317 obserwujących
2286 notek
2339k odsłon
  1141   0

Dobrzy agenci i ruscy szpiedzy

3. Czy to prawda, że przed pobytem w Wielkiej Brytanii pojawił się Pan w Rzymie w towarzystwie oficera pionu "N" Departamentu I już w roku 1980, lub na początku 1981?

4. Czy to prawda, że na warszawskie salony polityczne wprowadził Pana na początku lat dziewięćdziesiątych wysoki urzędnik ambasady brytyjskiej w Warszawie, który został ujawniony jako pierwszy łącznik MI6 z polskim wywiadem? Z oczywistych względów nie podaję nazwiska.

5. Kto wydrukował Panu pierwszą książeczkę o Afganistanie? W naszej ocenie z 1987 roku polskie podziemie dysponowało lepszą technologią.

Proszę tych pytań nie traktować jako uwłaczających Panu, ponieważ zadałem je, by w końcu rozwiać szereg Pana dotyczących plotek. Nie można pozwolić, by były ważny polski polityk był przedmiotem niesprawiedliwych podejrzeń. Dlatego je zadałem.
 
Jak już wcześnie napisałem, nie tylko te pytanie są ważne, ale i dziwne zachowanie redaktora Andrzeja Stankiewicza, który dwoił się i troił żeby one na antenie nie padły. Nie bardzo wierzę w to obrzydzenie Stankiewicza widokiem byłego esbeka zwłaszcza po jego niedawnym artykule zamieszczonym na portalu wp.pl, w którym pisał: Były lata 90. i Macierewicz przeżywał właśnie swój pierwszy poważny odjazd - na lustrację. Potem zacinał się jeszcze dwa razy. W 2006 r. - na punkcie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, specsłużb które uznał za wcielenie wszelakiego zła III RP. A w 2010 r. - na Smoleńsku. To zacięcie trwa do dziś i może mieć poważne konsekwencje dla rządów PiS. […] Operacja lustracyjna wywołała głębokie podziały na prawicy i doprowadziła do marginalizacji Macierewicza na długie lata. To dlatego, że na liście kapusiów minister umieścił nie tylko Wałęsę, ale także kilku kolegów z rządu i innych ważnych polityków, w tym marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego, lidera swej ówczesnej partii - Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Prywatnie był taki sam. Zawsze prędzej czy później w gronie znajomych dostrzegał postacie podejrzane lub wręcz agentów. Po latach przyjaźni za agenta uznał choćby reżysera Pawła Piterę, męża europosłanki PO Julii Pitery. Zerwał z nim wszelkie kontakty. 
 
Należałoby zapytać Andrzeja Stankiewicza czy wymienione osoby były zarejestrowane jako tajni współpracownicy bezpieki czy to tylko Macierewicz uznał ich za agentów? Z tego co dziś wiadomo one tymi agentami były. Czy wypada dziennikarzowi dzisiaj dalej przedstawiać Antoniego Macierewicza jako szaleńca i jednocześnie pod pozorem oburzenia obecnością w telewizyjnym studiu byłego oficera wywiadu PRL, zatykać widzom uszy na kłopotliwe pytania padające w kierunku Sikorskiego? Przecież jako doświadczony dziennikarz pamięta on chyba słowa śp. Zbigniewa Wassermanna, koordynatora służb specjalnych, który w 2007 roku mówił: Kwity na Radka Sikorskiego pojawiły się, gdy był jeszcze ministrem obrony narodowej. Donald Tusk zobaczy je dopiero, gdy zostanie zaprzysiężony na premiera do tego czasu musi zaufać prezydentowi.Mimo tych kwitów Sikorski został przez Tuska powołany na stanowisko szefa MSZ. Skąd tylu obrońców Radzia, także i dzisiaj, kiedy widzimy jak ze swoją małżonką szkalują legalne demokratycznie wyłonione polskie władze?
Dlaczego Tusk mimo przekazanej mu wiedzy na temat Sikorskiego powołał go na tak ważne stanowisko? Dlaczego Lech Kaczyński musiał zginąć, a Sikorski do obsługi wizyty prezydenta w Katyniu ściągną w trybie pilnym agenta komunistycznego wywiadu Turowskiego, z którym jak sugeruje Wroński znał się i pojawiał w Watykanie już w 1980, albo na początku 1981 roku?   
 
Pamiętajmy, że agenci są wśród nas i zapewne dość często mamy okazję oglądać ich na ekranach naszych telewizorów. Przyjmijmy też do wiadomości, że oprócz Moskwy istnieją także inne centrale wydające rozkazy swoim agentom umiejscowionym w Polsce. To dlatego Józef Piłsudski przestrzegając przed agenturą użył liczby mnogiej mówiąc: Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.
   
 Tekst ukazał się w „Warszawskiej Gazecie” 

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale