616 obserwujących
369 notek
3428k odsłon
5818 odsłon

Dziwne losy pewnego rozporządzenia

Wykop Skomentuj54
Ten wpis będzie trochę nietypowy bo sama nie wiem o czym właściwie.  Być może nic w tym nie ma niewłaściwego. Temat jest mi całkowicie obcy, nie rozumiem połowy z tego co o tym przeczytałam ale przypomniało mi się niedawno przy zupełnie innej okazji. Z góry przepraszam, że będzie długo, nudno, i co najgorsze bez konkluzji bo nie jestem pewna z czym tu mamy do czynienia. Coś mi się tu nie podoba ale może jestem przewrażliwiona.

Super Ekspres: Premier od pierwszego dnia urzędowania unika dwuznacznych spotkań. Nie chodzi na biznesowe imprezy, a jego kancelaria jest zamknięta dla przypadkowych osób. Udawało mu się to do ubiegłej środy, czyli do dnia 52. urodzin. Konrad Wojterkowski (36 l.), jeden z najbogatszych Polaków, przyjechał z urodzinowymi życzeniami do Donalda Tuska i...został przyjęty. Do Kancelarii wprowadziła milionera posłanka PO Iwona Guzowska (35 l.). Jak to się stało, że premier zgodził się rozmawiać z biznesmenem zarabiającym na państwowych kontraktach? (...) Kim jest Konrad Wojterkowski? To jeden z najbogatszych Polaków i właściciel wielkiej firmy informatycznej. Dostarcza oprogramowanie dla administracji publicznej, w tym ministerstw. (...) Jego głównym zajęciem jest zarządzanie przynoszącą ogromne zyski spółką informatyczną MCSI Group, zajmującą się m.in. dostawą sprzętu komputerowego i oprogramowania dla administracji rządowej. (...) Spółka pod koniec ub. roku wygrała przetarg na dostawę komputerów dla Służb Kontrwywiadu Wojskowego. A wcześniej wraz ze spółką Betacom zdobyła dwa kontrakty na dostawę sprzętu komputerowego dla Ministerstwa Edukacji Narodowej za ponad 90 mln zł. ("Premier przyjmuje tajemniczego milionera", SE, 29 kwietnia 2009)

Zanim przejdę do sedna, o ile jakieś znajdę, krótkie wprowadzenie do biznesów "tajemniczego milionera", a jest on związany z trzema instytucjami.

MCSI - spółka z o.o. i spółka akcyjna, w obu jest prezesem jednoosobowego zarządu. MCSI sp. z o.o. według informacji na jej stronie "świadczy usługi na każdym etapie realizacji projektu informatycznego, począwszy od doradztwa, aż po jego realizację", a wśród swoich klientów wymienia liczne instytucje publiczne (6 ministerstw, NBP, inne urzędy).

CeBIP - spółka z o.o., w niej również jest prezesem, wiceprezesem jest Ryszard Grytner, który jest także właścicielem innej firmy zajmującej się informatyczną obsługą podmiotów sektora administracji publicznej - Administration and Business Consulting (ABC). W notce biograficznej Ryszarda Grytnera na stronie CeBIP czytamy, że jest on "współtwórcą przepisów wykonawczych do ustawy o dostępie do informacji publicznej", niestety, nie wiadomo jako kto tworzył te przepisy wykonawcze bo raczej nie jako Sekretarz Miasta Siedlce czy Dyrektor Generalny Urzędu Wojewódzkiego w Siedlcach, a to jedyne funkcje związane z administracją publiczną jakie wymienia w notce. A skoro nie tworzył ich "z urzędu", to robił to zapewne jako niezależny zewnętrzny ekspert. Z uwagi na to czym się zajmują firmy w których zarabia chętnie poznałabym bliższe szczegóły - które przepisy wykonawcze i w jakim charakterze współtworzył, aby mieć pewność, że proces tworzenia prawa był całkowicie przejrzysty a przyszły właściciel firmy żyjącej z BIPu nie miał wpływu na to jak powstawały przepisy określające  jak BIP ma wyglądać i jakie parametry spełniać. Byłby to bowiem jaskrawy przykład konfliktu interesów.

Krajowe Centrum Kompetencji - fundacja, której założycielem i prezesem jest Konrad Wojterkowski. Powstała dopiero w kwietniu 2007 roku ale idzie jak burza, gromadząc wokół siebie znakomite postaci i organizacje, a i przez władzę jest traktowana nad wyraz życzliwie, co zresztą  wpędziło ją w spore kłopoty gdy splagiatowała cudzą ankietę i namówiła Ministerstwo Pracy do podpisania się pod listem z prośbą o wypełnienie jej, co zostało oprotestowane przez inne organizacje a ministerstwo do dzisiaj nie umie się sensownie wytłumaczyć z tej dziwnej współpracy.

Tyle wprowadzenia. Teraz do rzeczy. Gdy przeczytałam o "tajemniczym milionerze" odwiedzającym z urodzinowym bukietem naszego drogiego premiera przypomniałam sobie artykuł z Rzeczpospolitej sprzed  roku opisujący aferę-nieaferę, która choć zapowiadała się sensacyjnie szybko ucichła i wydaje się jakby nikt nie był zainteresowany wyjaśnieniem jej do końca. A najmniej sami poszkodowani. Niestety, jako matoł informatyczny nie wszystko rozumiem więc ograniczę się do obszernych (ale mocno wybiórczych) cytatów.

Rzeczpospolita: 1 lipca [2008] wchodzi w życie rozporządzenie, które nakłada na gminy, starostwa i urzędy wojewódzkie obowiązek montażu programu do elektronicznego obiegu dokumentów. Od tego czasu dzienniki urzędowe wojewodów – w których umieszczane są m.in. uchwały rad gmin – muszą być publikowane w formie elektronicznej. Stosowne rozporządzenie przygotowało MSWiA pod kierownictwem Grzegorza Schetyny. Problem w tym, że na zakup programu urzędy będą miały tylko dwa miesiące. Minister podpisał rozporządzenie 30 kwietnia, a od 1 lipca zacznie ono obowiązywać. To oznacza, że gminy i urzędy wojewódzkie muszą wtedy je mieć już kupione i wdrożone.(...) Firmy informatyczne, czekając, aż rozporządzenie będzie podpisane, wstrzymywały się z przygotowaniem programów. Z informacji „Rz” wynika, że tylko CeBIP z Warszawy ma prawie gotowy program i przedstawił urzędom propozycję zakupu. – Taka oferta do nas wpłynęła – mówi Mariusz Madejczyk, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Informatyki w Białymstoku. (...) Ten, kto go sprzeda, zarobi duże pieniądze. W Polsce jest 16 województw, 314 starostw i 2543 gminy. Z prostego rachunku wynika, że tylko na sprzedaży programu firma może zarobić ok. 6 mln zł. – Edytor może kosztować do 2 tys. zł dla jednego podmiotu, i to w podstawowej wersji – przyznaje Ryszard Adam Grytner, wiceprezes CeBIP. Wyjaśnia, że jego firma prowadzi zaawansowane prace nad systemem do elektronicznej obróbki aktów prawnych. – Firmy, które nad tym nie pracowały, na przygotowanie takiego programu w wersji podstawowej będą potrzebowały nawet pół roku. A tego typu systemy muszą być stale rozwijane i dostosowywane do potrzeb – mówi „Rz”. Potwierdza, że MSWiA, tworząc warunki, jakim ma odpowiadać program, wykorzystało rozwiązania jego firmy, bo w 2006 r. CeBIP wprowadził pilotażowy program do obróbki i publikacji aktów prawnych dla Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego. ("Jak zarobić na uchwałach", Rz, 9 maja 2008)

Artykuł jest trochę niedopracowany, dziennikarze nie zadali paru oczywistych pytań, nie zweryfikowali paru istotnych informacji, całość sprawia wrażenie niedokończonego śledztwa. Artykuł spowodował spore zamieszanie, dziennikarzom zarzucano nierzetelność a szefowie CeBIP Wojterkowski i Grytner w dość ostrym oświadczeniu oskarżyli ministerstwo o kradzież swojej własności intelektualnej (co ciekawe, Grytner komentujący sprawę do artykułu chyba nie był taki ostry bo dziennikarze przecież nie opuściliby jego wypowiedzi o kradzieży praw autorskich gdyby o całej sprawie mówił w tonie poniższego oświadczenia).

Oświadczenie CeBIP: W imieniu firmy CeBIP niniejszym oświadczamy, że nie wyrażaliśmy i nie wyrażamy zgody na włączenie pliku xsd zawierającego schemat XML aktu prawnego (...) MSWiA nie podjęło z nami do dnia dzisiejszego stosownych rozmów w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji i usunięcia istotnych błędów rozporządzenia. (...) Dotychczasowe działania Ministerstwa naruszają prawa autorskie jak również godzą w dobre imię firmy CeBIP. W związku z powyższym złożona została skarga do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji na działania Departamentu Informatyzacji MSWiA, której treść podajemy do publicznej wiadomości. Informujemy ponadto, że firma CeBIP nie dostała nigdy żadnego zamówienia ani też innego zlecenia z MSWiA, a informacje jakie ukazały się w mediach na ten temat są nieprawdziwe. (...) Wiedząc o tym, że wchodzi obowiązek „elektronizacji aktów i dzienników”, staraliśmy się do tego odpowiednio przygotować, tak aby na czas zdążyć z ofertą. Podjęliśmy normalne w takiej sytuacji ryzyko gospodarcze. Przecież nikt nie bronił innym firmom także prowadzić prac nad oprogramowaniem tego typu. (...) Jednocześnie wyrażamy przekonanie , że zaistniała sytuacja zostanie pozytywnie wyjaśniona, a jako firma specjalizująca się w tworzeniu oprogramowania dla administracji publicznej, deklarujemy gotowość współdziałania z MSWiA w wypracowywaniu jak najlepszych rozwiązań w tym zakresie.

O tym dlaczego sprawa jest ważna i poważna tłumaczył na swoim blogu Piotr Waglowski, prawnik specjalizujący się w tematyce.

Vagla.pl: Te "techniczne wersety" w przyjmowanych, publikowanych i wchodzących w życie aktach prawnych mają realny wpływ na prawa i obowiązki obywateli. Same w sobie mogą być oceniane jako gwałt na uczciwej konkurencji, jako rozwiązania dyskryminujące, etc., przy których "afera Rywina" to "małe miki". Ale nie koniecznie musi być tak, że ktoś celowo wepchnął do rozporządzenia adres prywatnie prowadzonego serwisu (nawiasem mówiąc: wyobraźcie sobie, że w rozporządzeniu wykonawczym wydanym przez jakiegoś ministra do jakiejś ustawy, a opublikowanym w Dzienniku Ustaw, czytacie, że "prawa i obowiązki obywateli znajdują się pod adresem http://prawo.vagla.pl/prawa_obywateli.txt" - to jest sytuacja bardziej niż abstrakcyjna, której sam nie potrafię objąć umysłem). Przyczyny mogą być inne: brak gospodarza, brak koordynacji, niechęć do przyjmowania odpowiedzialności, etc...
 
Wykop Skomentuj54
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka