17 obserwujących
924 notki
312k odsłon
476 odsłon

Co się dzieje z "Solidarnością", pramatką polskiej polityki?

Brama Nr 2 Stoczni Gdańskiej. Miejsce narodzin "Solidarności". Fot. Krzysztof Mączkowski
Brama Nr 2 Stoczni Gdańskiej. Miejsce narodzin "Solidarności". Fot. Krzysztof Mączkowski
Wykop Skomentuj9

Rację ma, bo ECS powstało raptem parę lat temu, ale ukryta deprecjacja dzieła ECS wprowadza niepotrzebne napięcia. Jakby nie wiedział i nie widział jak wspaniale Centrum oddaje istotę i historię „Solidarności” z jednoczesnym oddaniem zasług m.in. Lechowi Wałęsie, Annie Walentynowicz, Bogdanowi Borusiewczowi, Andrzejowi Gwieździe i innym. 


Jakby nie pamiętał, że raptem dwa lata wcześniej, bo 18 kwietnia 2017r., Komisja Krajowa „S” podpisanie porozumienia między Fundacją Promocji Solidarności (zarządcą Sali BHP) a ECSem „w zakresie wspólnych przedsięwzięć wystawienniczych, edukacyjnych i promocyjnych dziedzictwa NSZZ >>Solidarność<<” komentowała radosnymi słowami: „Już dzisiaj: Sala BHP i ECS bliżej siebie”. Co się wydarzyło między kwietniem 2017 a styczniem 2019? Konflikt o dotację dla ECS? Konferencja o prawach dla społeczności LGBT? Czy tego nie da się wyjaśnić – nawet w twardej pyskówce – między zainteresowanymi? 


W latach 80., po Sierpniu’ 80, emocje społeczne były po stronie Związku, bez tego nie byłoby 10-milionowej „Solidarności”. Te same pozytywne społeczne – choć mniejsze – stały po stronie „S” w 1988 i 1989 r., bez tego nie byłoby powrotu Związku i sukcesu Okrągłego Stołu (to także dziedzictwo pokojowej rewolucji „Solidarności”). W końcu te same pozytywne emocje dały zwycięstwo Akcji Wyborczej Solidarność, pod wodzą Mariana Krzaklewskiego.  


Obecnie istnieje ryzyko, że społeczne emocje odwrócą się od „Solidarności”. Związek zaangażowany politycznie po jednej stronie jest wiarygodny tylko dla tej strony. Dzisiaj sympatie wielu członków „S” po stronie PiS są ewidentne. Ale nie jest to jedyna opcja, z którą związkowcy sympatyzują. Dość prowokacyjnie wskażę solidarnościowego Jana Rulewskiego, do niedawna członka klubu parlamentarnego … PO. Jeśli się nie mylę, członkiem „S” jest nadal Bogdan Borusewicz. Członkiem „S” do niedawna był obecny prezydent wielkopolskiego Leszna, wywodzący się z PO. A Marian Krzaklewski nie startował aby do Parlamentu Europejskiego z list PO? Mniej prowokacyjnie przypomnę, że Region Śląsko-Dąbrowski „S” porozumienie podpisał z ruchem Kukiz’15 i dwóch związkowców z „Solidarności” jest (było?) członkami tego klubu parlamentarnego. Zdecydowana mniejszość związkowców wyraża poparcie dla różnych formacji lewicowych. Słowem: nie tylko PiS. 


Na dobrą sprawę, nie o PiS tu wcale chodzi, ale o zasadę równego dystansu do jakiejkolwiek partii, skoro pierwszym postulatem Sierpnia’ 80 była „Akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych, wynikająca z ratyfikowanej przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącej wolności związkowych”. Coraz częściej słychać zarzuty, że „Solidarność” wchodzi w buty PRLowskiej prorządowej Centralnej Rady Związków Zawodowych, że „S” staje się „żółtym związkiem” itp.  


Piotr Duda, przypomnę, w 2010 roku wystartował w wyborach na szefa „S” pod hasłami odpolitycznienia Związku. Warto przypomnieć komentarze związkowców „S” szykujących do zmiany szefa Związku – cytaty za „Gazetą Wyborczą”: 


Stocznie padły, Śniadek stracił zaplecze, może poprą go jeszcze Wrocław i Łódź, ale w październiku zwycięży Duda - mówi delegat na zjazd z Wybrzeża. - Wszystko zależy od kolegów z Warszawy. Duda przeciągnie ich na swoją stronę, bo wszyscy mają już dość dominacji Gdańska i na konto Śniadka idzie zbyt ostre zaangażowanie "S" w przegraną kampanię wyborczą Jarosława Kaczyńskiego. Zwłaszcza po tym, co ostatnio wyprawia PiS, zrażając do siebie niedawnych zwolenników. […] Mirosław Kozłowski, do niedawna szef regionu elbląskiego "S": - Duda jest energiczny, a do tego ma swoje zdanie i posłuch wśród związkowców, to mój kandydat. Wielu kolegów ma już dosyć tego, co się w związku dzieje. Jesteśmy zakładnikiem PiS, a to politycy powinni zabiegać o nas”. 


To był rok 2010. Śniadek, ów „polityczny zakładnik PiS” przegrał z Piotrem Dudą dwudziestoma czterema głosami. Wygrała związkowość nad polityką. Dzisiaj z tamtej atmosfery nie zostało już prawie nic. Piotr Duda zmienił swoje apolityczne nastawienie, a jednocześnie nie zauważył, że zmieniły się polityczne realia: w tamtych czasach to „Solidarność” – jako związek zawodowy, komitet obywatelski, koalicja AWS – nadawała tonację polskiej polityce, dziś jest odbierana jako ta siła, która jest całkowicie zależna od rządu. Nawet jeśli jest to nieprawda, to jednak odczucia „na dole” powinny być poważnym sygnałem dla Komisji Krajowej „S”, że dzieje się coś złego… 


Spór o oświatę, „sprawa Jankowskiego”, niezrozumiałe kłótnie z Europejskim Centrum Solidarności, upolitycznienie Związku i nieporadne działania jego kierownictwa doprowadziły do tego, że ludzie „Solidarności” muszą wysłuchiwać skandalicznego nawoływania ludzi spoza Związku do wychodzenia z „organizacji popierającej pedofilię”, jak zdarzyło mi się gdzieś przeczytać, lub rezygnacji z członkostwa w Związku, który nie szanuje pracowników itp. 


W rękach kierownictwa NSZZ „Solidarność” spoczywa ogromna odpowiedzialność za ochronę dziedzictwa Związku i odpowiedzialność za jego trwałość. Piotr Duda i jego companieros wchodzący na ścieżkę aktywnej polityki przekraczają granicę, która może drogo kosztować – nie ich, bo sobie poradzą, a Związek. 


A tego Historia im nie wybaczy… 




Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka