52 obserwujących
424 notki
415k odsłon
  784   2

Halley: magnetyzm, komety i Wszechświat

Odkrycie Halleya miało ogromne znaczenie, bowiem jeszcze w połowie XVIII wieku wielu uczonych kwestionowało koncepcje Newtona i skłaniało się ku wspomnianej wcześniej hipotezy wirów Kartezjusza. Powrót komety stanowił pozytywny wynik testu grawitacji newtonowskiej i demonstrował jej możliwości predykcyjne. Od tego momentu nikt już nie poddawał jej w wątpliwość.

W 1716 roku Halley opublikował pracę, w której przedstawił sprytny sposób pomiaru odległości Ziemi od Słońca. (Nie wiadomo, czy Halley sam wpadł na ten pomysł, czy „zerżnął” go od szkockiego astronoma Jamesa Gregory’ego, który opisał go pół wieku wcześniej). W owym czasie był to problem najwyższej wagi. Kopernik wymyślił metodę wyznaczania względnych odległości planet od Słońca, czyli – mówiąc dzisiejszym językiem – podawania ich w jednostkach astronomicznych; sama wartość jednostki astronomicznej była jednak słabo znana. (Jednostka astronomiczna to średnia odległość Ziemi od Słońca). Zgodnie z pomysłem Gregory’ego-Halleya należy w różnych miejscach na Ziemi prowadzić obserwacje przejścia Wenus przed tarczą słoneczną, czyli tak zwanego tranzytu. Niestety, tranzyty Wenus zdarzają się rzadko (kilkanaście razy na tysiąclecie), i Halley, ponownie jak w przypadku swojej komety, nie doczekał kolejnego. Nastąpił on w 1761 roku. Opierając się na obserwacjach tranzytu wartość jednostki astronomicznej wyznaczono wówczas na 153 miliony kilometrów (obecnie przyjmowana wartość to 149,6 mln km).

Kolejna praca Halleya, która diametralnie zmieniła ówczesny obraz świata, dotyczyła gwiazd. Halley zajmował się historią astronomii i analizował archiwalne obserwacje ze Starożytności i Średniowiecza. Porównując starożytne katalogi gwiazd z katalogami mu współczesnymi stwierdził, że różnice w pozycjach na niebie paru jasnych gwiazd są na tyle duże, iż nie można przypisać ich błędom obserwacyjnym. Wniosek był oczywisty: gwiazdy muszą poruszać się w przestrzeni. Dla nas fakt ten to banał – dobrze wiemy, że we Wszechświecie wszystko się kotłuje, wiruje i przemieszcza – ale dla współczesnych Halleyowi było to przełomowe odkrycie, bowiem wielu wierzyło, iż świat gwiazd jest statyczny. Sam Newton uważał, że gwiazdy tkwią nieruchomo w przestrzeni, a przed działaniem grawitacji i pospadaniem na siebie chroni je boska interwencja.

Inne odkrycie związane było z ruchami Księżyca. Przyglądając się momentom zaćmień Halley stwierdził, że następują one coraz częściej, i przypisał to przyspieszaniu ruchu naszego satelity. Faktycznie przyczyna tego zjawiska jest inna: to Ziemia zwalnia swój obrót. Jeżeli za miarę czasu przyjmuje się dobę, a ona, skutkiem spowalniania obrotu planety, ulega wydłużeniu, to odstępstwa czasowe między zjawiskami wydają się pozornie coraz krótsze.

Halley zajmował się też obiektami rozciągłymi, czyli – jak dziś wiemy – gromadami gwiazd i mgławicami. W jego czasach znano ich tylko 6, a on sam odkrył dwa. Słusznie uważał, że część z nich może być zbudowana ze świecącego „przejrzystego ośrodka”, czyli de facto z gazu (pojęcie gazu nie było wówczas jeszcze dobrze zdefiniowane). Jeśli chodzi o sam Wszechświat, to, zdaniem Halleya, musi on być nieskończony, gdyż inaczej grawitacja ściągnęłaby wszystkie gwiazdy na siebie. Miłośnik nauki William Stukeley zwrócił kiedyś jego uwagę na fakt, zwany obecnie paradoksem Olbersa. (Paradoks Olbersa mówi, że gdyby Wszechświat był statyczny, nieskończony w czasie i przestrzeni, i równomiernie wypełniony gwiazdami, to całe niebo powinno świecić jasno jak Słońce, gdyż w jakim kierunku byśmy nie spojrzeli, musielibyśmy natknąć się na jakąś gwiazdę. Każdy, kto patrzył na nocne niebo, wie jednak, że wcale tak nie jest – coś więc tu nie gra...) Halley próbował wyjaśnić go – niepoprawnie – istnieniem jakichś ciemnych obszarów wokół gwiazd.

Dziś wiemy, że niektóre z hipotez Halleya były dość naiwne. Ważny jednak był sam fakt, że je stawiał, gdyż dzięki temu rozszerzał obszary podlegające analizie naukowej.

W 1720 roku, po śmierci Flamsteeda, Halleya mianowano Astronomem Królewskim. (O ile wiem, nadal zachował wtedy profesurę w Oksfordzie). Pensja na tym stanowisku wynosiła 100 funtów rocznie, ale po kilku latach królowa Karolina, chcąc wynagrodzić Halleya za jego przeszłe zasługi dla Korony, podwyższyła mu uposażenie o 250 funtów.

Jako Astronom Królewski Halley postawił sobie epicki cel: zgromadzić obserwacje położeń Księżyca z całego pełnego cyklu saros. Saros to okres, po którym Słońce, Ziemia i Księżyc powracają do niemal identycznego położenia w przestrzeni. Z tego powodu wszystkie zjawiska związane z tymi ciałami niebieskimi, takie jak zaćmienia, powtarzają się w cyklu saros. Jest on dość długi, gdyż trwa nieco ponad 18 lat, jednakże Halleyowi udało się swój cel zrealizować. Niestety, wyniki obserwacji Księżyca notował w sposób dość bałaganiarski i przez to nie przedstawiają one wielkiej wartości naukowej. Być może przyczyny tego stanu rzeczy należy doszukiwać się w niezbyt już młodym wieku astronoma.

W 1736 roku, niedługo po śmierci żony, Halley doznał lekkiego paraliżu prawej dłoni. Paraliż ten powoli postępował i uczony musiał zażywać coraz większe dawki lekarstwa. 14 stycznia 1742 roku odmówił jednak przyjęcia mikstury, zamiast niej poprosił o kieliszek wina, wypił go, usiadł na fotelu i bez słowa odszedł z tego świata. W chwili śmierci miał 85 lat.

Halleya powszechnie lubiano, gdyż był człowiekiem wesołym, towarzyskim i życzliwym dla innych (co oczywiście nie dotyczyło wrogów, jego i Newtona). Nie stracił pogody ducha nawet po tym, jak podczas jednej z wypraw morskich zachorował na szkorbut i wypadły mu wszystkie zęby. Od tego czasu odżywiał się tylko miękkimi potrawami, takimi jak ryby. Lubił prowadzić dyskusje z innymi członkami Royal Society na spotkaniach, które organizował co tydzień w jednej z londyńskich kawiarń, a które później przekształciły się w nieformalny Royal Society Dining Club.


Zakończenie w następnej notce.

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie