1 obserwujący
3 notki
1298 odsłon
  218   0

Z lasu pochodzisz i do lasu wrócisz

Na grzyby!


Wczoraj żona, bigos gotując, rzecze :
- Koniec grzybów.
Podrapałem się w po głowie. Prawdę mówiąc, nie byłem na grzybach od kilku lat. Jest późno na grzyby.  Poniedziałek zajęty. Wtorek też. Do piątku opadnę z sił. A jutro... niedziela.

Pojadę na grzyby w niedzielę. Ot co! Oznajmiłem żonie, że niedzielny poranek spędzi sama, po czym przygotowałem się na wyprawę. Sporządziłem listę, a torbę wypełnioną zostawiłem przy drzwiach.

Scyzoryk - jest
Mapa - jest
Para skarpetek - jest
But - jest
Kompas - jest

A teraz krótki opis ekwipunku.
Scyzoryk nie wiem po co, bo grzybów nie ścinam. Mapy i tak nie użyję. Kompas, się okazało, nie działa. Do wody dostały się bąbelki powietrza, a igła chodzi, jak chce. Przydała się tylko para skarpetek. No i but.

But. Na ostatnim grzybobraniu rozwaliłem parę butów - idealną na leśne wędrówki. W jednym bucie oderwała się podeszwa. Ponieważ były to moje buty ulubione ( kosztowały 50 ojro) postanowiłem je naprawić. Nabyłem klej TADAM i zreperowałem buta. To nie jest kryptoreklama. To jest najprawdziwsza reklama! - już tłumaczę. Całe życie nie mogłem nabyć kleju do butów. Butapren o d.. rozbić. Szewc - czym klei - prawdy nie powie. Klej TADAM - po raz pierwszy w życiu przykleiłem podeszwę fest na mur beton. Polecam!

Idąc spać, miałem mieszane uczucia. Jechać, nie jechać?
Rano też miałem mieszane uczucia.
Założyłem jasne spodnie (w tym roku strzepałem już kilkanaście kleszczy). Napełniłem termos. Za oknem mgła. Dostałem SMS-a.
- Jeśli możesz, zostań w domu - oznajmiła partia PiS.

Nic nie pobije pisowskiej dobrej rady. Gdy już dawno jestem przygotowany i zabezpieczony - dostaję message, że mogą być gwałtowne burze. Gdy już od dawna wiem, że na wybory nie pójdę, dostaję sesemesa wyborczego. Gdy wybieram się na grzyby - zachęcają do kiszenia się w czterech ścianach. W lesie prędzej spotkam kota z klasykiem na smyczy niż koronawirusa. Takiego wała, psia ich mać!

Założyłem na plecy kniejówkę, z piwnicy wyciągnąłem drugiego buta - nieklejonego.
"Kniejówka-uopówka" - jak ją nazywam - to zwykły obrzyn. Potrafi urwać głowę SB-kowi, i po to ją zabieram. Nie wiem, kogo spotkam w kniei. Jak wiadomo, UOP (była SB), robi odwierty w lasach, szukając Olbrzyma. Olbrzyma (Riese) szukają również Niemcy. Pewnie kojarzycie ten radiowy kalambur : "Riese? Wo ist Riese? Finde die Kuh!"
Otóż nie chodzi o krowę. KUH znaczy mniej więcej tyle, co : kriegerische untergrund Hauptstadt. Niemcy nocami chodzą po lasach niczym wilcy i szukają Olbrzyma. Nie wiem, kogo spotkam. Obrzyn się przyda.

Jadę. Widoczność 65 metrów. Niektórzy używają świateł przeciwmgielnych i wyglądają jak... jakieś międzyplanetarne pojazdy uprzywilejowane. Muszę jechać objazdem, bo partia PiS rozebrała most. Do  Gomułki był prom, od Gomułki most, a za Kaczora nie będzie nic. Na razie liczą, ile kasy zarobią na PRL-owskim złomie. Oczywiście zapewnieniom, że most szybko zbudują, nie ma co wierzyć. Zajmie im to 6 lat - na bidę. Dlatego zamiast 12, mam 25 kilometrów w jedną stronę.

No i stało się - złapałem gumę. Podjeżdżałem do ronda i usłyszałem charakterystyczny szurgot. Staję we mgle obok ronda gdzieś na pustkowiu. Nalałem sobie gorącej herbaty z termosa.

Jeśli ktoś nigdy nie złapał gumy - nie ma się czego bać. Odpadające kołpaki, wybuchające opony i samochód ślizgający się po jezdni to tylko filmowe efekty specjalne. Gdyby nie dźwięk, nie zauważyłbym w moim daihatsu, że jadę z przebitą oponą. I właśnie po to wozimy tysiące kilometrów klucz, podnośnik i  koło dojazdowe, żeby teraz w 10 minut dobrowadzić samochód do porządku.
Bo grzyby czekają...

Tam gdzie je zostawiłem. Niedaleko parkingu stoi drzewo. Po północnej stronie drzewa rosną opieńki miodowe. Jak zawsze.


image

Opieńka miodowa

Potem udaję się w kierunku, gdzie za karczowiskiem rosły kanie. Karczowisko zarosło nie do poznania, a kań nie ma. Skręcam na północ. Już pogodziłem się  z myślą, że wrócę na tarczy - w końcu jest zimno, koniec października, a w niedzielę las po sobocie schodzony. Ku mojej radości, znalazłem kanię. A potem następną. Trafiłem na zagajniczek pomiędzy osiatkowanymi młodnikami, gdzie rosło sporo czubajek. A sceneria jest bajkowa - las utopiony w ciszy i we mgle.

image

image

image

image

Z góry przepraszam za jakość zdjęć. Nie bawię się w kadrowanie, a do lasu nie zabrałem statywu. Jest zbyt ciemno na dobre zdjęcia "z ręki".

Gdy znajdziemy czubajkę kanię, dobrze jest rozglądnąć się, bo niechybnie w zasięgu wzroku znajdziemy kolejną:

image

Poniżej zadanie dla PO-PiS-owców. Znajdź grzyba jadalnego na tym zdjęciu. Finde den Pilz :

image


A takich grzybów (jak poniżej) nie zbierajcie. Grzyb jest żółtawy - czego nie widać na zdjęciu. Pierścień nie jest ruchomy - błona przylega do trzonu i przypomina wargi sromowe:

image

imageZadanie dla konfederackiej szurii - znajdź muchomora na tym zdjęciu.


Potem skończyły się kanie. Opuściłem 'kaniowy zagajniczek" i zaczęły się podgrzybki.

image

imagePodgrzybek złotopory

imageSiniaki - czyli jak lokalnie nazywa się podgrzybka brunatnego

Przychodzi moment, że myśli krążą wokół pozostawionego w samochodzie termosu z ciepłą herbatą, zwalony pień przywodzi na myśl ławkę w parku, kniejówka coraz więcej waży, a koszyk z grzybami coraz częściej haczy o gałęzie. To dobry moment, żeby dać sobie siana i ruszyć w drogę powrotną. Niestety, mam niedobry zwyczaj, że podkręcam obroty - a nuż znajdę polanę usłaną grzybami, jak we śnie. Zwykle kończy się tak samo; wpakowałem się w jakieś moczary. Już bardziej tęsknię za suchymi skarpetkami niż kubkiem gorącego napoju.

Choć jestem mieszczuchem, nie potrzebuję słońca, by trafić na parking. Po prostu kieruję się słuchem. W oddali słychać delikatny szum - czy to autostrady, czy miasta. Nie wiem. Idąc w jego kierunku, zawsze trafiam w parking. A gdy śród listowia majaczy czerwony kolor, to wiem, że jestem (prawie) w domu.
Na parkingu przy leśniczówce kilkanaście samochodów. Srebrne i grafitowe. W środku czerwony yrv. Nikt nie posłuchał SMS-a.

To dodaje otuchy... jeszcze Polska nie zginęła!



Wszelkie prawa zastrzeżone. Nie wolno nikomu szukać grzybów, które zebrałem, a żona Viktoria właśnie nawleka na nitkę.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości