616 obserwujących
369 notek
3423k odsłony
12418 odsłon

Państwo w teczce

Wykop Skomentuj68

Jan Lityński: Oto okazało się, że czołową siłą polityczną w kraju jest policja. Przesłuchania w więzieniach i aresztach, rozmowy z generałem Kiszczakiem i jego podwładnymi nie były tym za co je braliśmy – rutynowymi działaniami policyjnymi – lecz przeciwnie, negocjacjami politycznymi.

To fragment artykułu opublikowanego w podziemnym „Tygodniku Mazowsze” w 1986 roku - na 2,5 roku przed obradami Okrągłego Stołu. Nie ma powodu Lityńskiemu nie wierzyć, a przecież jeśli było tak jak opisuje, to po tych „negocjacjach politycznych” też zostały dokumenty, czekające na ujawnienie w jakieś esbeckiej szafie. 

Czesław Kiszczak: W 1989 roku przychodzili do mnie, jako do szefa MSW, działacze opozycji, którzy byli tajnymi współpracownikami SB, wywiadu i kontrwywiadu. Naciskałem na guzik. Odbierał szef biura w skład którego wchodziły archiwa. Prosiłem o przyniesienie teczki. Następnie dawałem ją mojemu gościowi. A on na zapleczu gabinetu wrzucał dokumenty do niszczarki. Oryginały. Nikomu nie odmawiałem. Porządni ludzie – działacze, politycy. Niektórych do dziś oglądam w telewizji.

Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego przez ostatnie 25 nie udało się rozliczyć SB i pozbawić jej funkcjonariuszy przywilejów emerytalnych i stopni wojskowych, to musi bardzo chcieć nie rozumieć. Przy wszystkich nienależnych komplementach jakie przez lata usłyszał Kiszczak od byłych opozycjonistów, żaden z nich nie mógł być tak naiwny, żeby wierzyć w jego uczciwość. Dzisiaj Lech Wałęsa przekonał się ile była warta. Co jeszcze jest w teczkach „sprywatyzowanych” w 1989 przez ludzi Kiszczaka – nie chcę się nawet domyślać, ale już dawno przestałam się dziwić dlaczego Wałęsa zawetował ustawę dezubekizacyjną, mordercy księdza Popiełuszki mają wielotysięczne emerytury, Jaruzelski miał pogrzeb z honorami, a Kiszczak umarł jako generał. 

Leon Kieres: Dzisiaj wszyscy się zastanawiają, także dziennikarze mediów elektronicznych. To środowisko także było "naznaczone". Podobnie dziennikarze prasowi. Tu też byli współpracownicy SB. Najwięcej spraw bolesnych będzie w przypadku środowiska artystów i dziennikarzy. Tu też jest najwięcej spraw pokazujących ludzką małość. Podłość, zniżanie się do najgorszych instynktów. Łącznie z prośbami, by esbecy wpływali na rozliczenia majątkowe z korzyścią dla jednego z małżonków w przypadku ich rozstania. Trądem w sposób szczególny były dotknięte szkoły wyższe.

Niektórzy się zastanawiali, ale byli i tacy, którzy po prostu wiedzieli. Bo przecież Kiszczak nie jest jedynym dysponentem tej wiedzy, wie on, wiedzą oficerowie prowadzący. Wiedzą też członkowie tzw. komisji Michnika, których Kiszczak dopuścił do swoich tajemnic na początku transformacji tzw. komisję Michnika.

Czesław Kiszczak: Mieli nieograniczony dostęp do teczek. Dostawali wszystko, o co prosili, i doszli do wniosku, że są to dokumenty, których nie warto pokazywać.

Po dwóch miesiącach grzebania w archiwach Kiszczaka, jedynym efektem prac komisji Michnika była nowa wiedza jaką pozyskali jej członkowie. Pozyskali, i postanowili zachować dla siebie. I znowu – trzeba być bardzo naiwnym, żeby sądzić, że nigdy i w żadnej sprawie z niej nie skorzystali. Gdy rząd Buzka uchwalał lustrację, w Gazecie Wyborczej pojawił się kuriozalny tekst Pawła Smoleńskiego „I ty zostaniesz konfidentem”, w którym wyssany z palca narrator podzielił się historią niewymienionego z nazwiska naukowca, który poszedł na współpracę by ratować swoją jedyną córkę, wtedy śmiertelnie chorą. Jeśli komuś ta historia kogoś przypomina, to nie jest to przypadek. Nie przez przypadek też trop z artykułu błyskawicznie podjął Jerzy Urban i rozpoczął lustracyjną nagonkę na Jerzego Buzka. W tekście Smoleńskiego jest więcej takich historii, jestem pewna, że ich adresaci je właściwie odczytali, bo przecież po to Smoleński to spisał. Sam się zresztą przyznał do przekazania ostrzeżenia SB opisanym w jego tekście jej ofiarom. Ten artykuł powinien przejść do historii dziennikarstwa, dziennikarz dał się wykorzystać jako przekaźnik. Pytanie tylko przez kogo - osobiście wątpię w istnienie informatora, obstawiałabym raczej, że to jeden z przykładów grania teczkami przez ludzi dopuszczonych do tajemnic Kiszczaka.  

Paweł Smoleński: Nie wiem, czemu chciał ze mną rozmawiać. Myślę więc sobie, że opowiadając mi wymyślone, jak twierdził, historie, chciał przekazać jakąś niezmyśloną informację. Może nam wszystkim, a może bardzo wybranej, bardzo konkretnej grupce osób (mówił: "Zależy mi, żeby użył pan tych właśnie przykładów". Podobne przykłady podał kilkakrotnie "Wspólny Znajomy"). Gdy zapytałem o to wprost, nie uzyskałem odpowiedzi. Jaka to informacja? Do kogo ma dotrzeć? Nie będę dociekać.

A to przecież tylko wierzchołek góry lodowej, jeśli można było urzędującego premiera publicznie straszyć słabo zakamuflowanymi hakami, to co się przez ostatnie ćwierćwiecze działo za kulisami? Strach się domyślać, ale chyba nikt nie wierzy, że ludzie Kiszczaka i ci wszyscy, których do esbeckich tajemnic dopuścił, nigdy nie użyli tej wiedzy w swoich politycznych i gospodarczych interesach. Bo choć "dobry esbek" z artykułu Smoleńskiego przekonuje, że odchodząc na emeryturę wylał herbatę na twardy dysk swojego komputera i wszystkie pliki zostały zniszczone (tak, tak, taki kit sprzedawała Gazeta Wyborcza), to przecież - jak sam zauważa dzisiaj Bronisław Komorowski - miał je nie tylko Kiszczak, ale i byle kapitan. Czy może więc dziwić, że "polski sukces" wyglądał tak, jak go opisywał Jacek Kuroń, a na którymś etapie umiał to dostrzec nawet Tomasz Lis.

Jacek Kuroń: Nie mam wątpliwości, że jest to zjawisko o kluczowym znaczeniu dla rozwoju polskiej demokracji i gospodarki rynkowej. Ludzie byłej nomenklatury, dawni esbecy, niektórzy prywaciarze i częściowo ludzie solidarnościowego etosu przenieśli do III Rzeczypospolitej mechanizmy peerelowskiego klientelizmu. Częściowo świadomie - z chęci zysku, popychani odwieczną żądzą pieniądza i władzy, częściowo zaś w odruchu samoobrony, albo w naturalnym dążeniu do stworzenia sobie oazy bezpieczeństwa, gdy ziemia się pod nogami trzęsie, opletli Polskę siecią niejawnych powiązań przyjacielskich, politycznych, gospodarczych, korupcyjnych, nepotycznych, a także jednoznacznie przestępczych.

Tomasz Lis: Dziś gruba kreska, brak lustracji, brak dekomunizacji i historyczny relatywizm wychodzą nam bokiem. Kto ma się w III RP najlepiej? Ciężko pracujący, utalentowani ludzie czy cwaniacy z układów - partyjnych i służbowo-tajnych - którzy opanowali gospodarkę? Kto ma się lepiej - walczący o wolną Polskę czy kelnerzy przodującej idei? (...) Nie twierdzę, że lustracja i dekomunizacja, także moralna, byłaby odpowiedzią na większość polskich bolączek. Nie na większość. Ale na bardzo wiele tak. Za ten grzech zaniechania będziemy płacili bardzo długo.

Szkoda Polski. Państwo w teczce.

Wykop Skomentuj68
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale