7 obserwujących
7 notek
12k odsłon
  1482   3

Trzy kontynenty, jeden miesiąc i dziesięć afer, z czego większość w katolickich misjach

Piotr Jastrzębski
Piotr Jastrzębski

O tym co przemilczała ambasada Azerbejdżanu i czego powinien wstydzić się polski Bumar w Afryce.


Po serii reportaży z Arcacha, znanego popularnie jako Górski Karabach (trochę jak Falklandy i Malwiny –używam głównie argentyńskiej nazwy) – do redakcji wpłynęło oficjalne pismo, sygnowane podpisem Pani Ambasador Azerbejdżanu. Nie odpowiadałem na jej argumenty w gazecie, uznając że są świetnym uzupełnieniem mojego tekstu. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka tygodni później ukazał się ogromny wywiad, a potem co jakiś czas artykuły o odwiecznej przyjaźni polsko – azerskiej.


Nie wykluczam, że tak było, ale pewnie ambasada nie szczędziła grosza na teksty, które miały ocieplić wizerunek tego kraju. Niestety, pewnych wydarzeń nie da się odzobaczyć, a które już zobaczyłem. Widziałem co robili azerscy bojownicy, najemnicy syryjscy i brakuje mi słów, by nazwać zwyrodnialców, którzy dopuszczali się makabrycznych okrucieństw – nie da się wymazać z pamięci podcinania gardeł, dekapitacji mieszkańców regionu przez syryjskie, tureckie i azerskie bojówki. Do tego jeszcze tureckie pociski z magazynów NATO i izraelskie drony – mieszanka naprawdę wybuchowa. Decyzja Joe Bidena i amerykańskiego Kongresu o uznaniu Genocydu z 1915 roku za akt ludobójstwa na obywatelach Armanii, dokonanego przez tureckie wojsko, musiała rozwścieczyć władze tureckie z prezydentem Erdoganem włącznie. Mieszkańcy Turcji nie mają wiele wspólnego z polityką prowadzoną przez tego satrapę, bliżej im do Ataturka, twórcy świeckiej państwowości.


To nie była jedna zbrodnia, której dopuściło się na Ormianach Osmanowie, potem Nowoturcy i wreszcie Turcy. Nie tylko na Ormianach. Krew lała się strumieniami na całych Bałkanach. Od Bułgarii, przez Serbię czy Węgry. Odwrotne kręcenie głową w Bułgarii, było aktem nieposłuszeństwa, wynikiem podziemnej walki z okupantem. Oprócz liczonych w setki - powstań wyzwoleńczych, nawet w ten sposób robili w konia najeźdźców, ale teraz nie to jest tematem tego tekstu, tylko Ormianie i odwieczny konflikt.


Podpuszczano Kurdów, organizując bojówki konne, które robiły krwawe rajdy na tereny Armenii, wysługiwano się Azerami. To nie było trudne, wystarczyło obiecać im nowe tereny. Powoli odbierano im ziemię, kawałek po kawałku. Z dawnej Cilicji nie pozostało nic, prócz historycznych zapisów. A to właśnie ta kraina – Cilicia – zwana również Małą Armenią, zdominowała Morze Czarne, Śródziemne i nawet Atlantyk. Ich piraci znani byli na całym świecie, porwali nawet młodego Juliusza Cezara. Ale o tym chyba wspominałem już w reportażu, który ukazał się w dwóch częściach na łamach pewnej gazety. Zakończyłem go słowami, że nie jest to pełny obraz konfliktu, ponieważ nie udało mi się dostać na drugą stronę granicy.


Po publikacji zadzwoniła (do jeszcze naszej redakcji) – pełna oburzenia Pani Ambasador - Nargiz Gurbanowa.


Po rozmowie z naczelnym i wymianie uprzejmości z zaproszeniem na prywatna rozmowę włącznie, wystosowała oświadczenie, na które natychmiast odpowiedziałem. Ale tylko na FB, już nie chciałem zbijać argumentów na łamach gazety, uznając, że każdy ma prawo do wyrażenia poglądów. Nawet jeśli nie do końca są zgodne z prawdą, to jednak częściowo uzupełniły mój reportaż.


Odpowiedziałem w sposób następujący „Tak naprawdę jedynym konkretnym zarzutem tego listu jest to, że napisałem swój tekst stronniczo. Gdyby jednak w spokoju doczytała go Pani do końca, to zauważyłby Pani, że również o tym wspomniałem. Jest to relacja z jednej tylko strony, bo do drugiej nie udało mi się dostać. Nie ukrywałem tego, więc porozmawiamy o faktach. Pełna oburzenia nota, rozpoczynająca się obrazowym nekrologiem, której nie nazwałbym dyplomatyczną - zarzuca mi stronniczość w relacji z Kaukazu, Armenii i Republiki Arcacha, znanego powszechnie jako Górski Karabach. Chciałbym się w jakiś sposób odnieść do zarzutów, ale tak naprawdę niewiele ich tam znalazłem. Próżno szukać merytorycznych, czy historycznych faktów, które dyskredytują mój reportaż. Zaznaczyłem przecież, że jest to opis widziany z jednej strony konfliktu. Na szczęście obraz dopełniają zdjęcia załączone do listu, w których prawdziwość nie wątpię i za które bardzo dziękuję. Nie kwestionuję decyzji kaukaskiego Biura Politycznego z dnia 5 lipca 1921 roku, na który się Pani powołuje. Czy przeoczyła Pani, że też o niej pisałem? W przeciwieństwie do przysłanej noty, nie pominąłem jednak informacji o decyzji tego samego biura, wydanej poprzedniego dnia – czyli 4 lipca 1921 roku. Była zupełnie inna, więc wciąż nie wiem, czy zmieniono ją pod naciskiem władz tureckich, czy po prostu plenum wydawało decyzje w zależności od tego jaki jego członkowie mieli tego dnia humor. W liście wymienia Pani całą listę miast i ośrodków, które zostały zniszczone przez wojska Armenii. Tego również nie podważam, szkoda, że zabrakło informacji o pogromach jakich Azerowie dopuszczali się na ludności ormiańskiej. A było ich niemało, choćby pogrom w Sumgaicie, który potwierdzają też źródła azerskie. Według Ormian znacznie zaniżając skalę tego mordu. Nie chodzi jednak o liczby, bo zapewne ofiar byłoby więcej, gdyby nie pomoc kilku azerskich rodzin, które udzieliły schronienia ściganym Ormianom. Nawet ówczesna radziecka milicja nie była w stanie opanować tej agresji. Od 26 lutego do 2 marca wyszukiwano i bezlitośnie i bezkarnie polowano na Ormian. Każdego schwytanego, mordowano. Kolejnym był pogrom w Kirowabadzie. Nie wspomina Pani również o masakrze w Baku, do której doszło dwunastego stycznia 1990 roku. Brytyjski dziennikarz - Thomas de Waal pisał o niej: „pierwsza część czarnego stycznia”. Milczy Pani o powszechnym wówczas haśle „Śmierć Ormianom”, „Precz z Azerbejdżanu” i o masowych deportacjach. Nie wspomina Pani decyzji Rady Deputowanych Ludowych w Karabachu z 20 lutego 1988 roku o przyłączeniu regionu do Armenii oraz faktu formalnego zjednoczenia podjętego przez Radę Najwyższą Armeńskiej SRR i Górskiego Karabachu co było zgodne z sowiecką ustawą o prawie do samostanowienia narodów. Licytacja na pogromy jest w kontekście zwykłych ludzi parszywą polityką i dyplomatycznym nietaktem. Wspomniałem o tym jedynie, by wykazać, że to Pani oszczędnie gospodaruje prawdą powołując się wybiórczo na fakty, których nikt nigdzie nie kwestionuje. Próżno natomiast szukać odpowiedzi na moje pytania dotyczące udziału Turcji i Izraela. Bomby kasetowe i fosforowe spadały również na Ormian. Nie wspomina Pani o izraelskich dronach i tureckich bombach z natowskich magazynów. Kwestionuje pani obecność najemników powołując się przy okazji na całą masę azerskich źródeł. Jeśli jednak dowodem są opinie jednej strony konfliktu, to nie możemy negować relacji strony przeciwnej, według której wzięto do niewoli syryjskiego bojownika, który wydał pozostałą część swojej grupy. List ten jest o tyle cenny, że uzupełnia moją relacje o miejsca, do których dotrzeć nie mogłem. Bardzo chętnie pojadę do Azerbejdżanu porozmawiam i opiszę relacje rodzin osób poszkodowanych, czy wypędzonych. Zadam też kilka niewygodnych pytań władzom. Jeśli jesteście Państwo zainteresowani pełnym przedstawieniem prawdy liczę, że nie będę miał trudności ze zdobyciem wizy i – pomimo niechęci Pani rządu do mnie i moich tekstów - uda mi się wrócić w cało z tej wyprawy. Nawet jeśli zostałem uznany za persona non grata przez rząd i wroga przez obywateli. Nie zwróciła Pani uwagi, że mój reportaż nie dotyczył narodów, ale ludzi i światowych supermocarstw, takich jak Turcja i Izrael, które Waszymi rękami prowadzą swoją rozgrywkę w tym przepięknym rejonie. Pozdrawiam serdecznie i liczę na odpowiedź Czy się jej doczekam?”

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo