9 obserwujących
20 notek
29k odsłon
  569   2

Portal mundurowy, pacyfista, kilkadziesiąt tysięcy represjonowanych i teksty ze świata

Denis Grigoriuk
Denis Grigoriuk

Od kilku miesięcy piastuję odpowiedzialne stanowisko redaktora naczelnego portalu bractwomundurowerp.pl, to specyficzna i bardzo ważna platforma.
Nie piszę tego z szyderstwem, portal ma kilkadziesiąt tysięcy odsłon dziennie i jest naprawdę potężnym medium – zaglądają tu nie tylko represjonowani i bezpośrednio zainteresowani czytelnicy, grono czytelników się rozszerza Jesteśmy więc na dobrej drodze - poznajmy się więc.

Bractwo Mundurowe RP zrzesza przede wszystkich byłych pracowników wszelkiego rodzaju - mniej lub bardziej - tajnych służb ale nie tylko, są wśród nas ludzie w zupełnie inny sposób powiązani z resortem spraw wewnętrznych oraz ich rodziny. To oddolne zrzeszenie, których dwie ustawy – jedna zwana gilotyną, druga ,,dezubekizacyjną” – pozbawiły świadczeń emerytalno rentowych, a ich rodziny należnych dodatków, często całych rent po rodzicach czy współmałżonkach. Trudno opisać całość w jednym tekście, nie o to mi chodzi, zależy mi byście poznali prawdę. Owszem, wśród funkcjonariuszy byli różni ludzie, jak w każdej społeczności – rozejrzyjcie się, czy w waszej pracy nie ma kogoś, kogo nazwalibyście „szują”, „psychopatą”, „sadystą”?
Ustawa weszła w życie w 2017 roku, teraz jednak są dopiero pierwsze wygrane wyroki. Złożone oczywiście przez tych, którzy stracili swoje świadczenia. Na dwa tysiące już rozpatrzonych odrzucono… jedynie dwa. W tym czasie ponad sześćdziesiąt osób zmarło w momencie gdy listonosz wręczał im obszerną kopertę z IPN. Zawały, udary, szok – doprowadził ich do śmierci. Wielu popełniło samobójstwa nie wytrzymali presji, długów i życia w ubóstwie – niektórym zostało jedynie pięćset, sześćset złotych miesięcznie, Ziutka Rutkowska przeżyła, wraz mężem postanowili popełnić rodzinne samobójstwo. On wziął tabletki, ona zabójczą dawkę insuliny. Mąż jednak ocknął się w pewnym momencie, widząc nieprzytomną żonę i sądząc że nie żyje, podciął sobie żyły. Po kilku, kilkunastu godzinach Mona, suczka Rutkowskich zaczęła lizać po nodze kobietę, ocknęła się, widząc słaniającego się i całego we krwi psa postanowiła jednak zawalczyć o siebie – to jedno z bardziej dramatycznych zdarzeń, ale było ich znacznie więcej.
Znaczna grupa zmarła zwyczajnie, ze starości, ale ich najbliżsi nie mogą dochodzić w sądzie utraconych dodatków i należności.
Nazwałem to kiedyś eksterminacją, spełnia wszelkie warunki istotnego fragmentu z jej definicji: „systematyczne działanie zmierzające do zagłady, wyniszczenia określonych grup ludności w ramach jakiejś idei”.

W powszechnym przekonaniu, sączonym w głowy od ponad trzydziestu lat, ukarano okrutnych esbeków, którzy katowali wojowników o wolność i demokrację. Tak w większości myślimy, bo tak nam mówią. Poznałem tych ludzi, ci którzy mnie znają, wiedzą o mojej niechęci do mundurów, dyscypliny, wszelkich formacji siłowych, jestem pacyfistą i anarchistą – mimo, że moim hobby jest strzelectwo, ale jedynie na strzelnicy i tylko do przedmiotów (puszki, tarcze, mam nawet opory by strzelać do sylwetki człowieka).

Nie jest to jednak ważne, bo nie każdy z tych ludzi kiedykolwiek trzymał w rękach karabin, pistolet, łuk, dzidę, maczugę lub cokolwiek innego, co można uznać za narzędzie oprawców. Wśród nich są pielęgniarki, które po szkole dostały przydział do pracy w szpitalu MSW, sprzątaczki z wiejskich posterunków, łącznościowcy, ludzie wypisujący numer PESEL czy wydający paszporty. Działalność BM RP skupiona jest na pomocy zarówno doraźnej, jak i długofalowej tym, najbardziej pokrzywdzonym. Zachęcam do obejrzenia na YouTube trzech filmów, które wszystko wyjaśnią. Dwa z nich w całości zrealizował znany reżyser Andrzej Dziedzic, a są to: „Listy Śmierci” i „Czy za tę zbrodnie ktoś odpowie”, kolejnym filmem jest „Czekając na sprawiedliwość” również Andrzeja Dziedzica. Tam znajdziecie wszystkie szczegóły – film zrealizowany na zlecenie Federacji Stowarzyszenia Służb Mundurowych.
Wiele też dowiecie się z książki ,,Na stos" Danuty Leszczyńskiej i prezesa BM RP Mariana Szłapy.

Od kiedy objąłem stanowisko naczelnego, staram się zachęcić czytelników, którzy dotychczas nie mieli pojęcia o tym problemie. Pojawiają się więc artykuły, felietony, reportaże nia tylko ściśle związane z tematem „emerytur mundurowych” – chociaż to złe określenie, ponieważ cała masa ludzi, którzy padli ofiarami politycznej zemsty nigdy w życiu żadnego munduru nie nosiła – chyba że fartuch szpitalny, strój sprzątaczki, czy kombinezon konserwatora. Owszem, większość to dawni milicjanci, policjanci, zarówno kryminalni, jak i dzielnicowi, dochodzeniowi, patrolówka, pracownicy BOR, UOP, Wojsk Ochrony Pogranicza, Straży Granicznej, Służby Więziennej i mógłbym jeszcze wymieniać, ustawa wprawdzie określa, ale i tak wszystko zależy od humoru pracownika IPN, bo nie udało odkryć się jakiegoś klucza, każdy kto miał jakiś związek z budynkiem wspomnianego ministerstwa. Oprócz tych, którzy są teraz przy władzy. Ominięto prokuratorów, Informację Wojskową i kilka innych użytecznych teraz formacji, być może dlatego, że ludzie niegdyś tam pracujący zasilają swoją wiedzą współcześnie rządzących. Ale nie ma co spekulować. Żeby uatrakcyjnić portal, a co za tym idzie wypłynąć na szersze wody zaprosiłem do współpracy znajomych dziennikarzy z całego świata. Wraz z zastępczynią i jednocześnie szefową biura prasowego, Sylwią Krakowską harowaliśmy po swojemu tworząc od podstaw całkiem nową platformę.
Nawiązaliśmy współpracę z kilkoma wpływowymi pismami - dziennikami, tygodnikami, portalami, namówiliśmy znajomych dziennikarzy, felietonistów, analityków i komentatorów, z których większość doskonale znacie. Sam również sięgnąłem do swoich wspomnień, a z każdej wyprawy w jakieś egzotyczne i zapalne miejsce przywożę obfity materiał.

Naszymi sztandarowymi seriami są: „Z pamiętnika Antyterrorysty”, „Z notatnika Psa, „z notatnika Pogranicznika” – to wszystko podane w zaskakująco humorystycznej formie powoduje, że trudno oprzeć się wybuchom śmiechu podczas czytania.
Udało nam się również namówić dziennikarzy z innych gazet i z zagranicy, mamy całą serię artykułów Wasilija Murawickiego o korupcji zżerającej współczesną Ukrainę. Młody dziennikarz, ale już po wielu przejściach, szykanowany, wielokrotnie zatrzymywany, aresztowany, nie poddał się i dalej robi swoje, a jego przekaz idzie w świat między innymi za naszym pośrednictwem. Żeby była równowaga w przekazie, z tamtych rejonów dostajemy mocno ocenzurowany, zapraszam do wstrząsającego fotoreportażu – Denisa Grigoriuka.
Denis – jest fotoreporterem i publicystą. Urodził się i mieszka w Doniecku. Od roku 2014 zajmuje się pisaniem, w tym dziennikarstwem wojennym. W 2017 roku wygrał konkurs „Media 2017” w kategorii „Publicysta”. Jego prace „Donbas. Kroniki aniołów”, „Notatki korespondenta wojennego”, „Donbas w obiektywie”, „101 żyć”, „Wojna o pokój na Donbasie”, brały udział w konkursach i wystawach nie tylko w rodzinnym Doniecku, ale także w wielu miastach Europy, Donbasu i Federacji Rosyjskiej.
Oto fragment jego tekstu o życiu ludzi w wiosce leżącej na skraju działań wojennych. Zapraszam, a przy okazji zapraszam do lektury artykułów z naszego portalu. Ze swojej strony zapewniam, że od teraz częściej będę publikował na łamach Salonu 24, wcześniej zwyczajnie nie miałem czasu. A oto wspomniany reportaż.
Piotr Jastrzębski
Kominternowo: wieś na linii frontu

Jesienią 2021 roku nasiliły się wojenne działania w południowej części frontu w Donieckiej Republiki Ludowej. Ukraińscy żołnierze zdobyli miasteczko Staromarjewka i stamtąd rozpoczęli ostrzał okolicznych wsi. Zdobycie Staromarjewki miało głośny wydźwięk. Ostatnio Siły Zbrojne Ukrainy nie pozwalały sobie na nic takiego, ale teraz wróciły do taktyki „pełzającej ofensywy”. Dlatego uwaga opinii publicznej jest skupiona właśnie na tej części frontu, chociaż bitwy wznowiono nie tylko tutaj.
Niedaleko od Staromarjewki znajduje się wieś Kominternowo. Regularne ostrzały dla tutejszych mieszkańców są chlebem powszednim. Cisza jest tu postrzegana jako coś nadzwyczajnego. Bo mieszkańcy Kominternowa już przyzwyczaili się do życia na muszce. Niektóre ulice przestrzeliwane są na wylot. Dlatego musisz się poruszać, biorąc pod uwagę to, że ukraiński snajper patrzy na ciebie przez optykę. Poza tym, nad głową regularnie latają ukraińskie bezzałogowce, choć nie powinno ich tu być. Zgodnie z mińskimi porozumieniami na niebie nad Donbasem mogą latać tylko samoloty misji obserwacyjnej OBWE. Niestety, jak mówią miejscowi, spotkać tu europejskiego obserwatora – to jest prawdziwe wydarzenie.
Jednak, pomimo wszystkich wyżej wymienionych aspektów życia we wsi, doszło do sytuacji, że ostrzały Kominternowa obecnie nie trafiają w doniesienia i raporty. Wcześniej wieś zawsze figurowała na listach objętych ostrzałami osad, ale teraz wszystko jest inaczej. Można odnieść wrażenie, że na tym odcinku frontu wszystko jest spokojne. Ale tak nie jest. Mieszkańcy wsi regularnie informują, że Siły Zbrojne Ukrainy używają broni zakazanej przez mińskie porozumienia, a nad domami cywilów latają drony – bezzałogowce.

Życie bez prądu, ogrzewania i medykamentów

W Kominternowie mieszka 70 osób. Przeważnie to są samotni ludzie w podeszłym wieku, którzy po prostu nie mają dokąd pójść. Ponadto, większość z nich nie chce pozostawiać chociaż i rozbitych, ale własnych jednorodzinnych domków. We wsi jest czynny tylko jeden mały sklepik spożywczy. Tu mieszkańcy mogą kupić niektóre produkty, ale są ogromne braki w zaopatrzeniu. Dlatego żywność przywożą tu wolontariusze. Pełnowartościowego zaopatrzenia brak – cokolwiek przywozić tu jest niebezpiecznie. To jest prawdziwa linia frontu. Pozycje przeciwnych stron znajdują się w bliskiej odległości. Czasami wrogiego żołnierza można zobaczyć w bezpośredniej bliskości.

Przed wojną wieś była zaopatrzona w gaz, ale ostrzały przebiły gazociąg, więc miejscowi są zmuszeni ogrzewać swoje domy drewnem opałowym i węglem. Podczas naszej wyprawy kilka tygodni temu widzieliśmy, jak staruszkom dostarczali drewno opałowe, którym ci następnie ogrzewają swoje pomieszczenia mieszkalne. Może to być mała letnia kuchnia lub tylko jeden pokoik, który ocalał po atakach artyleryjskich przez ostatnie 7 lat trwania konfliktu. Okna są często zabite płytą wiórową lub oklejone folią. Wstawiać szyby nie ma sensu, w każdej chwili może nadlecieć kolejny pocisk i trzeba będzie ponownie szklić. A to są pieniądze, których starsze osoby nie mają.
„Węgla nie ma. Obiecują do końca miesiąca. Ale w zeszłym roku zamiast węgla przywieziono im bezużyteczny pył” – opowiada Anna Adamowa, lekarz-terapeuta, koordynatorka kierunku „Rehabilitacja” w grupie wolontariuszy „Wojna i Pokój”.
We wsi nie ma ani aptek, ani pracowników medycznych. Nie ma tam nawet felczera. Okoliczni mieszkańcy przeżywają tylko dzięki wolontariuszom. Wolontariusze przywożą do Kominternowa lekarstwa, które są niezbędne dla osób starszych, a także udzielają pomocy medycznej.

Zniszczony transformator

Do wszystkich innych problemów dołączył brak prądu. Incydent nie jest znany z oficjalnych raportów. Informację przekazała pracownica socjalna Liubow Iwanowna, która opiekuje się emerytami. Kobieta mieszka we wsi i zna z pierwszej ręki wszystkie kłopoty Kominternowa.
To ona poinformowała, że 12 listopada Siły Zbrojne Ukrainy uderzyły w wieś. W wyniku ostrzału transformator uległ uszkodzeniu. Odłamki przeszyły obudowę, a wieś została bez prądu. Kobieta wspominała wieczór, kiedy ukraińscy artylerzyści zaatakowali Kominternowo.

„Kiedy eksplodował transformator, był wieczór. Na ulicy nie było nikogo, na noc zamykamy okna, żeby nie stłukło szyby. Słychać było buczenie. Pomyśleliśmy, że może ta technika wydaje taki szum. Rano obudziliśmy się i zdaliśmy sobie sprawę, że nie ma prądu. Wyszliśmy i zobaczyliśmy transformator” – powiedziała pracownica socjalna.
Liubow Iwanowna powiedziała, że miejscowi są gotowi znieść nawet ostrzały, ale bez prądu jest absolutnie źle.
„Największym problemem jest brak oświetlenia. Diabeł z nimi, z ostrzałami. Kiedy nie ma światła, po prostu można zwariować” – podzieliła się Liubow Iwanowna z wolontariuszami.

Inżynier przybył do wsi dopiero po opublikowaniu informacji w mediach. Powiedział, że pomimo istniejących uszkodzeń można naprawić i wymienić części dla bardziej mocnego oświetlenia wsi. Teraz cały problem tkwi we Wspólnym Centrum Kontroli i Koordynacji i trzeba wprowadzić reżim zawieszenia broni na 2-3 dni. Przy okazji inżynier potwierdził też, że z ich strony informacje o ostrzałach i uszkodzeniu transformatora zostały przesłane do Wspólnego Centrum Kontroli i Koordynacji, ale też zostały zignorowane i nie uwzględnione w raporcie.

Oczywiście obecna sytuacja ma wpływ na zdrowie okolicznych mieszkańców. Zaostrzyły się wszystkie choroby przewlekłe. Astma, nadciśnienie. Wolontariuszka i lekarz Adamowa powiedziała, że jedna ze starszych kobiet, którymi opiekuje się Liubow Iwanowna, doznała udaru mózgu. Bardzo źle się czuje i jedyne, o co prosi, to żeby w domu świeciła żarówka.
Biorąc pod uwagę nieustanne ostrzały, trzeba jakoś dostosować system energetyczny. W przeciwnym razie miejscowa ludność, jeśli nie zginie od kolejnego pocisku, to w końcu wykończy się z braku światła, nie wspominając już o reszcie.
Denis Grigoriuk

#represjonowani #ustawadezubekizacyjna #bractwomundurowerp #samobójstwa #serce2021 #presstour #denisgrigoriuk #wasilijmurawicki #ukraina #donieck #wojnawdonbasie

Zobacz galerię zdjęć:

Bractwo Mundurowe RP
Bractwo Mundurowe RP Bractwo Mundurowe RP Denis Grigoriuk Wasilij Murawicki Denis Grigoriuk Denis Grigoriuk Denis Grigoriuk +2 zdjęcia +3 zdjęcia
#bractwomundurowerp #denisgrigoriuk #wasilijmurawicki #sylwiakrakowska #piotrjastrzebski #andrzejdziedzic #ustawadezubekizacyjna
Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale