9 obserwujących
18 notek
28k odsłon
  6806   5

Bałkany zalane krwią? Pytanie brzmi: kiedy?

Piotr Jastrzębski
Piotr Jastrzębski
Jaki będzie jej zasięg? - na to pytanie chyba nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Nieprzepracowana wojna wybuchnie na nowo ze zwielokrotnioną siłą. Wystarczy iskra, by nagromadzone przez lata wzajemne żale i urazy z ogromną mocą ponownie eksplodowały. Tego nie da się już powstrzymać, a cały region ocieknie krwią. Żadna z dotychczasowych wojen na terenie byłej Jugosławii nie została przepracowana. Każda z nich była okrutna, niesprawiedliwa i pozostawiła z jednej strony, żale, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Z drugiej przekonanie o własnej sile, bezkarności i międzynarodowym wsparciu.

Prizren

Przepiękne położone w górach miasto, przypomniało mieszankę zakopiańskich Krupówek z tureckim Stambułem, Zoran uprzedził by publicznie nie odzywać się w żadnym ze słowiańskich języków - tutaj mówi się po albańsku lub turecku – powiedział gdy poprosiliśmy go żeby się zatrzymał. Prizren to drugie co do wielkości miasto w Kosowie (ponad dwieście tysięcy mieszkańców). Przed wojną mieszkało tam 10 tysięcy Serbów, teraz zaledwie dwudziestu trzech. W centrum można było odnieść wrażenie, że to międzynarodowe centrum turystyczne, większość budowli to meczety, lub cerkwie z dobudowanymi minaretami. Wszystkie niemal identyczne, jakby skopiowane ze słynnej stambulskiej świątyni Hagia Sophia. Historia ich również jest zbliżona, tylko w znacznie krótszym czasie. Hagia Sophia powstała pierwotnie była wzorem kościoła bizantyjskiego i od katedry patriarszej, po zajęciu miasta przez Imperium Osmańskie dobudowano minarety i stała się meczetem. Od 1834 roku, gdy już uformowało się świeckie państwo tureckie powstało w niej muzeum, by niedawno w 2020 roku decyzją prezydenta Erdogana, ponownie została czynnym meczetem. Tutaj podobnie przerobiono kilka świątyń.


W centrum Prizren została jedna cerkiew i chociaż miasteczko wydawało się bardzo spokojne, to jednak jej mur był otoczony drutem kolczastym. Usiedliśmy w kawiarni, Roman zaczął beztrosko chodzić po okolicy namawiając przechodniów na rozmowę. Od ulicznego sprzedawcy pieczonych kasztanów próbował kupić sobie porcję płacąc mu serbskimi dinarami, w oczach Zorana pojawiło się przerażenie. Szybko dopiliśmy kawę i pojechaliśmy dalej, do oddalonej o niespełna czterdzieści kilometrów serbskiej osady Velika Hoča.


Różnica była ogromna, zderzenie cywilizacyjne zamożnego Prizren i biednej Velika Hočy. To jedno z najstarszych siedlisk w regionie, ta niewielka osada przed wojną domową liczyła półtora tysiąca mieszkańców i była perełką turystyczną. Teraz zostało ich tylko pięciuset.
Żyją jak w gettcie, kultywują jednak swoje tradycje, utrzymując się głównie z pracy w monasterskich winnicach, upraw oraz produkcji „Monastyrki” – rakii z drewnianym krzyżem w butelce. Jest też jedno muzeum o nazwie „Serbska chata” , byliśmy chyba jedynymi tam gośćmi, mimo to oprowadzono nas po zadbanym wnętrzu pokazując eksponaty lokalnej kultury ludowej. Pod koniec mieszkańcy zaprowadzili nas pod pomnik ofiar czystek etnicznych w wyniku których UČK zamordowało sześćdziesięciutrzech mieszkańców osady.


Kolejnego dnia ponownie objazd serbskich osad, każda oddalona o kilkadziesiąt kilometrów, jechaliśmy patrząc przez okna samochodu na mijane, bogate miasta i wioski. Nasz przewodnik niechętnie się tam zatrzymywał. Wyjątkiem było jedno miasteczko. Zamieszkałe przez bośniackich muzułmanów, którzy podczas wojny udzielali schronienia Serbom. To był jedyny raz, gdy mieszkańcy Kosowa których tam odwiedziliśmy – właśnie ci Bośniacy – wrócili do historii sprzed dwudziestu trzech lat i zaczęli opowiadać o wojnie. To był jedyny wyjątek.


Od początku uderzyło mnie to, że nikt nie chciał rozmawiać z nami o samym konflikcie. Owszem, obejrzeli przywiezione przez nas nagrania, niektórym zaszkliły się oczy, innym popłynęły łzy. Podobnie wyglądała sytuacja w Bośni i Hercegowinie, gdy zapytaliśmy jednego z rozmówców czy utrzymuje kontakty z Bośniakami, powiedział że nawet ma przyjaciół. Rozmawiają o wszystkim, ale tematu wojny nie poruszają.To jest temat tabu.

Kolejne dni, to kolejne większe lub mniejsze serbskie sioła, na pierwszy rzut oka widać było jednak różnicę w poziomie życia – jeszcze nie dostrzegłem niewidocznych dla laika oznaczeń, jakie mają samochody Serbów – było to powodem wrześniowych zamieszek, ale o tym napiszę niżej.
Domy, sklepy, a nawet stacje benzynowe były inne dla albańskich mieszkańców regionu i wyrzuconych poza nawias, żyjących w tych ubogich gettach Serbów.
Ostatnim miastem była Gračaniča , tam spotkaliśmy się z lokalnymi dziennikarzami zrzeszonymi w serbskim stowarzyszeniu. Ponieważ trafiliśmy akurat na ich zebranie, mieliśmy okazję usłyszeć dyskusję na temat bierności lokalnych mediów w stosunku do represji nakładanych na serbską mniejszość przez rząd w Prisztinie.

 Misja


Pojechaliśmy tam z dwóch powodów. Pierwszy to niepokojąca sytuacja w regionie – o czym alarmowali już od jakiegoś czasu mieszkańcy, którzy nas tam zaprosili.
Gdy oczy całej Europy zwrócone są na jej wschodnie rubieże, na południu ponownie zaczęły się niepokoje. Musieliśmy znaleźć odpowiedź czy mogą przerodzić się w konflikt światowych mocarstw.
Mimo tego, że nadzór nad prowincją wciąż sprawuje KFOR, czyli wojskowe kontyngenty NATO, pomagają im jednostki policji, wcześniej wysyłane wcześniej przez UNMIK - OBWE, a obecnie w ramach misji Unii Europejskiej w Zakresie Praworządności – EULEX Kosowo.

Lubię to! Skomentuj70 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka