50 obserwujących
1969 notek
2673k odsłony
  841   0

Konie, góry i kumys czyli Jastrzębowski pyta mnie o mały Kirgistan w Poznaniu

Jurty na pastwisku, Kirgistan, lipiec 2016. Fot. Piotr Matuszak
Jurty na pastwisku, Kirgistan, lipiec 2016. Fot. Piotr Matuszak

Wcześniej jednak był rok 2018. Szczerze mówiąc miałem kryzys asystencki. Z jedną osobą musiałem się rozstać, trudno było znaleźć kogoś na jej miejsce. A może, nadałby się mój siostrzeniec? - zapytał mnie pewnego dnia Bakyt. Spróbujmy – odpowiedziałem. Spróbowaliśmy. Okazało się, że od pierwszego dnia z Maksatem do siebie pasujemy. I tak współpracujemy już ponad 3 lata. 

W następnym roku, 2019 spełniło się marzenie Aiperi. Z duszą na ramieniu, Bakyt porzucił karierę naukowca, wybierając profesję restauratora. Wystartowali w październiku 2019. Z małym lokalnym, bardziej bistro niż restauracją, serwującym tradycyjne, kirgiskie potrawy. I mimo, że po paru miesiącach przyszła pandemia, to bajecznie pyszne jedzenie, urok osobisty właścicieli i kirgiska egzotyka przyniosły sukces. Dziś to lokal już na 45 osób, na poznańskich Jeżycach, przy ulicy Szamarzewskiego 8, który już dwa razy odwiedzał sam Robert Makłowicz! No, ale wracamy do Maksata.  

Pracowaliśmy sobie więc spokojnie od 2018 roku, Maksat zyskał powszechną sympatię w Senacie i w PSLu aż do lutego tego roku. Pewnego wieczoru zapytał mnie, czy jeśli będziemy w Warszawie, to w środę możemy tak ułożyć plan dnia, aby już od 18 miał wolne. Dlaczego? - zapytałem. Ja nic panu nie mówiłem - odpowiedział, ale od kilku miesięcy spotykam się z pewną dziewczyną z mojej rodzinnej miejscowości i właśnie w środę chce ją zapytać, czy wyjdzie za mnie za mąż. Oczywiście! - wykrzyknąłem. Skończymy nie o 18, a nawet o 16 jak będzie trzeba! Jak się poznali? Paradoksalnie nie znali się z Amanbaeva, chociaż każde z nich chodziła do klasy z bratem lub siostrą drugiego. Kiedy Bermet przyjechała na studia do Polski, miała kłopoty z ich opłaceniem, jakieś techniczne nie do końca wiem jakie. Wtedy, z rodzinnej wioski Maksata rodzina zadzwoniła do niego aby jej pomógł. Spotkał się z nią i zaczął jej pomagać. I tak zorganizował sobie żonę.

Ślub pary młodej odbył się w meczecie w Raszynie pod Warszawą 29 marca, a po nim - kiedy młodzi zamieszkali w Poznaniu – z przyjemnością zaproponowałem Bermet by ze mną pracowała. 

Teraz przed nami wesele w Biszkeku na 360 osób! Z całą pewnością będzie co opowiadać i opisywać na Salonie24! Proszę śledzić relację z tej podróży!

Z Kirgistanem wiąże się jeszcze jedna anegdota. Kiedy już nasza grupa parlamentarna była rozwinięta pojawił się u mnie Bakyt z kirgiskim posłem Sadyrem Dżaparowem. Był on przewodniczącym specjalnej komisji parlamentarnej, która badała ewentualną korupcję przy prywatyzacji jedynego złoża naturalnego Kirgistanu – kopalni złota Kumtor. Jak to zwykle bywa, przy tej pracy zderzył się z czyimiś interesami i wraz z rodziną musiał uciekać z kraju. Przyjechał do Polski – zresztą do dziś mieszka tutaj jego siostra z rodziną – i Bakyt przyszedł z nim do mnie, z prośbą bym poparł jego wniosek azylowy. Odmówiłem, bo parę miesięcy wcześniej popierałem już wniosek innego obywatela Kirgistanu. Pan Dżaparow wrócił do ojczyzny i został więźniem politycznym. W zeszłym roku, po sfałszowaniu wyborów przez prezydenta Dżeembekowa, wybuchła rewolucja, w wyniku której Sadyra Dżaparowa uwolniono, wystartował wyborach prezydenckich i je wygrał. Dziś jest demokratycznym prezydentem Kirgistanu. Paradoks polega na tym, że gdybym wtedy pomógł mu w sprawie wniosku azylowego, to być może dziś tym prezydentem by nie był. Jak widać, czasem nawet odmowa pomocy przez parlamentarzystę może jednak wyjść na dobre proszącemu. 

Dziś więc w Poznaniu funkcjonuje świetnie rozwijająca się restauracja kirgiska pod nazwą „U Aipo” czyli krótko mówiąc u żony mojego przyjaciela Bakyta. Społeczność kirgiska liczy około 50 osób. Mamy więc mały Kirgistan - albo inaczej - mały Biszkek w Poznaniu. Gorzej tylko z górami , kumysem i końmi. Jeśli ktoś jednak chce doświadczyć tych wszystkich atrakcji, to chyba jednak musi lecieć do Kirgistanu. Ale jeśli się obawia – bo jest to jednak ponad 7000 km – to może przyjechać do Poznania. Nie jest to to samo, ale jednak możemy już powiedzieć, że mamy w Poznaniu swój mały Kirgistan, dzięki któremu można choć trochę poczuć klimat tego niewielkiego kraju w Azji Środkowej… 


PS: A oto obiecane powyżej linki :


https://www.salon24.pl/u/jflibicki/724362,gory-konie-i-kumys-czyli-kirgistan


https://www.salon24.pl/u/jflibicki/724439,kirgiskie-wesele


https://www.salon24.pl/u/jflibicki/724482,polacy-buduja-jurte


https://www.salon24.pl/u/jflibicki/724600,kirgistan-miedzy-chinami-a-rosja


https://www.salon24.pl/u/jflibicki/724813,u-kazachskich-sasiadow-kirgizow-pan-feliks-jezioro-i-wielbladzie-mleko


https://www.salon24.pl/u/jflibicki/724906,pozegnanie-z-kirgistanem


https://www.salon24.pl/u/jflibicki/482233,kirgiz-jest-krolem



Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl

Poznań 2.0 – najważniejsi w jednym miejscu – bo informacja nie musi być nudna

http://miastopoznaj.pl/ 

Wielkopolski Portal Osób Niepełnosprawnych – www.pion.pl   





  

Zobacz galerię zdjęć:

+1 zdjęcie +2 zdjęcia
Konie, góry i kumys
Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości