Gorące tematy:

3 obserwujących
28 notek
44k odsłony
1864 odsłony

Three sides of Lech Wałęsa story

Wykop Skomentuj12

Pozornie, dramat Wałęsy polega więc na tym, że ukrył kompromitujące fakty ze swego życia, które obecnie - po ich gwałtownym wyjściu na jaw - degradują symboliczną rangę jego postaci. Tak z grubsza wydają się rozumieć sytuację obrońcy Wałęsy, których linia argumentacji polega głównie na bagatelizowaniu faktu współpracy, oraz podkreslaniu zasług w obaleniu komunizmu. Sądzę, że obrona ta da efekt odwrotny, to jest raczej skomprmituje obrońców, niz pomoże Wałęsie. Spór o symbole, który toczy się obecnie jest bowiem dużo bardziej złożony.

Wałęsa wcale nie jest - jak chcieliby w to wierzyć jego obrońcy - uniwersalnym symbolem "polskiej rewolucji" a "polska rewolucja" nie jest spójnym mitem. Mit "Solidarności" i jej zwycięstwa nad komunizmem runął bowiem już w czasie "wojny na górze", zaś mit Wałęsy jako przywódcy zniszczył on sam podczas swojej prezydentury.  Nic nie unaocznia tego lepiej, niż jego wynik w wyborach prezydenckich w roku 2000: 178 590 tysiecy głosów czyli 1,01%. Uzyskał wtedy mniej głosów niż Janusz Korwin-Mikke i Andrzej Lepper. Prawda jest taka, że po doświadczeniach lat dziewięćdziesiątych, kiedy to Wałęsa walczył kolejno z postsolidarnościową "prawicą" (obalenie rządu Olszewskiego), postsolidarnościową "lewicą" (obalenie rządu Suchockiej, w którym miał niebagatelny udział) i wreszcie postkomunistami (afera "Olina"), u progu XXI w nie było już w polityce nikogo, kto chciałby mieć z nim cokolwiek wspólnego. W mediach również.

Wałęsa powrócił jako postać publiczna dopiero w  czasach pierwszego rządu Donalda Tuska, który (wraz ze wspierającymi go mediami) postanowił wykorzystać go do nowej polityki symbolicznej. I w pewnym sensie wykreował go na nowo, w ramach narracji, w której polska transformacja była sukcesem, a jej spadkobiercą i kontynuatorem miała stać się Platforma Obywatelska. W tej wersji historii, Wałęsa został obsadzony w roli której niezwykle pragnął - genialnego przywódcy, który stojąc na czele ruchu społecznego "sam obalił komunizm". Po obaleniu zaś komunizmu i pewnych trudnościach (okres lat dziewięćdziesiątych był w tej "mitologii PO" raczej pomijany) oraz złowrogim interludium IV RP (mocno z kolei eksponowanym) nastały rządy Donalda Tuska i Polska rozkwitła. Tak to w skrócie miało wyglądać.

Tylko że ta narracja nie była żadną uniwersalną polską mitologią. Była mitologią III RP, tych którzy się z nią utożsamiali i uważali za jej beneficjentów. Czyli głównie dla ok 5-6 milionów wyborców Platformy Obywatelskiej. Czy dla wyborców PSL i SLD również - trudno powiedzieć, ale wątpię, zwłaszcza że wyborcy SLD w ostatnich 8 lat ograniczali się coraz bardziej do elektoratu sentymentalnego, dla którego pozytywnym mitem był raczej PRL, niż cokolwiek innego. Nie podaję tych liczb po to by zdezawuować Wałęsę czy jego mitologię, tylko by pokazać, że jej znaczenie było inne, niż zakładają to ci, którzy dzisiaj Wałęsy bronią. Była ona po prostu elementem kodu komunikacyjnego Platformy z wyborcami. I jako taka, rywalizowała z konkurencyjną interpretacją historii, lansowaną przez Prawo i Sprawiedliwość. A w myśl tej ostatniej, transformacja była oszustwem i "ukradzioną rewolucją" zaś Wałęsa był symbolizującym spisek elit antybohaterem (a Platforma jako "wielki oszust" - spadkobiercą tej tradycji). Obie były na swój sposób spójne, ale obie zawierały też pewne luki. W przypadku mitologii III RP (w której sukces tej ostatniej miał być pochodną sukcesu "Solidarności", symblizowanego przez Wałęsę) problemem byli inni historyczni przywódcy walki z komunizmem, którzy, tak się jakoś składało, nie uważali za sukces ani transformacji, ani rządów Tuska. Historyczną rolę ludzi takich jak Gwiazda, Wyszkowski i Walentynowicz trzeba więc było pominąć lub umniejszyć, czego skutkiem ubocznym było dodatkowe pompowanie wielkości Wałęsy. Z kolei po stronie "mitologii IV RP" problemem było znalezienie przekonującego - symbolicznego właśnie! - argumentu, na rzecz tezy, że transformacja była celowym oszustwem, spiskiem, a nie po prostu chaosem i przypadkowością, z których trudno cokolwiek zrozumieć. Teza o agenturalności Wałęsy pasowała, ale dopóki oparta była na poszlakach i wywodzie naukowym, dopoty siła jej symbolicznego rażenia była mocno ograniczona.

Ujawnienie teczek niszczy Wałęsę jako symbol, ponieważ przestaje on być postacią, z którą przeciętny człowiek chciałby się utożsamiać. To jest ta trzecia płaszczyzna historii Lecha Wałęsa i będzie ona rodzić poważne skutki polityczne. Jednak bezpośrednią konsekwencją kompromitacji Wałęsy nie jest podważenie mitu "Solidarności" jako takiego, lecz mitu założycielskiego III RP - bo to do rangi takiego mitu Wałęsa został sprowadzony w minionej dekadzie. Kiedy zaś pomyslimy o III RP nie jako o państwie, instytucjach i procedurach lecz jako o konstrukcie myślowym, o pewnej wizji Polski, to widzimy że największym problemem tego tworu była ograniczona wiarygodność. III RP jako narracja nigdy nie została zaakceptowana przez wszystkich jej mieszkańców. Otwarcie teczek Kiszczaka uderza w tę wiarygodność jeszcze bardziej. Teza o spisku elit zostaje bowiem przypieczętowana, tym, czego poszukuje detektyw w każdym klasycznym kryminale - motywem. W dodatku brudnym. "Dogadali się z komuną, bo miała na nich haki" - to będzie jak sądzę dominująca w społecznym odbiorze wersja wydarzeń z lat 1989-90.

Oznacza to zasadniczy problem dla formacji politycznych, które oparły swoją tożsamość na afirmacji III RP. Największy oczywiście dla PO, która swoją utratę wiarygodności, trwającą od jesieni 2014 r. może teraz przypieczętować beznadziejną obroną zdegradowanego symbolu. Ale również dla PiS, które skonfrontowane zostaje z faktem, że dysponuje mitologią niemal wyłącznie negatywną. To za mało, by zachować siłe przyciągania.

 

Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale