33 obserwujących
1419 notek
539k odsłon
121 odsłon

Wrogowie na państwowym garnuszku.

Wykop Skomentuj

 Kolejne polskie rządy zadbały, aby sznur, na którym nas właśnie propagandowo wieszają, został ufundowany z naszych portfeli.




Kolejne polskie rządy zadbały o to, aby sznur, na którym nas właśnie propagandowo wieszają, został ufundowany z naszych polskich portfeli, oczywiście nie pytając nas o zdanie. Ile zapłaciliśmy za tę kosztowna pętlę, którą dzisiaj z sadystyczną uciechą zaciska się na naszej szyi? Ile wydaliśmy na tę okazałą szubienicę, na którą nas wyprowadzają przy akompaniamencie światowych medialnych fanfar?


19 marca z odrazą przyglądałem się relacji z posiedzenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Tę odrazę wywołała u mnie postawa przedstawicieli „kasty nadzwyczajnych ludzi”. Dlatego nie chodzi mi już tylko o to, że TSUE wbrew traktatom zajmuje się sprawą, którą nie powinien się zajmować. Nie chodzi mi już nawet o to, że Polsce zabrania się zapisywać w ustawie rozwiązań, które od lat funkcjonują na przykład w Niemczech.

Ja zobaczyłem tam wydelegowanych polskich sędziów, którzy tak naprawdę zupełnie jawnie wypowiedzieli posłuszeństwo państwu polskiemu i w celu ratowania swoich przywilejów oraz bezkarności gotowi byli składać donosy na własny kraj i poddać się jurysdykcji zagranicznej instytucji całkowicie politycznej i podporządkowanej nie tyle Brukseli, co Berlinowi.

Czy może być jakiś lepszy przykład zdrady i zaprzaństwa? I tak oto dzisiejsze sądownictwo opierające się jakimkolwiek reformom daje dowód, że jest kontynuatorem sprawiedliwości rodem z PRL. Dlatego nie dziwię się, że minister Ziobro na antenie „Radia Maryja” podzielił się następującą gorzką refleksją: To jest pewien paradoks, że Niemcy, po zjednoczeniu NRD z Berlinem Zachodnim, w ciągu kilku lat odesłały z kwitkiem prawie 80 proc. sędziów aparatu komunistycznego, natomiast my odesłaliśmy „aż” jednego. Niestety to pokazuje, że ta naiwna wiara tych, którzy twierdzili, że środowisko samo się oczyści, jest ilustrowana tym jednym sędzią.

Natychmiast po wyborach z 2015 r. zakończonych podwójnym zwycięstwem PiS „kasta nadzwyczajnych ludzi”, za jakich uważają się sędziowie, wszczęła histeryczną batalię wymierzoną przeciwko reformie sądownictwa, a mówiąc wprost, przeciwko jakimkolwiek zmianom. Jest to kolejne zdeprawowane środowisko domagające się w myśl hasła Agnieszki Holland, „żeby było tak jak było”.


Krytykując środowisko sędziowskie, niemal wszyscy publicyści używają swoistej preambuły, w której za konieczne uważają poprzedzenie tej krytyki wstępem mówiącym o tym, jak to wielu mamy wspaniałych i rzeczywiście niezawisłych sędziów, a opinię psuje im jakaś niewielka garstka upolitycznionych krzykaczy. Skoro tak, to ja się zapytam, dlaczego głosu tych sprawiedliwych w III RP nigdy nie słyszałem? Nie będę tu rozpisywał się o tym, jak to „ci sprawiedliwi sędziowie” III RP pozwolili umrzeć spokojnie we własnych łóżkach takim zdrajcom i zbrodniarzom jak Jaruzelski i Kiszczak. Dla mnie symbolem zdrady tej szulerni w togach z orłami na piersi były inna sprawa.

5 maja 2011 r. zmarła śp. pani Janina Stawisińska, mama 21-letniego Janka Stawisińskiego, zabitego podczas pacyfikacji kopalni „Wujek”. Przez 15 lat w różnych relacjach z procesu sprawców i zleceniodawców tej zbrodni przewijała się postać dzielnej pani Janiny, która nie opuściła ani jednej rozprawy. Przez te 15 lat spędzonych na sądowych korytarzach, salach rozpraw i w pociągach relacji Koszalin – Katowice obserwowałem na ekranie, jak z eleganckiej postawnej i dumnej kobiety w sile wieku z roku na rok stawała się coraz bardziej zgarbioną, pomarszczoną, zgorzkniałą i coraz biedniej odzianą staruszką.

Pani Janina do końca i niestety naiwnie wierzyła w sprawiedliwość wymierzoną przez przedstawicieli tej „kasty ludzi nadzwyczajnych”. W III RP szybciej niż sprawiedliwość przyszła starość i w końcu śmierć. Dlatego krew się we mnie burzyła, kiedy sprzeciwiająca się reformie sędziowska kasta ustami swojego ówczesnego rzecznika, sędziego Waldemara Żurka gardłowała: Najgorsze, że w perspektywie dla obywatela może to oznaczać absolutnie podległy polityce sąd.

Przecież przez te wszystkie lata tłumaczono nam bezkarność zdrajców i oprawców polskiego narodu tym, że niestety po ‘89 roku nie było woli politycznej, by ich osądzić i skazać. Więc jak to: jest niezawisła, niezależna i apolityczna sędziowska kasto? Jak to się stało, że poddaliście się woli politycznej okrągłostołowej sitwy? Czy to nie zakrawa na jakiś kiepski żart, kiedy Żurek straszył, że po reformie będziemy mieli „absolutnie podległy polityce sąd”, podczas gdy przez niemal trzydzieści lat sądy poddawały się woli politycznej zbrodniarzy i kolaborantów, którzy w Magdalence podzielili się Polską?

Otóż prawda jest taka, że umów z Magdalenki nie dałoby się dotrzymać, gdyby sądy były w Polsce niezależne, niezawisłe i apolityczne. To sądy przypieczętowały ostatecznie bezkarność przedstawicieli tej czerwonej zarazy, poddając się całkowicie obowiązującej niemal przez trzy dekady woli politycznej, której symbolami byli trzej pierwsi prezydenci: TW „Wolski”, TW, „Bolek” i TW „Alek”.


Tak więc, nadzwyczajna kasto, te wszystkie wasze bajeczki, rejtanowskie gesty i głodne kawałki o trójpodziale władzy, niezawisłości, niezależności, apolityczności i demokracji mają za cel mieszanie Polakom w głowach. Polska potrzebuje wielkiego narodowego sądu nad okrytymi hańbą sądami III RP.

Niestety sądy i problemy z ich reformowaniem to smutny spadek po PRL-u, który niestety przejęliśmy, i teraz mamy z tym poważne problemy. Ale nie wszystko da się zwalić na trudną przeszłość. Są nad Wisłą i takie antypolskie instytucje, które sami utrzymujemy z pieniędzy podatnika, wiedząc doskonale, że szkodzą one Polsce i uprawiają antypolską kłamliwą oraz oszczerczą propagandę.

Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN

U schyłku ubiegłego roku z mediów dowiedziałem się, że jeszcze w grudniu finansowana przez George’a Sorosa Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zorganizują szkolenie dla sędziowskiej „kasty nadzwyczajnych ludzi” na temat formułowania pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z siedzibą w Luksemburgu.

Przekładając to z polskiego na nasze, chodziło o edukowanie sędziów, jak mają dosypywać paliwa do brukselskiej lokomotywy, aby ta mogła dalej rozjeżdżać polskie reformy, które są niezbędne dla zwiększenia suwerenności naszego państwa.

Jednak to nie informacja o szkoleniu najbardziej mną wstrząsnęła. Okazało się, że warsztaty ze szkodzenia Polsce odbędą się w Muzeum Żydów Polskich POLIN. Oto treść zaproszenia:

Szanowni Państwo,w imieniu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uprzejmie zapraszam Państwa do udziału w praktycznych warsztatach na temat formułowania pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Warsztaty odbędą się w ramach II Kongresu Praw Obywatelskich organizowanego przez Rzecznika Praw Obywatelskich (14 grudnia 2018 r., 11.40-13.10, Muzeum Historii Żydów Polskich) i zostaną przeprowadzone przez prof. Agnieszkę Frąckowiak-Adamską (Uniwersytet Wrocławski), dr. Marcina Szweda (Helsińska Fundacja Praw Człowieka) oraz adw. Katarzynę Wiśniewską (Helsińska Fundacja Praw Człowieka). Z poważaniem, dr Marcin Szwed.

Zbulwersowany tą informacją wszedłem na stronę internetową muzeum POLIN, aby sprawdzić, jakie są zadania tej placówki, wzniesionej miedzy innymi za grube miliony wyciągnięte z kieszeni polskiego podatnika. Dodam, że placówki dofinansowywanej co roku kolejnymi milionami budżetowych dotacji. Chciałem sprawdzić, czy w tych zadaniach mieści się próba sparaliżowania polskiego sądownictwa, czyli mówiąc dosadniej anarchizowanie naszego państwa. Przeczytałem, że misją muzeum POLIN jest: Przywracać i chronić pamięć historii Żydów polskich, przyczyniając się do wzajemnego zrozumienia i szacunku wśród Polaków i Żydów, społeczeństw Europy i świata. A jaka jest wizja muzeum? Czytałem dalej: Tworzyć nowoczesne muzeum, centrum edukacji i kultury, platformę dialogu społecznego – instytucję oferującą głębokie doświadczenie i promującą nowe standardy obcowania z historią.

Jak widzimy, na oficjalnej stronie muzeum POLIN nie ma ani słowa o tym, że zajmować się ono będzie szkodzeniem polskiemu państwu i udzielaniem pomocy wszystkim tym, którzy dążą do obalenia legalnego polskiego rządu wybranego z woli narodu w demokratycznych wyborach.


Tylko wyjątkowi naiwniacy mogli uwierzyć, że Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN będzie normalną i uczciwą placówką historyczną. Przypomnę opisywane już przeze mnie w „Warszawskiej Gazecie” wydarzenia w muzeum, które były tylko pretekstami do ataku na Polskę i Polaków. Oto w dniach 25-27 października ubiegłego roku odbyła się tam konferencja zatytułowana: Jak rozmawiać o Sprawiedliwych? Reprezentacje w kulturze, znaczenie w edukacji.

Stała się ona pretekstem do kolejnego haniebnego ataku na Polaków i Kościół. Oto mała próbka w wykonaniu uczestnika konferencji Włodzimierza Paszyńskiego, byłego wiceprezydenta Warszawy:

Nie wolno zapominać, że ożywione po latach upiory antysemityzmu, węsząc różnorakie łupy, z radosną łatwością potrafią się wkomponować w krajobraz także i dziś. Tak zwany suweren ośmielony wstrzemięźliwą postawą Kościoła z niekłamaną radością brał i bierze udział w przygotowanych dlań igrzyskach.

Opisywałem już na łamach „Warszawskiej Gazety” zorganizowany w muzeum POLIN wykład prof. Uniwersytetu Warszawskiego Michała Bilewicza zatytułowany: Epidemie mowy nienawiści, Jak blisko Marca ‘68 jesteśmy? czy debatę Obcy w domu. Wokół Marca ‘68 z udziałem Adama Michnika i Jana Lityńskiego. Zarówno wykład, jak i debata były tylko pretekstami do bezpardonowego ataku na „polskich antysemitów” nacjonalistów i PiS-owski rząd. Przy każdej okazji, kiedy Polaków atakuje się za nacjonalizm, warto przypominać kłamcom i oszczercom te słowa Henryka Sienkiewicza: Tylko nikczemne i złośliwe indywidua lub absolutni głupcy mogą porównywać nacjonalizm polski z charakterystycznym nacjonalizmem niemieckim lub czarnosecinnym rosyjskim. Nacjonalizm polski nie tuczył się nigdy cudzą krwią i łzami, nie smagał dzieci w szkołach, nie stawiał pomników katom. Zrodził się z bólu, największej tragedii dziejowej. Przelewał krew na rodzimych i na wszystkich innych polach bitew, gdzie tylko chodziło o wolność.

Jednak wydarzenia organizowane w muzeum POLIN, które w skrócie przypomniałem, przynajmniej próbowały udawać jakieś związki z historią i można było je na siłę podciągnąć pod statutową działalność muzeum. Jednak warsztaty dla sędziów z grudnia ubiegłego roku to już była jawna bezczelna prowokacja i antypolska demonstracja oraz kolejny dowód na to, że za nasze pieniądze powstał i utrzymywany jest ośrodek obcej i wrogiej Polsce propagandy, który zachowuje się jak zagraniczna eksterytorialna placówka wyłączona spod jurysdykcji polskiego państwa.

A co na to wiceminister kultury Jarosław Sellin? On mówi: Dotacja podmiotowa na Muzeum POLIN ze strony ministerstwa w wysokości 8,9 mln zł rocznie, stabilna, umożliwiająca funkcjonowanie tego muzeum, również liczne dotacje celowe na różne zadania, które muzeum planuje w każdym konkretnym roku, także to jest współpraca dobra, merytoryczna po prostu. Bez komentarza.

Żydowski Instytut Historyczny

Już od ośmiu lat na czele tej placówki stoi prof. Paweł Śpiewak, niegdyś poseł, który dostał się do sejmu z list Platformy Obywatelskiej. Przypomnę, że Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma decyzją ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego (PO) przeszedł na państwowy garnuszek 1 stycznia 2009 r. Wtedy na stronie internetowej instytutu pojawiła się taka informacja:

Żydowski Instytut Historyczny od lat borykał się z trudną sytuacją finansową. Zmiana formuły ma zażegnać groźbę dalszego odpływu z Instytutu wysoko wykwalifikowanej kadry naukowców i specjalistów opracowujących zbiory. Mając zapewnione stałe finansowanie z budżetu Ministerstwa Kultury, Żydowski Instytut Historyczny będzie mógł lepiej pełnić swoją rolę. Jednym słowem borykająca się z wielkimi finansowymi problemami placówka została podpięta pod budżetową kroplówkę, na którą zrzucają się wszyscy Polacy.

A jak odwdzięcza się ŻIH Polsce i Polakom? Oto kilka ostatnich wypowiedzi szefa instytutu. W postkomunistycznej „Polityce” prof. Śpiewak rozpowszechniał zwykłe bezczelne kłamstwo jakoby argentyńska gwiazda piłki nożnej i zawodnik FC Barcelona Leo Messi mówił, że: Polska to faszystowski kraj. Oczywiście po udowodnieniu mu, że powiela zwykłe kłamstwa, szef ŻIH nie raczył przeprosić.

Z kolei w należącym do „Agory” lewackim radiu TOK FM, Śpiewak mówił: Nie mogę znieść retoryki ratowania Żydów przez Polaków. To znaczy, że to ratowanie przez kilka tysięcy szlachetnych osób miałoby udowadniać, że reszta Polaków była tak samo szlachetna. Ja tego nie mogę znieść. Ten rodzaj polityki jest zabójczy dla wszystkich. Po tym pozostaje tylko brzydki zapach.

W tym samym wywiadzie Śpiewak następującymi słowami skrytykował polskie publiczne radio: Jeżeli zadano mi pytanie, które znam od dziesiątków lat, że Żydzi zorganizowali za pomocą Urzędu Bezpieczeństwa pogrom na Polakach po wojnie, to co ja mam z takimi ludźmi zrobić? Jak ich uciszyć?

Jak widzimy, Śpiewak nie tylko nie znosi „retoryki ratowania Żydów przez Polaków”, ale równie alergicznie reaguje na przypominanie zbrodni popełnianych na Polakach przez oprawców pochodzenia żydowskiego, którymi ŻIH raczej na pewno się nie zajmie. A co jeżeli sprawą zbrodniarzy z żydokomuny zajął się Instytut Pamięci Narodowej? Wystarczy przytoczyć słowa publicysty „Wyborczej” Dawida Warszawskiego vel Konstantego Geberta: Czy nie należałoby rzucić kadr IPN na tak ciekawe odcinki jak badanie procentu Żydów wśród twórców kultury? Albo działaczy opozycji? Albo – bo ja wiem – szewców na Dolnym Śląsku?

Warto przypomnieć, że ojciec Dawida Warszawskiego, Bolesław Gebert był agentem wywiadu sowieckiego INO i współzałożycielem Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych, który miał wybitne zasługi w szkodzeniu Polsce, szczególnie w czasie wojny polsko-bolszewickiej.

Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii PAN


To również instytucja utrzymywana przez państwo, czyli za pieniądze polskiego podatnika. Kierownikiem tego centrum jest prof. Barbara Engelking, była żona Michała Boniego, tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Znak”, znanego z donoszenia na Polskę do Brukseli.

Oto, co prof. Engelking powiedziała kiedyś w „Kropce nad i” na antenie stacji TVN24: Dla Polaków śmierć to była po prostu kwestia biologiczna, śmierć jak śmierć. Dla Żydów to była tragedia, metafizyka, spotkanie z najwyższym…


Czy można jeszcze bardziej dosadnie dać do zrozumienia, że Polacy to goje, czyli rasa niższa, zaś Żydzi to nadludzie i naród wybrany? Ich śmierci nie wolno porównywać ze śmiercią jakichś gojów-polaczków. To „badacze” z Centrum Badań nad Zagłada Żydów wzięli udział w niedawnej paryskiej konferencji: Nowa polska szkoła badań nad historią Zagłady Żydów. Nie było tam jednak mowy o żadnej „nowej polskiej szkole badań”, ale raczej mieliśmy do czynienia ze starą żydowską szkołą kłamliwego i oszczerczego szkalowania Polski i Polaków, i to na forum międzynarodowym. Przypisywanie nam współudziału w Holokauście to nie tylko wierutne kłamstwo, ale i wielka podłość.

Warto w tym miejscu przytoczyć słowa prof. Krzysztofa Jasiewicza z PAN, za które został zlinczowany przez środowiska żydowskie. W wywiadzie dla „Fokus Historia” pan profesor stwierdził: Żydów gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, że są narodem wybranym. Czują się oni upoważnieni do interpretowania wszystkiego, także doktryny katolickiej. Cokolwiek byśmy zrobili, i tak będzie poddane ich krytyce – za mało, że źle, że zbyt mało ofiarnie. W moim najgłębszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Żydami, bo on do niczego nie prowadzi… Ludzi, którzy używają słów ‘antysemita’, ‘antysemicki’, należy traktować jak ludzi niegodnych debaty, którzy usiłują niszczyć innych, gdy brakuje argumentów merytorycznych. To oni tworzą mowę nienawiści.

Po tym wywiadzie Centrum Wiesenthala natychmiast wystosowało list do Prezesa PAN Michała Kleibera. Domagało się „zawieszenia” historyka i „skazania go na intelektualne wygnanie”.

Na tle przytoczonych przykładów widzimy, jaka obłuda i hipokryzja płynie z biadolenia przedstawicieli władzy o szkodzących Polsce i działających na terenie naszego kraju fundacjach finansowanych z zagranicy, takich jak na przykład założona przez George’a Sorosa Fundacja Batorego. Lenin mówił: Kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy. Tymczasem kolejne polskie rządy zadbały o to, aby sznur, na którym nas właśnie propagandowo wieszają, został ufundowany z naszych polskich portfeli, oczywiście nie pytając nas o zdanie.

Ile zapłaciliśmy za tę kosztowna pętlę, którą dzisiaj z sadystyczną uciechą zaciska się na naszej szyi? Ile wydaliśmy na tę okazałą szubienicę, na którą nas wyprowadzają przy akompaniamencie światowych medialnych fanfar? Jakie podziękowanie spotkało nas za te piękne, hojne i jak się okazuje politycznie głupie infantylne gesty?

Mirosław Kokoszkiewicz
https://polskaniepodlegla.pl

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale