1 obserwujący
44 notki
6678 odsłon
90 odsłon

Rajskie drzewo

Wykop Skomentuj5

Rajskie drzewo
Rajskie drzewo było jakby zarezerwowane dla Boga, święte, oddzielone. Czyniło podobnym Bogu i nie wolno było go naruszać. Dla człowieka było trucizną i zatratą rozumu wynikowo. Dało  człowiekowi pychę, czyli poczucie bycia bogiem. Świat nie może mieć wielu bogów, to sprzeczne z naturą i faktami. Poczuć się bogiem to najgorsze z kłamstw, najbardziej destrukcyjne. Było to drzewo obrazy Boga, służyło do tego, żeby człowiek mógł obrazić Boga, więc dawało wolność człowiekowi aż do samozatracenia.
Pytanie – jak rozumieć wiedzę Boga, poznawania dobra i zła. Odpowiedź Ratzingera, że to chodzi o rozpoznawanie, czyli określanie, co jest dobre, co zła – ona jest właściwa, ale niepełna. Czemu Bóg znał zło? To sprzeczność sama w sobie, bo zło to brak Boga. To jest definicja nowa (ma ledwie paręnaście wieków), dobra, ale fragmentaryczna, wzięta od neoplatoników, niepełna. Ludzie epoki mitologicznej, którzy spisywali tę historię zgodnie ze swoimi możliwościami rozumienia zapewne nie znali takich pojęć. Archaiczne rozumienie dobra i zła łączy się z przyjemności i przykrością, zyskiem i stratą dla człowieka. Poznać, czyli połączyć się z dobrem nie wiedząc o tym, że to dobro, a traktować to jako po prostu coś naturalnego i jedynego dostępnego – to stan pierwotny. Drzewo obrazy jednak także nosi w jakiś sposób piętno podobieństwa do Boga w jakimś niepojętym fragmencie Jego natury, czy raczej jakiś Jego przymiot, którym jest to coś, co dla człowieka jest cierpieniem. Bóg przelał ten element swojej kondycji w to drzewo, żeby świat był jak najbardziej Jego odbiciem. Ale zastrzegł cierpienie tylko dla siebie, nie chciał go udzielać człowiekowi, jako części człowieka, jak to się stało naszym udziałem po grzechu.
    Jednym z wyjaśnień może być fakt, że Bóg stwarzając świat poddaje siebie ograniczeniu, zwłaszcza stwarzając autonomicznie działającego człowieka (tzw. wolna wola), który jest zarazem panem stworzenia i kondycja ludzka wpływa na cały świat. Ta autonomia to jak wyrwanie sobie samemu fragmentu siebie przez Boga. Niepojęta strata, ograniczenie dla kogoś bezgranicznie potężnego. Bóg czyni siebie małym wobec człowieka, zdaje się na niego. Widać to w wizji nowonarodzonego bezradnego Jezusa zupełnie zależnego od mamy i reszty świata. Stworzenie jest czymś niepojętym: wszechmocny przestaje być z własnej woli wszechmocny. Wszechmoc jest tak absolutna, że potrafi nawet ograniczyć samą siebie. Jest to jakby najpierwotniejsza ofiara z Boga, celem powstania świata. Ale jest to też absolutyzacja wolności i wszechmocy, która potrafi ograniczyć siebie samą. To jest paradoksalnie zatracenie wszechmocy i jej szczyt zarazem.
    W ten sposób Bogu udzieliło się ,,zło’’ czyli w pojęciach ludzkich: dobrowolna strata, cierpienie, asceza. Tak powstaje coś – bez – Boga. Dla człowieka coś – bez – Boga to właśnie zło, także w znanej nam definicji. Dla Boga nie ma zła, bo  jest to też ,,dobro’’ czyli w pojęciach ludzkich: ekspresja siebie, eskalacja swoich przymiotów, rozkwit, zysk, spełnienie w wymiarze wręcz ekstatycznym, tryumf absolutny. W Bogu te dwa aspekty aktu stworzenia znajdują zjednoczenie nierozdzielne. Stworzenie łączy dla Boga oba te doświadczenia (używając pojęć ludzkich) w jedno.
    Obok paroksyzmu wszechmocy w poszczególnych aktach stwórczych, Bóg poprzez to jedno drzewo sygnalizuje także drugi wymiar aktu stworzenia, własną stratę jakby części siebie. W ten dopiero sposób kształt świata jest zupełny. To drzewo nie było więc zasadzką na człowieka, jak nią uczynił Władca demonów. Było informacją dla człowieka, którą właśnie odczytujemy. Było mistyczną tajemnicą ukrytą obok rajskiego dobrobytu i bogactwa. Tajemnicy tej jednak nie należało jeść, czyli niszczyć. Należało ją medytować. Bóg czyniąc zakaz kieruje uwagę człowieka na to drzewo i tę tajemnicę. Ukazuje je jako szczególne, czyni je świętym, choć i morderczym zarazem. Widzimy tę zasadę u dzieci, rozmowa z nimi o czymś kieruje ich uwagę na to w sposób bezwarunkowy, podobnie było z pierwszymi ludźmi, musieli skupić się na tym drzewie.
Te dwa aspekty sacrum towarzyszą człowiekowi w całej historii: święte tabu u ludzi pierwotnych skojarzone było z najcięższymi sankcjami dla członka plemienia, który by je przekroczył: musiał uciec poza wioskę, czyniło banitą i skazywało na śmierć w nieprzyjaznym świecie lub od razu był zabijany. Kara wygnania kojarzyła się z powolną śmiercią, co sygnalizuje także Kain w chwili poznania Bożego wyroku. To było w pierwotnych kulturach intuicyjne odtworzenie historii rajskiej, gdzie świętość i tabu idą w parze. Święte nosi wymiar zarazem apoteozy dla człowieka, ale i najwyższej grozy. To drzewo było więc w istocie pierwszą świątynią, gdzie człowiek mógłby przyjść i także sam się ograniczyć, pozbawić przyjemności spełnienia swojej woli, czy chcenia, bo musiał znieść istnienie pięknego i kuszącego owocu bez jego konsumpcji. Ta pokusa jednak miała mu otworzyć oczy na to, że Bóg także musiał poddać się ascezie, aby osiągnąć doskonałość. To drzewo przypominało człowiekowi, jak to czynią dziś świątynie, że nie jest absolutnym panem wszystkiego, że ma ponad sobą władzę Boga. Było więc tym także, czym były w starożytności stelle z wyrytymi na nich prawami władców, było znakiem zwierzchności Boga nad człowiekiem w świecie, którego człowiek był panem.
Jakieś niepełne ślady drzewa – świątyni są w archetypicznej i symbolicznej historii Siddharthy Gautamy, który poszukuje oświecenia siedząc pod drzewem Boddhi. Historia rajska jako archetypicznie zapisana w nas, w naszym duchowym DNA, które poszukuje ekspresji i ucieleśnienia, czyni to opowiadanie tak przejmującym. Jest to jednak tylko słaby odblask pierwotnej opowieści o Pierwszych Rodzicach i o wyzwaniu, któremu nie sprostali. To oni powinni uzyskać oświecenie pod drzewem poznania. Uczniowie demonów, gnostycy, odwracają sens zdarzenia i twierdzą, że grzech był koniecznym dla człowieka oświeceniem, czyniącym go lepszym. Fakty temu przeczą, grzech był trucizną, fałszywym oświeceniem, które pozbawiło człowieka możności uzyskania faktycznej iluminacji w postaci wglądu w kondycję Boga. Taki wgląd czyni człowieka pełniejszym, bo umożliwia zrozumienie wyrzeczenia, jakie narzucił sobie Bóg, aby nas stworzyć. Taka wiedza czyni człowieka aniołem, który zwraca się do Boga z doskonałą wdzięcznością, uskrzydla, czyni świadomie religijnym i pobożnym, popycha do oddania Bogu chwały w jego dobroci czynionej nam własnym kosztem. To jest także sens miłości Boga, zrozumieć Jego cierpienie i współczuć.
My dzisiaj możemy się jednak czerpiąc z ponowionej ofiary Wcielonego Boga z siebie na krzyżu odwrócić się od błędu Rodziców i wybrać powrót do niewinności, do stanu, kiedy nie chcemy już imitować Boga w ustalaniu praw dla świata. Możemy zwrócić z naszych duchowych żołądków truciznę owocu (jak w symbolu nawrócenia: psu, który zwraca, to co pożarł złego). Zapomnieć o złu i powrócić się do nieświadomego, intuicyjnie postrzeganego dobra pozbawionego kalkulacji i cynicznego wyrachowania właściwego naszej kondycji po grzechu. Wrócić do świętości.
Można także stwierdzić, że drzewo niosło dwa sposoby poznania dobra i zła: właściwy i niewłaściwy. Człowiek poznałby także przez medytację tego symbolu zło, ale w sposób nieszkodliwy, bo sam by je sobie zadał w ascetycznym wyrzeczeniu kuszącego owocu. Grzech jest sposobem na takie poznanie w sposób szkodliwy, bo jednocześnie człowiek stracił duchowe życie i wzrok duchowy, zatracił obecność i widzenie Boga. Poznał samo zło, nie zachował w sobie dobra, którego doświadczał wcześniej. Mógł je już tylko pamiętać i definiować (poznawać rozumem), ale realnie stracił do niego dostęp, co widzimy w symbolicznym fakcie wygnania z Raju.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo