51 obserwujących
207 notek
290k odsłon
  2519   0

Obywatel a Kodeks Wyborczy

 

I tak to się ciągnie od osławionego Okrągłego Stołu, od historycznych wyborów roku 1989. W 1989 roku zamknięte grono kilkunastu czy kilkudziesięciu osób zadecydowało o tym, jaka ma być ordynacja wyborcza. Zrobili co chcieli, ale warto wiedzieć, że ta ich ordynacja wyborcza była bublem prawnym, który na europejskich uniwersytetach jest pokazywany studentom jako przykład niekompetencji i nieuctwa. Nie potrafili bowiem przewidzieć, że obywatele mogą zachować się inaczej niż tego oczekiwali manipulatorzy i socjotechnicy i mogą odrzucić w całości ich sławetną Listę Krajową! Ale tak się właśnie stało: ci ciemni Polacy, nie rozumiejący sprytnych zagrywek politycznych za kulisami, odrzucili w całości i bez jakichkolwiek wątpliwości całą tę Listę Krajową i posłali całe to towarzystwo na drzewo! Była niesłychana kompromitacja, „stolarze” musieli zmieniać procedurę wyborczą w trakcie wyborów, aby wymusić efekt, jaki był im potrzebny! Taka jest prawda o historycznym zwycięstwie 4 czerwca 1989!

 

Od roku 1989 elita władzy zmieniała ordynację wyborczą do Sejmu wielokrotnie, prawie tak często., jak często odbywają się wybory. Z punktu widzenia obywatela wszystkie te zmiany miały znaczenie drugorzędne, kosmetyczne, były jedynie odzwierciedleniem przegrupowań wewnętrznych w obozie szeroko pojętej władzy. System wyborów z list partyjnych daje ogromne możliwości manipulowania procedurą wyborczą i zmianą przepisów szczegółowych. Zasada pozostawała ta sama: listy partyjne, progi wyborcze, układanie list wyborczych w kręgach partyjnych liderów, bez udziału obywateli. Można powiedzieć, że wybory zawsze odbywają się w dwóch turach: pierwsza, zasadnicza, to układanie list partyjnych na zamkniętych partyjnych naradach i druga, ta mniej ważna, głosowanie zdezorientowanych wyborców. To o takich wyborach szczerze wypowiedział się w Sejmie Donald Tusk, określając dzień wyborów parlamentarnych, jako dzień wielkiego narodowego oszustwa wyborców przez aparaty partyjne. Jest rzeczą wartą odnotowania, że Donald Tusk i jego partia kreowali się na głównego przeciwnika takiego systemu wyborczego i od lat zapewniają nas, że ich marzeniem jest wprowadzenie w Polsce JOW w wyborach do Sejmu. Za dowód miało służyć, między innymi zorganizowanie zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum „4 razy TAK”. Ostatni raz deklarację o gorącym poparciu dla JOW ze strony Premiera usłyszałem w programie TVN24 26 marca 2011 podczas audycji „Śniadanie z premierem”.

 

Uchwalony 5 stycznia 2011 Kodeks wyborczy jest dobitnym przejawem tego samego stylu myślenia. Przygotowano go bez konsultacji społecznej, bez pytania obywateli o zdanie, bez umożliwienia szerokiej publicznej dyskusji nad systemem wyborczym. Co więcej, przygotowano go sposobem, który określić możemy „na łapu-capu” i możemy podejrzewać, ze nawet sami posłowie, w swojej masie, mieli mgliste pojęcie o tym, jaką potrawę przygotowują. Dowodem na to jest fakt, że pierwsza wersja tego Kodeksu została w Sejmie uchwalona już na początku grudnia, natomiast dość radykalnie została zmieniona w Senacie. Tą zasadniczą zmianą dokonaną w Senacie było wprowadzenie JOW w wyborach do Senatu! Ta zmiana jest znamienna, ponieważ odsłania intencje naszych ustawodawców. Jak pamiętamy Platforma Obywatelska i SLD od dawna głosiły postulat całkowitej likwidacji Senatu i pod takim wnioskiem zebrano podpisy w akcji „4 razy TAK”. Nie było mowy o wprowadzeniu JOW do Senatu. JOW miały być, owszem, ale w wyborach do Sejmu. Tymczasem partyjna poprzeczka w wyborach do Sejmu została podniesiona jeszcze wyżej niż dotychczas, a Senat, zamiast likwidacji, doczekał się wzmocnienia!

 

Należy docenić fakt, że sprawa JOW stanęła jednak na porządku dziennym i parlament zdecydował się wprowadzić te straszne słowa do Kodeksu Wyborczego. Mamy więc wybory w JOW w wyborach do Senatu, ale także w wyborach do rad gmin w gminach poniżej miast na prawach powiatu. Wypada uznać, że te nowe rozwiązania stanowią pewien ukłon i uznanie presji obywatelskiej, która od lat naciska na wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu. Ta presja nie jest jeszcze tak silna, żeby wymusić tę zasadniczą zmianę, ale to ustępstwo pokazuje, ze warto tę presję wzmagać i wokół niej się organizować.

 

Sprawą o charakterze fundamentalnym dla demokracji i pozycji obywatela w RP jest sprawa biernego prawa wyborczego w wyborach do Sejmu i w wyborach samorządowych. Kodeks wyborczy, tak jak poprzednie ordynacje wyborcze pozbawia obywateli prawa kandydowania do Sejmu inaczej niż za zgodą jakichś gremiów, partyjnych czy bezpartyjnych. Nie ma bowiem prawnej możliwości zarejestrowania indywidualnej kandydatury w wyborach do Sejmu, bez względu na to ile podpisów poparcia można by pod taka kandydaturą zebrać. Jest to demokracja odwrotna do amerykańskiej czy brytyjskiej, gdzie każdy obywatel posiada niczym nieograniczone prawo rejestrowania się w dowolnych wyborach. W Polsce takiej możliwości nie ma. Wyklucza ją art. 211 &2 i &3., który wymaga, żeby na liście wyborczej w okręgu znajdowało się co najmniej tyle nazwisk ile mandatów przypada na ten okręg, w tym co najmniej 35% muszą stanowić mężczyźni i co najmniej 35% kobiety. Zapis ten całkowicie eliminuje możliwość indywidualnego stawania do wyborów.

Lubię to! Skomentuj91 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale