36 obserwujących
1780 notek
2309k odsłon
2407 odsłon

Obejrzałem film braci Sekielskich. Ten kryzys, to kryzys biskupów

z kardynałem Josephem Ratzingerem i ks. Tomaszem Dawidowskim,, Weimar, kwiecień 1999.
z kardynałem Josephem Ratzingerem i ks. Tomaszem Dawidowskim,, Weimar, kwiecień 1999.
Wykop Skomentuj22

Skończyć z Kościołem – rdzeniem polskości

Otóż ja mam na to dwie odpowiedzi, choć pewnie jest ich wiele. Pierwsza jest taka, że układy towarzyskie, koleżeńskie czy personalne były dotąd w Kościele silniejsze, niż nie tylko prawo cywilne, ale też i prawo kanoniczne. Tego przecież dowodzą podane w filmie Sekielskich przypadki, w których księża skazani prawomocnymi wyrokami, w tym z zakazami kontaktu z dziećmi, zwyczajnie te zakazy łamali. Łamali je nie tylko dlatego, że ich przełożeni uznawali, iż ważniejsze są względy personalne, czy towarzyskie. Łamali je także z innego powodu. Łamali je także z powodu wieloletnich, kiedyś uzasadnionych, a dziś patologiizujących się, związków Kościoła z państwem. Kiedyś to związki był uzasadnione, bo Polski zwyczajnie nie było i w jakichś sposób Kościół tę Polskę wtedy zastępował. I w czasie zaborów, i w czasie II Wojny Światowej i w czasie komunizmu. Ale dziś zdanie prymasa Wyszyńskiego, że kto uderza w Kościół, uderza także w Polskę, jest po prostu zdaniem przestarzałym. Ja wiem, że pisze rzeczy dla zwykłego polskiego księdza, lat 60 i więcej zwyczajnie obrazoburcze, ale tak po prostu jest. Nie spojrzę nikomu w serce, z jakich pobudek szedł do kapłaństwa, ale przecież wiadomo, że 50 czy 60, a nawet 40 lat temu posiadanie księdza w rodzinie było synonimem społecznego wywyższenia, było synonimem awansu, powodem do dumy. Ten ksiądz reprezentował wtedy, dla swojej rodziny nie tylko Boga, ale i Polskę. Otóż dziś, kiedy co i rusz słyszymy głosy, że atak na Kościół jest de facto atakiem na Polskę, trzeba głośno powiedzieć: nie! Kultywowanie tego modelu związku Polski z Kościołem powoduje, że Kościół w Polsce staje się de facto Kościołem narodowym. Że polscy księża i biskupi uznają za stosowne wypowiadać się o Smoleńsku, o strajku nauczycieli i o dziesiątkach innych rzeczy, zapominając, że powinni mówić tylko o jednym – o Jezusie Chrystusie. I żeby sprawa była jasna. Ja nie twierdzę, że księża nigdy nie powinny mówić o polityce. Jeśli jakieś ustawy bezpośrednio łamią nauczanie moralne Kościoła, tam On ma nie tylko prawo, ale i obowiązek głośno protestować. Ale to jest sytuacja wyjątkowa. I wyjątkowo można to robić. Praktyką zaś jest u nas wchodzenie w lokalne układy z samorządem, organizowanie spotkań politycznych na terenach kościelnych, czy domaganie się – jak arcybiskup Głódź w filmie Sekielskich – jakieś wdzięczności dla Kościoła za zasługi sprzed lat.

Byłem kiedyś na pogrzebie jednego z proboszczów w moim okręgu wyborczym. I kaznodzieja, który głosił kazanie, przywołał jeden z zapisków zmarłego. „Kiedy się zastanawiam, co – jako od księdza - ludzie chcą ode mnie usłyszeć, i kiedy mnie zaakceptują, to po latach dochodzę do jednego wniosku, ludzie chcą ode mnie tak naprawdę tylko jednego: Chrystusa”. I – to już moje dopowiedzenie – jeśli to nauczanie Chrystusa rzeczywiście tam jest, to zniosą mnie nawet wtedy, kiedy będzie to dla nich trudne i niewygodne. Kiedy zaś wyczuwają w Kościele podporę podtrzymującą państwo, to zwyczajnie gdzieś gubi się Jezus Chrystus. Paradoks polega na tym, że ci księża których znamy, i którzy dzisiaj przyciągają tłumy – a w każdym mieście tacy są – nie mówią nic o Polsce, o Unii Europejskiej, o strajku nauczycieli. Oni mówią o Panu Jezusie i po prostu wyjaśniają Pismo Święte. Dlatego – powtarzam jeszcze raz – z tym sloganem o tym, że Kościół jest rdzeniem polskości trzeba – w interesie Kościoła – raz na zawsze skończyć.

Musi wymrzeć pokolenie

Czy mam wrażenie, że to się zmieni? Czy uważam, że Episkopat Polski jest przygotowany na oczywisty fakt, że teraz dopiero, po filmie braci Sekielskich, otworzy się worek z tego typu historiami? Moim zdaniem nie. I nie jest to tylko moje zdanie. To także zdanie księdza Jacka Pędziwiatra, rzecznika prasowego diecezji bielsko - żywieckiej, który napisał – myślę że sądząc, choćby o większości Episkopatu:

„Żenująco brzmi słowo "przepraszam", podobnie jak każde inne tłumaczenie. Całowanie rąk budzi traumatyczne wspomnienia. Pieniądze są kolejną, niemoralną propozycją. Obawiam się, że czeka nas wędrówka przez pustynię. Musi wymrzeć to pokolenie. Innego wyjścia nie ma. Nie jestem samotną wyspą, ale częścią tego lądu. Nie pytam, komu bije dzwon. Słucham go z trwogą” (https://slask.onet.pl/tylko-nie-mow-nikomu-rzecznik-bielskiej-kurii-komentuje/ftq4nwq). Jak wiele lat temu i mniej wzniośle mawiał o tej eklezjalnej sytuacji mój kolega: „Ich to już tylko grabarz łopatą wyleczy”…

Właśnie to pokolenie, które uważa, że duchowni nie powinni być, tylko, aż i wyłącznie kapłanami, ale że są jakimiś filarami państwa, polskości, więcej nawet, że z powodu przeszłych niewątpliwych zasług stoją nad tym państwem. Bo zawsze tak było.

Wykop Skomentuj22
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo