38 obserwujących
1565 notek
694k odsłony
  937   0

Fatalna wpadka „Euromajdan-Warszawa”

Fatalna wpadka „Euromajdan-Warszawa”

 

Przypadkiem odsłoniło się prawdziwe oblicze ukraińskiej organizacji mieszczącej się na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Osoba obsługująca jej facebookową stronę wykazała się albo głupotą, albo nie lada tupetem.

Początkowo nic nie wskazywało na fatalną kombinację wydarzeń. 28 kwietnia fanpejdż organizacji opublikował słowa oburzenia, dotyczące wizerunku reklamy przejazdów autobusowych z Polski na Ukrainę. Mapa Ukrainy, granicząca z mapą Polski nie obejmowała terytoriów zajętych przez separatystów, toteż jej obrys na wschodzie miał zupełnie inny kształt.Jeszcze do tego momentu – złośliwi (czytając wpis „Brak słów. Polski przewoźnik #Aura taką oto reklamę pokazuje na Dworcu Warszawa Zachodnia station. Mapa Ukrainy bez Krymu i Donbasu[…]”) mogli się zastanawiać czy z podobną reakcją członków tej organizacji spotkałaby się mapa Ukrainy odbierająca część terytorium Polsce.

Uwaga ta miała się okazać strzałem w dziesiątkę, bynajmniej nie tylko dlatego, że organizacja jest beneficjentem gościny w naszym kraju (Lokal w najatrakcyjniejszym miejscu w Warszawie, możliwości zbierania pieniędzy od Polaków, etc.).Drugim z trzech etapów dziwnej sytuacji okazał się ten, iż wkrótce portal kresy.pl poinformował o tym, że prezentację występu ukraińskiej uczestniczki konkursu Eurowizji Jamali ozdobiła mapa Ukrainy, razem z wcielonym południowo-wschodnim terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Media które sprawy opisały, rozwodziły się tylko nad wcieleniem do Ukrainy rosyjskiego Kubania. Nie interesowało ich zaliczenie Przemyśla i Chełma oraz sporej części Polski, wraz z Lubelszczyzną pod władze polityczną naszych sąsiadów. I nawet gdyby nie nastąpiła reakcja ze strony Euromajdanu, lecz przemilczenie sprawy, przypuszczenia krytykantów organizacji zostałby błyskawicznie udowodnione.

 

Stało się jednak coś zaskakującego, a mianowicie nastąpił akt trzeci przedstawienia. Otóż, owszem ukraińska strona poinformowała o występie Jamali, ale chyba inaczej, niż by tego, w tym kontekście – można oczekiwać.

Opublikowali kilka prywatnych zdjęć uśmiechniętej piosenkarki (Dla osłody wrzucono później, nieco bardziej neutralnie Michała Szpaka), informując, że wylądowała ona właśnie w Sztokholmie i trzymają za nią kciuki…  Czytać pomiędzy wierszami można łatwo, wypadałoby tylko zadać poważne pytanie:

 

Czy wcześniejsze żale organizacji, która mieści się w Warszawie (kierowanej nota bene przez jedną z dziesięciu najpopularniejszych na świecie twarzy ukraińskiej diaspory Natalię Panczenko) dotyczące mapy na Dworcu Zachodnim w Warszawie to jedynie przypadkowa zbieżność?

Jeśli tak, to naprawdę niefortunna i wyjątkowo pechowa. Jednak nawet wtedy nie tłumaczy to opisywanej reakcji, która pokazuje jakoby wszystko było w porządku. Wiadomo także, że zarówno fundacja „Otwarty dialog”, jak i „ Warszawa”, które dzielą budynek w najdroższej i najbardziej atrakcyjnej części stolicy, mają na Ukrainie i poza nią świetne kontakty.

 

Zresztą lokale wynajęto im na atrakcyjnych warunkach. Urządzają tam różne inicjatywy, organizują koncerty z gwiazdami ukraińskiej estrady. Przez lokal przewijają się telewizje z różnych krajów, najróżniejsze wpływowe osoby, rozmaici politycy, w tym ukraińscy i polscy (z lewa i z prawa).

Mieszczące się w budynku struktury obracają dużymi pieniędzmi i otrzymują dary o bardzo dużej wartości. Użytkownicy lokalu, w którym niegdyś mieściła się kawiarnia „Nowy Świat”, a po niej pożytek mieli z niego homoseksualiści („Nowy Wspaniały Świat”) długo już wzbudzają kontrowersje i nieustannie są podejrzewani o związki z ukraińskimi nacjonalistami.

Liderka Euromajdanu Natalia Panczenko wypowiadała się już w obronie flagi UPA, informując iż jest dla niej i ludzi jej podobnych flagą zwycięstwa i pod nią UPA walczyła o niepodległą Ukrainę z Polakami [Sic! Nieuzbrojonymi, bez względu na płeć i wiek]. Faktycznie raz po raz, ze strony nacjonalistów ukraińskich dochodzą wieści o publicznych żądaniach wcielenia do Ukrainy, co najmniej części współczesnej południowo-wschodniej Polski.

Przedstawiono je oficjalnie, zarówno delegacji polskich profesorów w ukraińskim parlamencie, w Kijowie, w 2003 roku (Jego skład nie był jeszcze wtedy tak wypełniony nacjonalistami jak teraz.), na wiecu we Lwowie, drukowano na łamach prasy ukraińskiej mniejszości w Polsce (za polskie pieniądze), czy ustami rzecznika „Prawego Sektora” Andrija Tarasenki. Także ukraiński MSZ publikował kontrowersyjne mapy Ukrainy.

Faktem jest również, że majątek ukraińskiej diaspory rośnie żywiołowo (W samym Przemyślu to co najmniej kilkanaście budynków!), przy czym najbardziej niepokojący jest wzrost posiadania lub użytkowania nieruchomości.

Jednocześnie rosną naciski na dwie sprawy: możliwość osiedlania się milionów zarażanych na bieżąco antypolskim nacjonalizmem Ukraińców – w Polsce (Patrz link) oraz potępienie operacji „Wisła” jako zbrodni.

To ostanie jest o tyle istotne, że dzięki wspomnianej operacji przestały istnieć lokalne struktury UPA, które dążyły do oderwania od Polski – jej południowo-wschodniej części, aż do 1947 roku. Uważały one, że Lwów, który został oderwany od naszego kraju, po Warszawie – najważniejsze z polskich miast – to zbyt mało.

Niestety temat jakim jest antypolskość ukraińskiego nacjonalizmu, nawet współcześnie podlega politycznym ograniczeniom. Psuje szyki tej polityce jedynie internet oraz rocznice zbrodni UPA na polskiej ludności cywilnej 11 lipca, których upaństwowieniu przeciwdziała obecnie neobnaderowski lobbing, naciskając na członków partii rządzącej.

Sprawa zmian na mapach jest o tyle kuriozalna, że całkiem niedawno, na żądanie ukraińskiej ambasady usunięto w stolicy plakaty Biegu Niepodległości, które przedstawiały historyczną, międzywojenną mapę Polski, pokazaną dla porównania wraz ze współczesnym obrysem granic (linia graniczna oddzielała obie mapy).

Do sprawy zwalczania patriotycznej mapy włączył się aktywnie mer Lwowa Andrij Sadowy, tolerujący skrajnie szowinistyczne inicjatywy, w mieście którym zarządza oraz syn guru komunistycznej dyplomacji Witold Jurasz.

Ci ludzie, w omawianym wypadku mapy Ukrainy z wcielonymi – kolejnymi już po 1945 i 1951 roku – do Ukrainy terytoriami nie działają już tak aktywnie i zaciekle, jak w wypadku historycznej mapy Polski. Dostrzegać rewizjonizm w mapie przedstawiającej przeszłość, a nie widzieć go we współczesnych? Trzeba się naprawdę postarać.

Wszystkie wymienione osoby łączy zatrważający poziom hipokryzji. Jednak najbardziej zastanawiający wydawał się zawsze brak reakcji ze strony polskich władz. W związku z powyższym, można się zastanawiać czy ukraińscy nacjonaliści dostali jakąś koncesję, zarówno na obrażanie się na innych, jak i obrażanie innych.

Aleksander Szycht

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale