616 obserwujących
369 notek
3426k odsłon
90 odsłon

Prawdziwa próba dopiero przed Tuskiem

Wykop Skomentuj77
Michał Boni: 30 lipca 2009 r. odbyło się spotkanie poświęcone pracom nad budżetem na rok 2010, w którym to spotkaniu wzięli udział pan premier Donald Tusk, pani wiceminister finansów Elżbieta Suchocka-Roguska oraz minister szef komitetu stałego Michał Boni. Dyskusja dotyczyła konkretnych prac nad budżetem, ale również wniosku, jaki zgłosił pan premier Donald Tusk, aby w trybie pilnym wobec przedłużającej się pracy nad  ustawą o grach i zakładach wzajemnych podjąć działania, by przygotować szybko nową ustawę (...) W wyniku tego spotkania z 30 lipca 2009 r. na początku sierpnia przez ministra Kapicę, mnie, w połowie sierpnia także przez pana ministra Cichockiego ze względu na potrzebę zapewnienia swoistej tarczy antykorupcyjnej dla całego procesu przygotowywania tych rozwiązań prace zostały rozpoczęte. (...) Chcielibyśmy bardzo szybko wszystkie te rozwiązania, które na spotkaniu 30 lipca pan premier Donald Tusk postulował, wprowadzić w życie.

Po tym sejmowym wystąpieniu Ministra Boniego, w którym wrzucił całkiem nową datę do tego, co do tej pory wiedzieliśmy o "aferze hazardowej", zadałam kilka pytań u źródła a odpowiedzi jakie uzyskałam (z pierwszej ręki, bo z Ministerstwa Finansów i z sekretariatu Ministra Boniego), utwierdziły mnie w przekonaniu, że z jakiegoś powodu data 30 lipca 2009 będzie kiedyś ważna. Nie wiem jeszcze dlaczego ale pewne hipoteza się rysuje. Sporo wyjaśni się w najbliższy wtorek, kiedy ma być gotowy projekt nowej ustawy i będziemy mogli ocenić w jakim stopniu spełnia oczekiwania lobbystów od hazardu. Ale i teraz pewne rzeczy już wiemy. Pewnie się będę powtarzać ale chyba warto odświeżać temat, o którym władza chce abyśmy szybko zapomnieli.

Na 100 procent Rysiu, że załatwiliśmy

Ustawa, która tak bardzo nie podobała się hazardziarzom powstawała w bólach półtora roku i w maju 2009 przeszła wreszcie przez konferencję uzgodnieniową. Można było ją szybko pchnąć dalej i zdążyć przed 30 listopada, żeby mogła wejść w życie od 1 stycznia 2010. Wszystko było w rękach premiera. I decyzją premiera ustawa została skierowana do kosza.

Centrum Informacyjne Rządu: Prace nad projektem ustawy o zmianie ustawy o grach i zakładach wzajemnych prowadzone w Ministerstwie Finansów zostały zawieszone z uwagi na to, że Minister Finansów otrzymał od Premiera polecenie rozpoczęcia prac nad opracowaniem nowego projektu ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Jeżeli tylko założenia do projektu ustawy zostaną zaopiniowane przez Radę Ministrów i powstanie projekt nowej ustawy o grach i zakładach wzajemnych, stary projekt zostanie formalnie wycofany.

Bez względu na to jaki będzie nowy projekt, nie ma szansy, żeby z nim zdążyć przed 2010 rokiem, a jeśli prace będą przebiegać w takim tempie jak do tej pory, to i listopad przyszłego roku stoi pod znakiem zapytania. Branża hazardowa dostała co najmniej rok, może dwa, może więcej. Na pewno przed wyborami prezydenckimi nic złego jej nie czeka, a przecież, jak mówił Kosek do Sobiesiaka "Jak już my nie będziemy na nich głosować, to nikt nie będzie głosować na nich". Studenci i emeryci Palikota wszystkiego sami nie sfinansują.

Załatwili Rysiowi, na 100 procent, że załatwili. A raczej załatwił, bo była to osobista decyzja Tuska. Nie ma śladu po jego formalnych konsultacjach w tej sprawie, jeśli więc jakieś były, to były bardzo nieformalne. Ale jak skuteczne! No chyba, że doświadczył iluminacji i konkretne rozwiązania do ustawy, którą się nie zainteresował przez półtora roku, same na niego spłynęły. Bo minister Boni wyraźnie wskazuje kto jest autorem rozwiązań jakie się w ustawie znajdą. Nie wiemy natomiast co spowodowało, że autor nagle zaczął ich szukać dla ustawy od dwóch miesięcy praktycznie gotowej.

Antydatowana decyzja?

Minister Boni powiedział, że premier  wydał polecenie pisania nowej ustawy 30 lipca i wkrótce potem prace ruszyły, wiceminister Kapica zaczął pisać nowy projekt. Ponieważ nie zgadzało mi się to z tym, co do tej pory wiedziałam o kluczowych datach, zapytałam i o to. Kto, kiedy, komu i w jakiej formie wydał polecenie, i co z tego wynikło.

Pytanie: Kto i kiedy podjął decyzję o rozpoczęciu prac nad nowymi założeniami do ustawy, o której to decyzji poinformował w swoim wystąpieniu Minister Michał Boni?

Centrum Informacyjne Rządu: Po spotkaniu 26 sierpnia br., w którym uczestniczyli minister finansów Jan Vincent Rostowski i wiceminister Jacek Kapica, Premier polecił przygotowanie nowych założeń do zmiany ustawy.

Każde moje pytanie o to, co się działo po 30 lipca a przed 26 sierpnia zostało zbyte odsyłaniem do sejmowego wystąpienia ministra Boniego. Wygląda na to, że jedynym śladem wydanego przez Tuska polecenia pisania nowej ustawy jest notatka Jacka Cichockiego, w którym pisze on, że 26 sierpnia po spotkaniu, Tusk polecił Kapicy pisanie nowej ustawy. Jacka Cichockiego na tym spotkaniu nie było, więc relacja z jego kalendarium jest relacją z trzeciej ręki i pochodzi od Donalda Tuska. Ponieważ w notatce służbowej Jacka Kapicy ze spotkania z Donaldem Tuskiem nie ma ani słowa o wydanym mu poleceniu, zapytałam i o to.

Ministerstwo Finansów: Polecenie przygotowania projektu nowych założeń zmian do ustawy o grach i zakładach wzajemnych zostało przekazane wiceministrowi finansów Jackowi Kapicy po zakończeniu spotkania z Premierem Donaldem Tuskiem w obecności Ministra Finansów Jacka Rostowskiego. Nie zostało to uwzględnione w notatce służbowej ministra Jacka Kapicy z 14 września, ponieważ notatka dotyczy wyłącznie spotkania.

Nie mam jasności, czy w momencie wydawania polecenia Rostowski jeszcze tam był. Jeśli tak, to po czym właściwie poznać, że to już było "po spotkaniu", a zatem nie zasługuje na wzmiankę w notatce, skoro i temat, i uczestnicy ci sami, a polecenie szalenie ważne? A jeśli Rostowskiego przy wydaniu polecenia nie było, to dlaczego premier czekał z wydaniem Kapicy polecenia, aż szef Kapicy sobie pójdzie?

Nie wiem jak to rozumieć, faktem jest jednak, że jak dopytać, okazuje się, że nic nie potwierdza wersji ministra Boniego o pisaniu ustawy po 30 lipca. W każdym razie na pewno nie pisał jej wtedy jeszcze Kapica, który najwcześniej mógł się włączyć dopiero 26 sierpnia. Jeśli nie później, bo poza odnotowanymi przez Cichockiego słowami Tuska, nie ma żadnego śladu na piśmie.

Pytanie: Czy polecenie Premiera [wydane Kapicy 26 sierpnia] zostało w jakikolwiek sposób udokumentowane (korespondencja mailowa, notatka służbowa, itp)?

Ministerstwo Finansów: Polecenie zostało przekazane wiceministrowi Jackowi Kapicy wyłącznie w formie ustnej.

Supertajny projekt

Jeśli więc decyzja zapadła - w lipcu, sierpniu, lub wrześniu - to z jakiegoś powodu została bardzo utajniona, nie wyciekła nawet do rzecznika prasowego Ministerstwa Finansów. Według kalendarium Cichockiego, 21 września Kapica przekazał Boniemu i Cichockiemu projekt nowych założeń do ustawy, ale jeszcze pod koniec września rzecznik prasowy Ministerstwa Finansów Witold Lisicki tak komentował w mediach zamieszanie wokół ustawy:

Witold Lisicki: Nie wiem o co chodzi. Projekt ustawy jest znany od wiosny 2008 r. i wszystko pod względem legislacyjnym jest klarowne i czytelne.

Nawet jeśli Kapica uznał, że na tym etapie jest za wcześnie aby informować o czymkolwiek rzecznika prasowego swojego resortu (choć poinformował niemającego nic wspólnego z tematem Cichockiego), to przecież nie było żadnego powodu, żeby do końca ukrywać przed opinią publiczną fakt, że stara ustawa już w koszu, a nowa i lepsza na tapecie. Tymczasem już po wybuchu afery, sam premier komentował wszystko bardzo zdawkowo:

Donald Tusk: Dochowując dyskrecji, natychmiast podjąłem działania zmierzające do zabezpieczenia procesu legislacyjnego ustawy hazardowej. Interes ekonomiczny państwa nie jest zagrożony.

Tymczasem, jeżeli to co mówił w Sejmie minister Boni jest prawdą, premier podjął te działania nie "natychmiast" ale na dwa tygodnie przed wizytą Kamińskiego. A gdy udzielał Rzepie cytowanego komentarza, proces legislacyjny nie był dyskretnie zabezpieczony ale wywrócony do góry nogami, tamtej ustawy już dawno nie było, a nowa była już dość zaawansowana. Czy jest jakiś racjonalny powód dla którego Lisicki o niczym nie wiedział, a Tusk udawał przed światem, że nic się nie dzieje? Ja nie mam pomysłu.

Drzewiecki był na bieżąco

Rzecznik prasowy Ministerstwa Finansów nie wiedział o nowej ustawie, i aż do końca września był przekonany, że nadal trwają prace nad starą. Ale nie każdy był tak nieświadomy. Mirosław Drzewiecki chyba wiedział, że stara ustawa jest już historią. W swoim piśmie z 2 września, gdzie prostuje swój "błąd", sprawia wrażenie jakby wiedział, że dopłaty nie są przesądzone, a formalnie uzgodniona ustawa jeszcze głęboko w lesie.

Mirosław Drzewiecki: Proszę o pozostawienie dotychczasowych zapisów w zakresie poszerzenia katalogu gier objętych dopłatami lub zaproponowanie alternatywnych rozwiązań pozwalających na zwiększenie przuchodów Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej. Zastrzegam sobie także prawo formalnego zgłoszenia stosownych poprawek w ramach uzgodnień międzyresortowych przedmiotowego projektu ustawy.

To nie jest wytłumaczenie się ze źle zrozumianego postulatu, Drzewiecki musiał wiedzieć, że wszystko jest jeszcze otwarte.

Czego się boi Tusk?

Zaraz po wybuchu "afery hazardowej" politycy Platformy, z Tuskiem na czele, byli ciężko przerażeni. Choć przecież nawet teraz to co opublikowała Rzepa tłumaczą tylko niestosownymi rozmowami starych znajomych. Gdyby tak było, powinni - w zależności od stopnia niestosowności rozmów i  słupków sondażowych - albo bagatelizować sprawę i bronić kolegów, albo się ich pozbyć z partii. Oba rozwiązania na wyciągnięcie ręki, a cała sprawa nie powinna budzić takiego przerażenia. Chyba że się wie, że to nie wszystko, i że od umoczonych kolegów odciąć się w tej sprawie nie do końca nie można. Tu moim zdaniem leży pies pogrzebany. Znamy tylko niewielki wycinek tego co nagrało CBA, Kamiński mówił na konferencji, że w Rzepie nie ma nic ponad to, co dał premierowi i najważniejszym osobom w państwie. Jeśli założyć, że Kamiński jest osobą odpowiedzialną (lub, w wersji dla zaciekłych wrogów, niesamowicie podstępną), to do materiału dla premiera z 14 sierpnia wybrał wyłącznie tyle, ile miało wystarczyć do spowodowania stanowczej reakcji premiera w sprawie samej ustawy. Na pewno nie pokazał wszystkiego co ma, najtwardsze dowody zostawiając na potrzeby postępowania prokuratorskiego. To co znamy z Rzepy to niewielki wycinek, wcale nie najmocniejszy, bo pokazanie premierowi najważniejszych potencjalnych dowodów w sprawie byłoby nieodpowiedzialne i głupie. Myślę, że Kamiński wybrał dla Tuska co miał najsłabszego, tak, żeby wystarczyło do zrobienia wrażenia, ale nie zdradziło co naprawdę CBA ma i na kogo.

Po 14 sierpnia Tusk spotykał się ze Schetyną, Chlebowskim i Drzewieckim, raczej nie po to, żeby się dowiedzieć co robili w sprawie ustawy, ale po to, żeby ustalić co jeszcze może mieć Kamiński. Chlebowski, Drzewiecki i Schetyna musieli sobie przypominać kiedy i o czym rozmawiali z Sobiesiakiem, jakie nazwiska w tych rozmowach padały, jakie działania przy ustawie mu relacjonowali. Gdyby Kamiński miał nagranie, na którym pada, np. "Rysiu, rozmawiałem z Donkiem, na 100 procent załatwiłem" to w świetle tego, że ustawa upadła osobistą decyzją Tuska, premier znalazłby się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Jak poznamy wszystkie stenogramy, daty będą miały kluczowe znaczenie, a to czy premier podjął decyzję o pisaniu ustawy od nowa, przed czy po jakiejś rozmowie, zacznie mieć ogromne znaczenie. To jedyne wyjaśnienie jakie znajduję na dziwne żonglowanie datą śmierci starej ustawy.

Nie tak dawno, Sławomir Nowak, prawa ręka Tuska, wyrażał obawy, że wkrótce zaczną wyciekać jakieś nagrania rozmów Tuska. Nie wiem czy zaczną, czy w ogóle są jakieś nagrania, ale to właśnie chyba grupowy rachunek sumienia w sprawie rozmów z "Ryśkami" spowodował tak nerwowe ruchy Tuska i ogólną załamkę jego partyjnych kolegów.

Wbrew instynktowi samozachowawczemu

Słusznie czy nie, Tusk jest posądzany o to, że większość jego decyzji jest podporządkowana robieniu dobrego wrażenia i rzadko robi coś, o czym wie, że może mu zaszkodzić w oczach wyborców. Jego zachowanie po 14 sierpnia jest więc całkowicie niezrozumiałe, bo bardzo nietuskowe. Nawet premier nie zapatrzony w sondaże, po wizycie nieprzychylnego mu Kamińskiego, po obejrzeniu stenogramów z nagraniami partyjnych kolegów obiecujących jakimś dziwnym gościom przepchnięcie ustawy, jedno zrobiłby na pewno. W tempie błyskawicznym wypchnął z rządu trefną ustawę, nie zgadzając się po drodze na żadne ingerencje w nią i upewniając, że w  projekcie kierowanym do Sejmu na pewno znajdą się wszystkie rozwiązania, które nie podobają się "Ryśkom". Gdyby Tusk tak zrobił, nawet nie musiałby przesuwać na inny odcinek swoich kolegów, żadnej sprawy by nie było, a Kamiński ze swoją "pułapką" mógłby szukać innej ofiary. Tymczasem Tusk zrobił coś całkowicie nieuzasadnionego logiką procesu legislacyjnego, za to sprowadzającego wszystkie podejrzenia na swoją partię i na siebie samego. Dlaczego? To jest najciekawsze pytanie. Dlaczego Tusk, mogąc jedną decyzją wyskoczyć z "pułapki", postanowił zakopać się w nią głębiej i zamknąć od środka? Ktoś tak obstawiony PR-owcami jak Tusk nie mógł nie rozumieć wizerunkowych konsekwencji tego co robił z ustawą po 14 sierpnia. Tego co zrobił dla "Ryśków". Jeśli więc mimo konsekwencji to robił, to znaczy, że z jakiegoś powodu nie miał wyjścia i musiał wyrzucić ustawę, choć cena jaką teraz za to płaci on sam, jego najbliżsi koledzy i cała partia jest ogromna. Najwyraźniej Tusk jest z tym związany w sposób uniemożliwiający mu łatwe uratowanie się.

Odzyskać CBA

Wbrew temu co mówi Tusk, jego partyjni koledzy, i prorządowi dziennikarze, powodem odwołania Kamińskiego nie była żadna "pułapka" ani niegodne zachowanie. Jeszcze 8 października, premier Tusk nie miał żadnych zastrzeżeń do Kamińskiego i publicznie głosił to w Sejmie.

Donald Tusk: Nie miałem i nie mam żadnych zastrzeżeń o charakterze etycznym czy politycznym wobec pana Kamińskiego, że dotarł do tej wiedzy i mi ją przedstawił.

Osławiona "pułapka" jest więc tylko narracją stworzoną na użytek uzasadniania wyrzucenia Kamińskiego, oficjalnie nie wierzy w nią nawet Tusk. Ale czymś musi uzasadniać odwołanie Kamińskiego, więc łapie się wszystkiego, co uda się wcisnąć opinii publicznej. "Pułapka" brzmi ładnie, choć Kamiński tak naprawdę Tuskowi rzucił koło ratunkowe. Prawdziwą pułapką byłoby pozwolenie dogrania sprawy do końca i wyciągnięcie nagrań dopiero po wyjściu ustawy do Sejmu. Kamiński zachował się lojalnie i ma za swoje a musiał odejść, żeby można było bez przeszkód sprawdzić co CBA zgromadziło w tej sprawie. Dostęp do materiałów operacyjnych jest na tyle bezcenny, że opłaciło się dla niego znosić zmarszczone brwi tych nielicznych sprzymierzeńców, którzy od Tuska oczekują nie tylko tego, żeby wygrywał, ale także tego, żeby grał w miarę czysto.

Podsumowując. Jeszcze za wcześnie na ogłaszanie, że już po strachu. Mam wrażenie, że prawdziwe burze dopiero przed Tuskiem, a to co obserwujemy to próba wydostania się z pułapki, z której uciec będzie bardzo trudno. Bo kiedyś będzie się musiał wytłumaczyć z tego, że osobiście wyrzucił do kosza niewygodną dla hazardziarzy ustawę, za to nie wyrzucił z partii bardzo wygodnych dla hazardziarzy polityków.
Wykop Skomentuj77
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale