9 obserwujących
20 notek
29k odsłon
  395   1

Głupi, mądry i mądrzejszy. Czyli jak łatwo nas wkręcić?

Piotr Jastrzębski
Piotr Jastrzębski

Perfidne intrygi dawnych znajomych. Zawistnych i zazdrosnych przyjaciół, za których wcześniej niejeden z nas dałby sobie obciąć rękę. Gdyby tak się stało, to na dnie spotykałbym samych jednorękich. W większości to nie patologie sprowadziły nas tutaj, ale pasmo porażek, brak wsparcia od tych, którym ufaliśmy. Nikt bowiem nie zdradza tak jak najbliższy przyjaciel. Jemu najłatwiej przychodzi wbić nóż w plecy po to jedynie, by zająć nasze stanowisko, uwieść żonę lub męża. Każdy przypadek tutaj jest wprawdzie inny, ale schematy powtarzają się z przerażającą częstotliwością. Z matematyczną wręcz regułą. Koszmarną regułą absurdu.

Tak zwykle zaczyna się katastrofa każdego z nas. Katastrofa lotu nazywanego szczęśliwym, udanym i poukładanym życiem.


                                           Ostatni rozdział                         

                   

Do alkoholu i narkotyków

To pierwszy i ostatni list, jaki do Was piszę. Towarzyszyłyście mi przez większość mojego życia. Dawałyście radość, siłę, spokój i ukojenie.

Byłem tak pochłonięty zachłannym braniem tego

szczęścia, że nawet nie zauważyłem wystawionego mi później rachunku.

Za radość płaciłem smutkiem, za spokój — lękiem, za nadzieję — rozczarowaniem, za siłę — słabością.

Najdroższe zaś było szczęście, bo kosztowało koszmar. Już o napiwku nie wspomnę.

Jesteśmy więc kwita, odchodzę bez długu. Wiem, w moim przypadku brzmi to trochę dziwne. Dotychczas pozostawiałem za sobą jedynie długi, niesmak i rozczarowanie. Jak pisał Hłasko, prawdziwy mężczyzna odchodzi pozostawiając za sobą jedynie nieuregulowane rachunki.

Żegnając się z wami, żegnam się ze swoim alter ego, z ucieleśnionym wyobrażeniem siebie.

Odchodząc od was, dam komuś szczęście, a może nawet sam go doświadczę. Takiego dawanego, nie kupowanego, takiego prawdziwego, a nie złudzenia.

Piszę ten list, choć nie zasługujecie nawet na SMS-a. Miałem ochotę odejść bez słowa, jak zwykle to robię. Pewnie nie raz się jeszcze spotkamy, pomachacie mi ze sklepowych półek, z witryny aptek, zobaczę Was również w uśmiechu dilerów. Ja jednak się nie odkłonię, znam wasze metody i obietnice. W końcu ćwierć wieku spędziliśmy razem. Ponownie nie dam się uwieść.

Nie szukajcie mnie więc. Już dla Was nie istnieję. Idę dalej.

Żegnajcie.


Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura