9 obserwujących
20 notek
29k odsłon
  1204   0

Azerbejdżan znowu atakuje

Piotr Jastrzębski
Piotr Jastrzębski


„Na początku nie zdawaliśmy sobie z tego spawy” – wtrąca jedna z kobiet, mieszkanka Stepanakertu. „Myśleliśmy, że to jakieś fajerwerki, gdy dotarło do nas, że to rakiety, uciekliśmy do piwnicy”. Zapraszają nas do siebie, chcą byśmy zobaczyli jak teraz mieszkają – (fot).


Rzecznik prasowy


Nazajutrz rano umówione spotkania, pierwszy urząd, to rzecznik prasowy i doradca prezydenta Wagram Pogosjan. To właśnie on ogłosił ostatnią wojnę. Mimo szczerej sympatii, nie skrywał żalu, podobnie jak sierżant Garik – o którym pisałem w poprzedniej części – oskarżył przede wszystkim Turcję. Minister Pogosjan był wyraźnie oburzony brakiem międzynarodowej reakcji, zwłaszcza postawą państw członkowskich NATO. „Wszyscy doskonale wiedzieli, że po drugiej stronie walczą tureckie bojówki, syryjscy bojownicy, a kraj bombardują natowskie rakiety wprost z tureckich magazynów. Jeśli pozostali członkowie Paktu Północnoatlantyckiego milczą, to również ponoszą winę”. Dodał jeszcze, że dokładnie to samo może wydarzyć się również w Europie”. W tym momencie ponownie przypomniałem sobie Jugosławię i Kosovo, pomyślałem, że faktycznie, niemal identyczna już się wydarzyła.


Przed budynkiem ormiańskiego kościoła spotkałem grupę żołnierzy, naprawdę trudno było nie odnieść wrażenia, że w tym kraju wszyscy są bardzo serdeczni. Porozmawialiśmy chwilę, wyjeżdżali w teren. Trochę smutku, trochę uśmiechu, życzyliśmy sobie szczęścia, wspólny selfik i pobiegłem do budynku szukając pozostałej czwórki z naszej grupy.


Mieliśmy tam kolejne umówione spotkanie. Proboszcz ormiańskiej katedry w Suszy, mieście zajętym przez Azerów. Znowu przypomniała mi się rozmowa z popem w Kosovskiej Mitrovicy. Cerkiew znajdowała się po albańskiej stronie miasta, schroniło się tam kilkanaście rodzin. Ponieważ było wiele ataków, mury otoczyły wojska KFOR i ONZ, broniąc zabytku i przebywających tam ludzi.


Proboszcz Andreas z Suszy – dawnej stolicy Republiki Aracachu, zadziwił mnie swoją skromnością, zupełnie inny obraz duchownego niż w Polsce. Również dał do zrozumienia, że jest rozgoryczony postawą Europy i wierzy w to, że zarówno on, jak i jego parafianie powrócą do swojego miasta. Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak cisza, milczenie gdy staliśmy w środku świątyni i dawny proboszcz katedry Suszy, cierpliwie uczył mnie zapalać i układać świeczki intencyjne.


Pomiędzy spotkaniami wpadaliśmy do przypadkowych kawiarni. Nawet i tu nie obyło się bez toastów.


Wieczorem kolejny rozmówca – Artak Beglaryan – Rzecznik Praw Obywatelskich, Ombudsman? Trudno jednoznacznie określić jego stanowisko. Ma tak szeroki zakres obowiązków, że jego stanowisko nie ma chyba w języku polskim stosownego odpowiednika. Zajmuje się pomocą humanitarną i dokumentacją zbrodni. Posiada zbiór dokumentów, w tym filmów które nawet dla miłośników horrorów byłyby nie do obejrzenia.


Usiedliśmy w rzędzie naprzeciwko, uderzył mnie jego wyraz twarzy. A raczej jego brak. Twarz bez mimiki, sztywna, nieruchoma jakby nie było tam człowieka, po chwili zorientowałem się, że jest niewidomy. Dopiero później, już po naszym wyjściu, dowiedziałem się że sam jest ofiarą miny, która okaleczyła i oszpeciła mu twarz, pozbawiając możliwości wyrazu. Po krótkiej rozmowie, gdzie ponownie przewinął się temat Suszy i problem uchodźców, Artak Beglaryan nie potrafił jeszcze precyzyjnie określić liczby ofiar ostatniego konfliktu, było już późno, na zewnątrz ciemno. jeden z jego współpracowników włączył nam wspomniane zapisy filmowe. Po ich obejrzeniu trudno mi było nawet trafić do wyjścia. To jak uderzenie pałką.


Chcieliśmy też porozmawiać z tymi, którzy się tu urodzili, przeżyli wszystkie konflikty i pogromy tej wiecznej wojny, która trwa już znacznie dłużej niż słynna, francusko – angielska „wojna stuletnia”. Oczywiście jeśli uwzględnimy w tym obecność Turcji.


Byłem bardzo ciekaw jak żyją w cieniu ciągłych walk, ataków, jak sobie radzą, jak wychowują dzieci, czy jest szansa na pokój i pojednanie tych od lat zwaśnionych stron, ale żeby do tego dojść, trzeba ustalić właśnie kim są te zwaśnione strony. Czy to w ogóle możliwe?


Oczywiście nikt taki już nie żyje, ale udało nam się odwiedzić pewnego człowieka – Artur Farsijan emerytowany policjant, wielokrotnie odznaczany żołnierz, w Instytucie Języków Obcych ukończył filologię angielską. W kolejnych wojnach, starciach i potyczkach, zginał jego szwagier, opowiadał o ranach jakie odnieśli wszyscy mieszkańcy. Jego synowie zwozili z frontu sterty trupów, też napatrzyli się na śmierć mówi i zawiesza wzrok.


Bazar


Pomiędzy zburzonymi, a ocalałymi budynkami, działa sobie w najlepsze bazar. Moje rozerwane spodnie domagały się wreszcie zaszycia, bo taśma klejąca słabo trzymała na mrozie. A w zasadzie nie trzymała. Poszedłem kupić igłę i nici, żeby jeszcze zaszyć, następnego dnia mieliśmy już jechać do Erewania, tam do muzeum Genocydu i wieczny ogień.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka