616 obserwujących
369 notek
3422k odsłony
885 odsłon

Mój kandydat - Jan Ołdakowski

Wykop Skomentuj202

 

W natłoku scenariuszy, kogo PiS powinien wystawić zamiast Lecha Kaczyńskiego pojawiają się rozmaite kandydatury, w tym te najbardziej oczywiste - Jarosława Kaczyńskiego, czy Zbigniewa Ziobry ale te wybory trzeba potraktować jako szansę na dużo więcej niż pałac prezydencki. I być może to nie o pałac trzeba naprawdę powalczyć. Co nie znaczy, że trzeba walczyć tak, żeby go nie zdobyć.

Jarosław Kaczyński jest dzisiaj naturalnym kandydatem PiSu i jeśli znajdzie w sobie siłę aby wystartować, poprę go, choć nie wiem jak zniosę krwawą łaźnię jaką mu zgotują media, politycy i "autorytety". Zaczęło się już przed pogrzebem, i nie mam złudzeń, że jeśli zagrożenie będzie realne, przeciwko Kaczyńskiemu zostaną użyte najbardziej brutalne chwyty. Obawiam się też, że Jarosław Kaczyński będzie teraz bardzo łatwym celem, a ci, którzy przez pięć lat niszczyli jego brata, nie omieszkają wykorzystać szansy, żeby go dobić. Wolałabym aby mu tego oszczędzono, tym bardziej, że akurat funkcja prezydenta to nie jest chyba to co najlepiej pasuje do jego politycznego temperamentu. Uszanuję jednak każdą jego decyzję. Dopóki jednak nie zapadła, można sobie rozważać różne scenariusze. W moim scenariuszu w głównej roli obsadziłam Jana Ołdakowskiego, posła i dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego. Wydaje mi się, że ta kandydatura ma dużo mocnych stron i chyba żadnej słabej, jeśli nie liczyć - być może - niewielkiej rozpoznawalności. Ale przed nami dwa miesiące kampanii, a Ołdakowski wydaje mi się naprawdę łatwy do wypromowania.

PiS musi spojrzeć na te wybory w dłuższej perspektywie i mądrze wykorzystać tragiczne okoliczności do odbudowania partii, a przede wszystkim ponownego zdobycia serc ludzi i pokazania, że nie jesteśmy skazani na politykę "Mirów" i "Zbyszków" skupionych na sprawnym obsługiwaniu swoich kumpli. Zgadzam się z Robertem Mazurkiem, że żałoba po Kaczyńskim to tęsknota za polityką wartości i politykami, którzy chcą i potrafią o wartości dbać. Jeśli testament Lecha Kaczyńskiego ma zostać wykonany, trzeba zbudować instytucję, która będzie do tego zdolna, promować tych, którzy te wartości uosabiają, a przede wszystkim wychodzić do nowych środowisk, gdy na chwilę stworzył się klimat lansowania tego z czego wypadało się wyśmiewać. Nie mam złudzeń, raczej prędzej niż później wszystko wróci do normy, i znowu usłyszymy, że w polityce ważny jest wzrost, brak wąsów i znajomość angielskiego. Ale dzisiaj, po tragicznej śmierci jesteśmy zgodni, że powinno się liczyć coś zupełnie innego. I ten krótki moment kiedy społeczeństwo otwarło szeroko oczy i wyzwoliło się spod władzy mediów należy dobrze wykorzystać, maksymalnie utrudniając "im" powrót do tego co było.

Nie znam się na polityce i moje gdybania zazwyczaj są chybione ale gdybym miała coś do powiedzenia w tej sprawie, rozważałabym obecną kampanię w perspektywie przyszłorocznej, bardziej jako okazję do rozbudowania i wzmocnienia partii niż wygrania prezydentury. Co nie znaczy, że nie byłoby fajnie tej prezydentury niejako przy okazji wygrać, ale nie to powinno być teraz celem. Trzeba powalczyć o ludzi, a nie o to jedno, niechby najbardziej prestiżowe, stanowisko.

Nie tylko ja się boję pełni władzy Platformy, i jest to obawa całkowicie uzasadniona, wygląda na to, że jak już Platforma będzie mogła wszystko, znikną ostatnie powody, żeby brała pod uwagę cokolwiek innego niż własny i "Ryśków" interes. Gdy twórcy, środowisko przecież w dużej mierze sprzyjające Platformie, opracowali projekt ustawy medialnej i politycy oficjalnie deklarowali gotowość do pochylenia się nad nim, Gazeta Wyborcza tak relacjonowała nastroje w Platformie:

Gazeta Wyborcza: Ale liderzy PO nieoficjalnie przyznają, że ten projekt nie ma szans. - Po co mielibyśmy nad nim pracować, skoro pierwszym projektem podpisanym przez nowego prezydenta będzie nowa ustawa medialna? - pyta mnie jeden z ważnych posłów PO.

Jeśli tak potraktowany został wysiłek własnego elektoratu, ludzi którzy Platformę najgorliwiej wspierali, to jaki powód będzie miała Platforma, aby się liczyć z mniej znaczącymi grupami, gdy już zgarnie całą pulę? Zachłanność i bezwzględność w korzystaniu z władzy może się jednak okazać na dłuższą metę atutem opozycji, zwłaszcza gdy wybory prezydenckie i parlamentarne dzieli rok, wystarczająco dużo czasu, żeby nowy układ sprawdzić. Może nie byłoby wcale tak źle, gdyby Platforma rok porządziła sama, nie mając już na nikogo zwalić swoich zaniechań. Tusk rządzi już trzeci rok, i te trzy lata spędził głównie na tłumaczeniu dlaczego nie może nic zrobić, i co by zrobił, gdyby mu prezydent nie przeszkadzał. Może więc warto dać mu się sprawdzić, niech premier Tusk porządzi z prezydentem Komorowskim. Jeśli PiS mądrze wykorzysta rok tej wszechwładzy Platformy do odbudowania własnej partii, to wybory parlamentarne - czyli te ważniejsze - powinien wygrać bez problemu. Chyba, że jakimś cudem okaże się, że Platforma naprawdę umie rządzić i zaskoczy wszystkich.

Wybory prezydenckie nie powinny więc być teraz walką o samą prezydenturę, tylko szansą na odbudowanie partii i polityki, takiej jaką kiedyś miała się stać i dzisiaj ma na to drugą - tym razem pewnie ostatnią - szansę. Śmierć prezydenta uświadomiła wszystkim jak bardzo byliśmy okłamywani, nauczyła też nie wstydzić się tego, z czego przez ostatnie lata tak się wyśmiewano. W ostatnim tygodniu to wszystko przestało być obciachowe, aż się prosi mądrze wykorzystać ten krótki czas zanim media i autorytety znajdą nowy sposób na obrzydzanie nam tego co sobą reprezentował Lech Kaczyński, a co teraz chce kontynuować jego brat. Na miejscu PiSu poszukałabym teraz kandydata może nie najbardziej oczywistego, ani nie takiego, któremu się według partyjnej logiki prezydentura najbardziej "należy", ale takiego, który będzie miał szansę przyciągnąć do PiSu możliwie najwięcej ludzi z różnych środowisk, pokazać nową twarz, taką jakiej większość nie znała i ze zdumieniem odkryła ją w ostatnim  tygodniu. Trzeba wykorzystać ujawnioną w tygodniu żałoby tęsknotę za politykiem uczciwym, prawym, kierującym się interesem państwa, ale spośród wszystkich którzy tacy są, trzeba też znaleźć takiego, którego łatwo będzie takim przedstawić. I którego trudno będzie przeciwnikom zaatakować. Nie będę się tu rozwodzić się nad samym Ołdakowskim, tylko kilka słów dlaczego nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że Ołdakowski jest mało znany więc w tak krótkim czasie nie da się go wypromować. Da się, i nawet jeśli nie wygra, jego kampania to dla PiSu same plusy.

Ołdakowski to "wyrośnięte dziecko Kaczyńskiego". Tak podobno się o nim mówi. Człowiek, któremu Lech Kaczyński zaufał od pierwszego spotkania, i który za to zaufanie odpłacił się najlepszym muzeum w Polsce. Razem z Lechem Kaczyńskim skutecznie odświeżył nasza pamięć o Powstaniu Warszawskim, co jeszcze kilka lat temu wydawało się niewykonalne. Wyobrażacie sobie jak to można pięknie wykorzystać w kampanii? To jak prawdziwe przekazanie pałeczki nowemu pokoleniu polityków, w osobie symbolicznego spadkobiercyLecha.

Ołdakowski jest nie do ruszenia. Trudno się będzie do niego przyczepić, jedynym zarzutem jaki w jego długiej przecież publicznej karierze słyszałam było łączenie funkcji dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego z mandatem poselskim. Ale nawet to jest właściwie zaletą, bo obie funkcje pełni bez zarzutu. Nie bez znaczenia jest też to, że swoją jedyną polityczną walkę stoczył z Bronisławem Komorowskim, gdy ten chciał go pozbawić mandatu poselskiego. Walkę tę Komorowski przegrał, można więc powiedzieć, że w starciu z marszałkiem Ołdakowski ma już na wejściu dodatni bilans zwycięstw.

Ołdakowski jest bardzo sympatyczny. Nie jest to cecha niezbędna dla polityka, bo Jarosław Kaczyński świetnie sobie w niej radzi z opinią niesympatycznego ponuraka (zapewne równie uzasadnioną jak te wszystkie opinie o Lechu Kaczyńskim, które przez ostatni tydzień dziennikarze i politycy gorliwie prostowali), ale mam wrażenie, że po tygodniu obfitującym w opowieści o sympatycznym, ciepłym i dowcipnym Lechu Kaczyńskim będziemy szukać kogoś podobnego. Ołdakowski ma chyba wszystkie najlepsze cechy Lecha Kaczyńskiego. Jest naprawdę przesympatyczny, inteligentny, ciepły, z poczuciem humoru, wrażliwy. W zestawieniu ze sztywnym, brutalnym i bezwzględnym marszałkiem, Ołdakowski wygra u każdego. Mielibyśmy rywalizację marszałka, który będąc drugą osobą w państwie, w sytuacji realnego zagrożenia głowy państwa w trakcie realizowania zgodnej z polską racją stanu misji pozwalał sobie na niewybaczalne żarty "jaki prezydent, taki zamach", z człowiekiem, który latami, pracowicie, bez narzucania się, realizował z Lechem Kaczyńskim jego wielkie dzieło. Wystarczy tylko dobrze to eksponować, a marszałek materiału na wyborcze klipy dostarczył przez ostatnie lata mnóstwo.

Ołdakowski ma bogate doświadczenie. Formalnie jest "tylko" dyrektorem muzeum, ale wystarczy pomyśleć jakich umiejętności zbudowanie tego muzeum od niego wymagało, i jakie doświadczenia przy tym zdobył. Wizja, determinacja, umiejętność współpracy, łączenie różnych środowisk, dyplomacja. Myślę też, że w licytacji na to, ile ważnych rąk ściskał, Ołdakowski nie będzie dużo gorszy od Komorowskiego. Nie wiem jak u niego z angielskim, ale pewnie i tu wygrywa.

Ołdakowski ma przełożenie na wszystkie środowiska. To człowiek, który równie łatwo dogaduje się z wiekowymi powstańcami, co z młodzieżą, bo stworzone przez niego muzeum to jedyne chyba w Polsce muzeum tak łatwo docierające z trudnym przekazem do młodzieży, ich językiem, w ich estetyce. Ostatnia płyta De Press, łącząca oryginalne partyzanckie teksty w ciężkim rockowym brzmieniem to najlepszy przykład. Ołdakowski to chyba jedyny polityk, który ma taki potencjał łączenia pokoleń i środowisk, zresztą wiele kontaktów już ma. Ołdakowski to tradycja w formie, i nowoczesność w treści, to mogłaby być naprawdę wyjątkowa prezydentura.

Ołdakowski nie jest obciachowy. Jeśli PiS chce wykorzystać ten wyjątkowy, choć tragiczny, moment w historii do przyciągnięcia tych, którzy się nim do tej pory brzydzili, Ołdakowski to najlepszy wybór. To chyba jedyny polityk PiSu, który byłby w stanie zebrać naprawdę imponujący Komitet Honorowy, - wielopokoleniowy i wielośrodowiskowy. Ołdakowski ma potencjał do zorganizowania wokół siebie pospolitego ruszenia, na wzór tego jakim w eurowyborach wygrał nieznany wcześniej polityk Platformy Rafał Trzaskowski. teoretycznie nie miał szans, człowiek w polityce anonimowy, ale  umiał wokół siebie zbudować szerokie poparcie rozmaitych ludzi, którzy osobiście za niego ręczyli. I to wystarczyło. Jestem pewna, że Ołdakowski bez problemu mógłby zgromadzić wokół siebie równie liczne rzesze sympatyków, także - a może zwłaszcza - tych stroniących od partyjnej polityki.Myślę, że nie tylko ja byłabym gotowa komuś takiemu plakaty rozklejać. To że jest taki bardzo niepolityczny, byłoby w tej kampanii wielką zaletą, bo mam wrażenie, że będziemy wybierać człowieka, nie polityka. Kogoś kogo polubimy i komu zaufamy.

Mogłabym wyliczać w nieskończoność, Ołdakowski wydaje mi się samosprzedającym kandydatem i jestem pewna, że dobrze poprowadzony by wygrał, a efektem ubocznym, choć dużo ważniejszym, byłoby oswojenie z PiSem tych ludzi, którzy do tej pory trzymali się z daleka bo wierzyli, że tam naprawdę jest tylko "bydło", jak to ładnie ujął Władysław Bartoszewski. Jarosław więc miałby na czym odbudowywać swoją partię, tak tragicznie doświadczoną. I myślę, że to jest właśnie jego żywioł. Poza tym, nawet jemu należy się trochę oddechu, nawet jeśli sam uważa, że musi walczyć dalej. Nawet jeśli musi, to może nie w tej bitwie, tu jest ktoś kto może ją dla niego wygrać. A nawet jeśli nie wygra, to kapitał zbity w czasie kampanii wyborczej, i ci wszyscy ludzie, których nowa, nieznana wcześniej a jakże sympatyczna twarz PiSu przyciągnie, będą jak znalazł w wyborach parlamentarnych za rok, kiedy - jestem tego pewna - będziemy mieć już dość rządów jednej partii.

Rafał Trzaskowski czyli jednak można
Robert Mazurek "Mój człowiek roku"







Wykop Skomentuj202
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale