1 obserwujący
47 notek
9127 odsłon
163 odsłony

Charyzmatyczne błądzenia

Wykop Skomentuj3

do działu RELIGIA


Charyzmatyczne błądzenia 

Przynależność do charyzmatyków nie czyni świętym

Historia Saula z poprzedniego tekstu:

https://www.salon24.pl/u/konradtomasz/979727,z-charyzmatykow-wszyscy-sie-smieja

poucza nas o jeszcze jednym: bycie pod władzą Ducha Bożego nie świadczy w żaden sposób o kondycji moralnej ani duchowej charyzmatyka. Saul był przecież odrzuconym przez Boga królem na skutek swojej lekkomyślności i nieposłuszeństwa. Z czasem stał się zbrodniarzem usiłującym przez lata zamordować Dawida, łącznie z rzucaniem w niego włócznią, gdy jeszcze był jego dworzaninem bodaj 4 razy. Saul był też opanowany przez złego ducha, co poświadcza Biblia, w tym okresie. A jednak udziela mu się Duch Boży w tym drugim epizodzie.
Ten przykład  to znakomite leczenie z iluminizmu charyzmatycznego, który dotyka niestety wielu duchaczy. Sprowadza się on do tezy: mam Ducha Bożego więc wszystko, co robię jest w Duchu, jestem nieomylny i absolutnie dobry bez względu, co zrobię, myślę i mówię! Jest to podstawowy błąd pokutujący od zawsze wśród ludzi duchowych. On był podstawą gnozy, wielu herezji w KRK np. u mistyków reńskich, z czasem taka postawa zaowocowała protestantyzmem. Luter był tu kontynuatorem myśli Taulera a ten iluministycznych błędów mistyków niemieckich, jak Eckhart. Jest to postawa niczym nieuzasadniona i patologia w ramach pneumatyzmu, czyli obcowania z działaniem i natchnieniami Ducha.
Przykład Saula jaskrawo mówi nam, że natura spotkania z Bogiem w zjawiskach charyzmatycznych nie jest tożsama z mistyką. Charyzmaty to dary wiary i to dary dla wspólnoty wierzących, służą apostolatowi, wzrostowi wiary, mają silny wymiar społeczny budujący Kościół. Mistyka zaś taka prawdziwa odbywa się w przestrzeni miłości duchowej (agape) i jest związana z procesem oczyszczenia duchowego, czyli dogłębnego nawrócenia. Zjawiska charyzmatyczne takiego znamienia nie posiadają. Są więc one narażone na błąd iluminizmu i wymagają wielkiej pomocy duszpasterskiej oraz dodatkowo zaangażowania w duchowość osobistą powiązaną z nawróceniem i adoracją Boga. I tak to wygląda u znanych charyzmatyków katolickich, że na przykład O. Tardiff modlił się o uzdrowienia nad tłumami wiernych przez godzinę. Ale potem dziękczynił Bogu i adorował Go przez trzy godziny, czyli włączał właśnie element duchowości osobistej i osobistego odniesienia do Boga oraz zatracenia w tym własnego ego. Śmiał się z siebie, że jest osiołkiem na którym Jezus wjeżdża do Jerozolimy i choć idzie po rzucanych płaszczach i wznoszą się nad nim liście palm i słyszy ,,hosanna'' to to wszystko nie jest dla niego, tylko dla Boga. Humorem odpierał pokusy.
Charyzmaty to jedna z posług Kościoła wobec wiernych. Osobista świętość natomiast jest czymś, co także taki posługujący musi wypracować samodzielnie i otrzymywać od Boga wraz z rozwojem duchowym i nawróceniem. Niezwykle stanowczo ostrzega sam Zbawiciel w Ewangelii charyzmatyków takimi słowami:
,,Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?  Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!’’ Mt 7, 21-23
Podsumowując, posługa charyzmatyczną i świętość osobista to są dwie różne rzeczy. Choć trudno to zrozumieć można być charyzmatykiem (podobnie jak choćby kapłanem) upadłym. Groźba upadku wisi  nad każdym wiernym, ale charyzmatyk porusza się w przestrzeni duchowej, gdzie zagrożeń nie brakuje, a są o wiele mniej uchwytne niż te materialne. Są za to niezwykle potężne.


Błogosławieństwo z Toronto i Trzecia fala pentekostalizmu

    Problemu nie trzeba przedstawiać, nabożeństwa typu Toronto blessing szokują wszystkich. Jakiś protestancki teolog jutuber zasugerował, że to jest hinduistyczna moc bogini Kundalini, która wyprawia z ludźmi takie rzeczy, jak zapomnienie się zupełne i niepohamowany śmiech, szczekanie jak psy, dziwaczne wybuchy ekscytacji, tarzanie się po podłodze. Za tym jutuberem przejęli to przekonanie katolicy (bezrefleksyjnie raczej), często powtarza to zacny i uczony ks. prof. A Posacki. Niekoniecznie mają rację. Nurt takiej dzikiej pobożności istniał wśród chrześcijan chyba zawsze, tylko się nie eksponował jak dziś. Właśnie przeglądając sieć znalazłem tekst WYRODZENIE SIĘ MISTYCYZMU POZA KOŚCIOŁEM ks. Alberta Stoeckla, gdzie ten surowy autor tak opisuje kult istniejących od XVII w. kwakrów:
Ekstaza następnie objawia się i zewnętrznie; ekstatyczny poczyna kazać i Boga wielbić. Niekiedy i ciało ekstatycznego, podzielając wewnętrzne poruszenia duszy, chorobliwym ulega drżeniom; ale i to jest działaniem Ducha, i dlatego działaniu temu swobodę zostawić należy. A ponieważ przez ekstatycznego, gdy on każe i Boga wielbi, przemawia Duch Boży, przeto wszyscy inni w zgromadzeniu nie udarowani tą łaską, powinni z nim się łączyć w chwaleniu Boga i jego nauk i upomnień słuchać. To jest właśnie prawdziwy kult Boży, prawdziwe nabożeństwo; o innym żadnym nabożeństwie nie ma co myśleć. Tym lepiej jeszcze, jeżeli nie jeden ale wszyscy zebrani, porwani od Ducha wpadają w ekstazę.

    Nie jest to jeszcze tarzanie się po ziemi, ale można przypuszczać, że jakiś skromny strumień zapamiętałego ekstatyzmu w kościołach protestanckich istniał na niewielką skalę i zlał się w końcu z charyzmatykami pierwszej i drugiej fali i dał tę szaloną obyczajowość. Rzadko to widywałem naocznie i  nie budziło to nigdy mojego zaufania. Nie przekonuje taka obyczajowość nie tylko tradycjonalistów katolickich ani reformowanych, ale także i charyzmatyków w znakomitej większości pochodzących ze starszych bardziej nobliwych tradycji. Do takich zaliczam też siebie, choć jestem już nieaktywny w Odnowie od lat, to czuję się jej częścią, a na pewno częścią jej ideałów przypomnienia ludziom o żyjącym i bliskim każdemu człowiekowi Chrystusie. Historia publicznego ekstatyzmu wymaga moim skromnym zdaniem głębszego zbadania przez samych protestantów. Mnie to generalnie kojarzy się bardziej z neurotycznymi objawami deficytów emocjonalnych i zaraźliwą egzaltacją zwłaszcza wśród płci pięknej niż z jakąkolwiek siłą duchową. Już w antyku było pełno różnych misteriów, gdzie pod wpływem ich atmosfery ludzie na co dzień stateczni robili najdziksze rzeczy, jak bachiczne menady. Dlatego taki ekstatyzm wśród hinduistów jest raczej jedną z ilustracji zjawiska o wymiarze powszechnym. Tak czy inaczej, sprawa jest jeszcze bardzo otwarta. Problem w tym, że Zielonoświątkowcy w ogóle nie tolerują systematycznej teologii i studiów teoretycznych, więc nie ma komu tego zrobić. Najlepiej załatwił sprawę kiedyś jeden proboszcz, który na spotkaniu Odnowy, gdzie pewne panie miały skłonność tego typu orzekł, że on swoją władzą związuje zgromadzenie i zakazuje takich zachowań, no i był spokój.


CDN


Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo