Banaś
Nie ma tekstów bez podtekstów. /własne/
7 obserwujących
70 notek
35k odsłon
  1041   1

Dlaczego Wyborcza we Wrocławiu atakuje Operę we Wrocławiu? Felieton po premierze Tosci.

„Tosca” Pucciniego, Opera Wrocławska, fot. ENEN Studio
„Tosca” Pucciniego, Opera Wrocławska, fot. ENEN Studio

Można się jedynie domyślać, bo teksty są napastliwie ale autorki nie piszą dlaczego w ten sposób piszą. Dla Polski, dla Wrocławia? Z troski o poziom Opery Wrocławskiej, tak czynią? Bo redaktorki wieczorami spać nie mogą, praca opery sen spokojny im zakłóca? Nie wiadomo. A może same wiedzą, jak należy operę prowadzić i mają wizję? Wróżka im powiedziała? Piszą, że jest źle. Piszą ażeby odwoływać i już. Bo tak uważają. Skąd ta wiedza? Z tajnych protokołów, z receptur, z ksiąg alchemicznych?

Jeden genialny obraz namalować, jedną kosmiczną symfonię skomponować, jedną ponadczasową rzeźbę wyrzeźbić, jeden wiersz na zawsze zapisać – to już się wymyka spod kalkulacji i cenników. Dzieło trafi lub nie trafi do historii sztuki, do dziedzictwa kultury, dowiemy się tego po ocenie pokolenia a tymczasem na operowej scenie, każdego premierowego wieczoru, klika symfonii pod jednym dachem grają równocześnie, malują, rzeźbią, śpiewają pojedynczo i grupowo, tworzą metafory, przemawiają kosmicznym językiem, transmitują do świadomości nowe wartości. Bo tak działa nowoczesna opera. Koncentracja i konglomeracja. Absolut.

To straszny sen, tego kto nie rozumie a chce zrozumieć i zrozumieć nie może. Można zwariować od natłoku wrażeń. Chce się policzyć, dodać, podzielić a tu niemożność. Aria uleciała. Wszyscy o czymś mówią w podnieceniu, a ja nie słyszałam i nie wiem o co chodzi. Scarpia śpiewał? Tu we Wrocławiu? Prawdziwy był, czy zmyślony. Ale pieniądze dostał przecież prawdziwe. Więc jak to, zapłacili nieistniejącej postaci, za coś czego w dodatku już nie ma? Wcielił się, zaśpiewał i pojechał. Eter w powietrzu. Nic. A jednak to wartość. Intelektualna i ekonomiczna. Pomnożyć czy podzielić?

Żaden cennik racjonalnie nie ogarnie, żaden księgowy wartości przytomnie nie skalkuluje. Dla jednych bezcenne dla drugich enigmatyczne. Cywilizacja wybiera jednak kryteria abstrakcyjne. Tyle złota poecie za pieśń wypłacili, ile on sam ważył. Do tego w operze, co za zgroza, pracują ludzie wybitni, w jednym miejscy tylu magistrów sztuki równocześnie nie bywa, nawet na stadionach nawet na marszach pod flagami, nawet na konwencjach politycznych, nawet w telewizyjnych szoł. Ludzie którzy potrafią takie potencjały gromadzić i uruchamiać, zmieniają gusta świata, wytyczają kierunki ewolucji, powołują do życia byty i byty w nicość odtrącają. Opera to boskie zajęcie.

A może tylko o to chodzi, by Opera we Wrocławiu a może i Opera w Polsce w rozumieniu redakcji Wyborczej we Wrocławiu, ani artystycznie ani organizacyjnie nie dorównywała europejskim scenom operowym? Może chodzi o to by artyści zarabiali we Wrocławiu mało i pracowali za granicą. By nie zarabiali tak, jak zarabiają mistrzowie mistrzowskich wykonań na świecie, by wystawienia oper były marne, by nie zagrażały królującym scenom w Austrii i Włoszech, Niemczech i Czechach? Taki spisek?

A może chodzi o to by Opera Wrocławska i Opera w Polsce nie były marką narodową, bo to jest przecież zbyt niebezpieczna zabawa. Potęgi europejskie i światowe opery narodowe hołubią, śpiewaków na piedestał wynoszą, kompozytorów w pomnikowym uwielbieniu czczą operowych artystów poważają. O to chodzi? Naprawdę? Żeby przypadkiem Polska kultura nie znaczyła zbyt wiele. Czy my w tych rozważaniach nie wchodzimy na groźny poziom znaczenia państwa w kulturze Europy i świata. Stąd ten wyborowy atak? Prawie 20 deprecjonujących publikacji i nic? Żadne służby nie wyprowadzają dyrektorów bocznym wejściem do samochodu, litościwie osłaniając im głowy. Więc jednak, czyżby wszystko było w porządku? NIK zakończyła roczną kontrolę, dokument spodziewany jest pod koniec września, ale Wyborcza we Wrocławiu już wie i wzywa do... właśnie nie bardzo wiadomo, do czego? Do rozwalenia Opery Wrocławskiej? Bo w Operze Wrocławskiej chcą równać do świata, chcą stan stagnacji i niemożności zmienić? Artystycznie, organizacyjnie i wartościowo. Bo chcą "podnieść operę z kolan" i z kompleksów wzdychania do zagranicznych wykonań wyzwolić? Potrafią polscy śpiewacy podbijać świat? To niech świat przyjedzie za nimi do Wrocławia. Potrafią organizować i tworzyć na swojej ziemi, to trzeba tu przyjechać. I żeby odeszła pokusa zarzucenia mi, że wymyślam tu na potrzebę chwili dziwne figury, powiem jedynie, że sytuacja wrocławska nie jest w Polsce nowa. Czesław Jędraszko w książsce "Teatr sumienia i prawdy" opisał analogiczne zdarzenia w Polsce pod zaborami. Opisał jak teatr i opera walczyły o swoją pozycję na narodowej scenie z zaprzedaną opozycją. Aż się wierzyć nie chce, ale taki jest zapis historyczny.

Uderzam w mroczne tony tych pytań, bo nie wydaje mi się by chodziło o płytką zazdrość, nienawiść, niezrozumienie, załamanie, może kompleksy albo miłość. Jak w Tosce? Przecież to prowadzi do śmierci. Wystarczy obejrzeć operę. Miłość, zazdrość, rozpacz, śmierć. Amen. Nawet mocarne dźwięki "Te Deum" temu nie przeszkodzą.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale