22 obserwujących
1055 notek
432k odsłony
  112   0

Tajemne obcowanie - część XIX

Zygmunt Jan  Prusiński
Zygmunt Jan Prusiński

Wśród ptaków gatunek samotnika, indywidualisty i takowej emanacji wnętrza. Radykalnie usposobionego z ogromnym „hallo” najbliższego z możliwych horyzontu. Jeśli chwilowo w przelotnym, blisko gatunkowo stadzie, to z nutką wrażliwości - cenzusem dla otoczenia: „O z tego coś będzie, a z tamtego ...no ...może, może, ale...”. Po czasie okazuje się, że nie chybia (?!) i... prawie, prawie - upolował! Europejczyk - jak zwykł często mawiać znany satyryk, Jan Pietrzak - Zygmunt Jan Prusiński miłośnik kobiet i... pomnikowych poetów, nie tylko rodaków, zapisanymi przemyśleniami na karteczkach mógłby zasypać co najmniej jeden kontynent! Ptak lekki, płodny i rozpoznawalny (tudzież porywczy!). W przelotach rozprzestrzenia się, rozgłasza, a najcenniejsze, długodystansowe pióro trzyma mocno za... pazuchą, czego jesteśmy świadkami, zwłaszcza odczytując Jego wierszowane „intencje”: „Nie znasz tego co ja mam / kobietę w łuskach tajemnic / jest pachnąca jak pachnie książka / świeżo wydana w oficynie.” (Z wiersza pt. „Doszliśmy do wyrwy...”), „(...) szykuję pióro by coś zapisać / o czerwieni z ust nocy (...) // i jaka czujność do końca posłuchać / Non, je ne regrette rien - // słuchajcie sowy w katedrze!” (Z wiersza „Edith Piaf”.)

Mógłby mieć z dziesięć tomikowych pociech, daleko bardziej donośnie kwilących, a ma ich... trudno zliczyć, że wymienię w kolejności, tak jak podaje: „Słowo” (1987), „Oaza Polska”, oba wydane w Monachium, „W krainie żebraków słyszę bluesa” i „W ogrodzie Norwida” wydane w Słupsku. Wziąwszy pod uwagę jego płodność literacką, należy ubolewać, że tak mało. I gdyby nie Starostwo Powiatowe w Słupsku - mecenas „wrażliwców”, pod egidą niezrównanego pasterza „dusz” - redaktora Zbigniewa Babiarza-Zycha, który egalitarnie pod skrzydła, skądinąd szacownej instytucji, zagarnia coraz to nowych opierzonych i nieopierzonych (jeszcze) „pierzastych twórców”, nie byłoby o kim pisać. On - wielbiciel, taksujący taksonomicznie męską odmienność ujętą ujmującym słowem - dziewczyna, tudzież - kobieta, zapadający w słuszne skądinąd, łatwe do przewidzenia - zagubienie, oczekiwanie pokłada w nadziei wierszowanej talasoterapii. A kotwicząc na gnieździe bocianim o średniej wyporności w oglądzie, łajbie usteckiego portu, podskubuje lotne piórka, by schlebiać morskim wiatrom. Tam można odszukać „ego” poety Zygmunta z pękatą ust-teczką. „Budowałem latami to miasto. / Całe życie zbierałem chrust / by ogniska pachniały i kobiety / wokół w sukienkach i czółenkach. // Nasilała się mgła schodząca z gór. / Pasterz muzykant na fujarce grał / górskim kozom które wdzięczne / rozśpiewały się chóralnie ze mną. // To nic nie szkodzi że moje miasto / maluję wciąż na płaszczyznach snu - / ważne są wolne kobiety wędrujące / między drzewami zapisując swe imiona.” (Wiersz „Miasto pięknych kobiet”.) „(...) słychać was było dalej / niż wiersz może dotrzeć. // Na krótko przybyłem do Mielna / by jej powiedzieć / na małej łodzi Zefirek, / że piękno polega na mądrości / dlatego tyle zakątków / zapisywaliśmy wzrokiem. // Pojmowaliśmy poniekąd / na jeziorze do Osieki płynąc / żeby żyć trzeba kochać, / nawet nie wiecie kim byłem / tak blisko przy niej siedząc / w objęciach przyrody łaskawy.” (Z wiersza „Morska gwiazda”.)

Ptaki są uosobieniem wolności, przecież Natura jest nimi, my także, lecz nasza drapieżność, niestety, jak „widać i czuć”, jest dalece bezrodzajowo destruktywna: „(...) // Piszę wiersze na starej korze, / zmarszczki płyną po sośnie / jak zapomniane rzeki... // Wtulam się w ciepło drzewa, / rozgarniam myśli w gęstej mgle. // Szukam żywego portretu na niebie; / jest tylko muzyka cicha, jak skomlenie. (Z wiersza „Niosą nam ptaki nadzieję”.) Poeta Zygmunt osiadając na łonie przyrody (na szczęście, jeszcze jest gdzie), dostrzega: „(...) po prostu iść / tam gdzie rzeczna modlitwa / ma swe walory - / tylko malować gdybym umiał. // (...) jakże mnie poruszyła / natura potrafi stworzyć nastrój / i pobudzić do życia / skosztować jesienne owoce / wydłubać myśl z kory / wprowadzić do wiersza / zakrztusić się z wrażenia / tym co zobaczyłem / a jestem spostrzegawczy. // Ta Ina w górnych partiach / zwężała swe biodra / sporo zakrętów - / czułem się otwarty / do otwartości / opowiadałem jej o tobie (...) // Kronika życia w wierszach ma sens / zwiastun początku i końca / jak drzewa na wiosnę i jesienią (...) // Dziękuję za te godziny z tobą spędzone.” (Z wiersza „Rzeka od lewej strony mostu”.) „Tam jest tak dziko / poczułem się jakbym był u siebie / skaleczony urokiem nad Małą Iną /specyficzna cisza - tu nikt się / nie kłóci i nikt nie jest ważny. // /Na wzniesieniu jedenaście / królewskich topól a każda z nich / ma swoje imię - trzeba je odgadnąć. // Ta mała rzeczka / płynie w mojej książce (...) // W niej baśnie się rodzą / a drzew tyle że nie mogłem / zliczyć po obu brzegach - / to mój świat z dala od ludzi / bym mógł pomyśleć o życiu / i o materii z której powstałem / by żyć z drzewami / by żyć w odkupieniu / z ludzkimi grzechami  / niżej i wyżej / trącać liście w pozdrowieniach / na dzień dobry i na do widzenia // A jedenaście sióstr / niczym księżniczki / zanuciły mi Pieśń Powrotu. // I wrócę z książką „W ogrodzie Norwida” - / i będę czytał im treści w niej zawarte / o samoczynności i samotności w oczach Stwórcy / poniekąd przyprowadził mnie tu.” (Z wiersza „Jedenaście imion sióstr”.) „Spoglądam z szuwarów i ja w bieli ukryty, (...) // (...) Zdobię kory w leszczynach i jarzębinach - (...). (Z wiersza „Tańczysz w wodzie balet muz”.) Dotknięty ożywczym powiewem jodkowego dobrodzieja, trzeźwego spojrzenia oczywistej oczywistości, kontestuje: „(...) Jeśli mówisz kobieta / i masz ją ciągle w oczach / nie twórz namiętności / nie pisz wierszy o niej / ta jabłoń jest dekoracją / przy dorzeczu muzyki.” (Z wiersza „Przy dorzeczu jabłoń, która nie kwitnie”.)

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura