Blog
Fantastyczności
Jastek Telica
Jastek Telica pisarz fantasta
0 obserwujących 108 notek 26548 odsłon
Jastek Telica, 4 marca 2017 r.

Pospolity paradoks cz.12


Profesor po trzech dniach pod matczyną kuratelą doktor Jolanty przedstawiał się schludniej.

Wypucowany łazarz.

Został oprowadzony po firmie. Uścisnął ręce prezesom, w tym również temu najważniejszemu, który zamruczał coś pod nosem i sobie poszedł, po drodze pociągając z piersiówki. Gość długo za nim patrzył, z zazdrością. Ale sam pozostał z kierownikami w auli firmowej, gdzie zgromadził się personel badawczy i techniczny. Wygłosił do tegoż zgromadzenia okolicznościowe przemówienie.

Do urzygu nudne.

Standardowe.

Na którym ziewali, bo dalibóg, nic nie zrozumieli.

Pod kuratelą doktor Joli stracił pazur. Drapieżca na aksamitnej smyczy.

Po tych wszystkim torturach wreszcie trafił tam, gdzie powinien. Przyglądał się maszynerii, wcale nie imponującej. Ażurowa sfera.

- Proszę wyjaśnić mi przystępnie, działanie tego urządzenia. Chciałbym wiedzieć w jaki sposób ona zaprzecza przyjętemu porządkowi rzeczy.

Kierownik wszystkich specjalistów osobiście objaśniał, co włącza, żeby dostarczyć energię, która wytwarza pole, w rezultacie prokurując powstanie korytarza.

Profesor słuchał.

- Dobrze – zachrypiał. – Opisał mi pan jak kapral szeregowcowi, jak kolbę trzymać, mierzyć i kiedy za spust pociągnąć. Mnie bardziej chodziło o to, jakie siły powodują, że karabin wypala.

Fachowiec uśmiechnął się z wyższością.

- Proch – wyjaśnił.

- Ale to urządzenie nie działa na nieco mniej archaicznych zasadach, jak mniemam?

Specjalista zamrugał.

- Nie rozumiem – burknął.

Profesor westchnął.

- Kolejny z pogłowia durniów, co niepowtarzalną prawdę wykuwa na blachę – podsumował.

Kierownik spiekł raka. Pani doktor Jolanta prędko go oddaliła.

- To trochę potrwa – tłumaczyła, ciągnąc konsultanta za rękaw i usadzając w wygodnym fotelu, przymilając się i ogólnie kusząc.

Dał się udobruchać.

- Zaplanowaliśmy trzy sesje – wczuła się w rolę przylepnej trajkotki. – Na początek najbardziej typowa. Jak pan znajduje naszą machinę piekielną?

Była sferycznego kształtu, w środku dość wygodnie mieściło się dwóch badaczy w skafandrach. Urządzenie migało. Huczało. Pobierało energię. Technik odliczał. Przy zerze natychmiast otworzyła się dziwna dziura, w którą mechanizm wniknął. Za sprawą jego kamer ujrzeli inny świat. Przez dziewięć sekund, po czym wszystko znikło.

Tylko na profesorze zrobiło to jakieś wrażenie. Przełknął gulę.

- Zanik wizji?

- Standardowy. Transmisja zawsze trwa dziewięć sekund. Nie wiemy dlaczego, choć odnotowaliśmy wahnięcia, ale krótkie. Człowiek bez aparatury ich nie dostrzeże.

- Aha. Czyli tak się to zwykle odbywa?

- Typowo. Nudnie – potwierdziła doktor Jolanta. – Jak wrażenia? Miał pan dość przejętą minę.

- Obce światy. Cud – westchnął trzeźwy alkoholik. – Ale mniej więcej tego oczekiwałem po opisach. Proszę jednak nie myśleć, że nie doceniam osiągnięcia.

- Ale kierownikowi zmył pan głowę.

- To dureń, pani Jolu. Nie rozumie, jak działa urządzenie, którego używa.

Wzruszyła ramionami.

- Konstruktor też tego nie pojmuje.

- A właśnie, co z nim?

- Pewnie w coś gra na wyższym piętrze, opychając się pizzą. Ma wszystko, czego potrzebuje. Dla nas nie znajduje czasu.

- Aha.

Wypili kawę. Mocną jak siekiera, by profesora nie opuściła forma. Opisano mu ewolucję projektu. Wyprawy odbywały się regularnie. Czysta rutyna. Skonstruowano dość wygodną maszynerię, która badaczom zapewniała jakie takie warunki, ale ze względu na ograniczenia, oczywiście nie komfortowe. Margines korytarza nie pozwalał na posyłanie dowolnej wielkości urządzeń. Badano po kolei i rzetelnie obce światy, zwożąc przy okazji mnóstwo próbek, część przeznaczając na użytek bujnie rozwijającego się rynku pamiątek. Na razie inne zastosowania komercyjne nie wypalały. Ale nie tracili nadziei, że zostanie popchnięte choćby wytwarzanie leków lub zrewolucjonizowany proces produkcji procesorów. Póki co obce światy mało życzliwie traktowały ludzką eksplorację. Ot, codzienna orka.

Badacze wrócili. Zdali sprawozdanie. Zostali gruntownie przebadani. Kasłali na życzenie i pokazywali języki. Standard. Ale skrupulatny.

Puszczono ich wreszcie.

- To teraz czas na nasz raj – zaśmiała się doktor Jola.

Nieco nerwowo.

Reszta obecnych zaczęła wzdychać.

Przygotowano kolejną sferę. Znacznie mniejszą.

- Jaki krasnoludek zmieści się w środku? – zagadnął profesor.

Doktor Jola poprawiła niesforny kosmyk.

- Wszystko w swoim czasie. Najpierw pokażemy, kiedy aparatura działa.

- Jakoś nie dostrzegam entuzjazmu?

- Doświadczenie, panie profesorze. Doświadczenie.

- Czyli straciliście nadzieję?

Piękna pani doktor wzruszyła ramionami.

- Niedługo sam się pan o wszystkim przekona. Po co gadać po próżnicy?

Po rutynowych zabiegach nastąpiło odliczanie, po czym machina zaszumiała. Nieco ciszej niż jej poprzedniczka, bo była mniejsza, ale jakoś głębiej, prawie uwodząco. Po czym pokazała obraz innego świata.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

nieistotny osobnik

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • deda Nasza kultura trochę zaściankowa. Oby wciąż niezapomniane dziedzictwo. To swojski...
  • mistral za dolara Dwa cytaty wprost dla ciebie: Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć...
  • karol123 Michnik wraz ze swą gazetą personalnie atakował przeciwników. Ja temu nie przeczę....

Tematy w dziale