4 obserwujących
64 notki
66k odsłon
  990   0

Zakazy wypowiedzi: droga (w najlepszym wypadku) donikąd


I nie inaczej jest w przypadku publicznego propagowania innego totalitarnego ustroju państwa, niż ustrój faszystowski, a więc – jak się zazwyczaj uważa – przede wszystkim komunizmu. Co można byłoby uznać za propagowanie takiego akurat ustroju totalitarnego? Może np. przedstawianie czerwonej flagi – symbolu komunistów? Może przedstawianie symbolu sierpa i młota? Może śpiewanie hymnu ZSRR bądź nawet „Międzynarodówki”? Może gloryfikowanie PRL poprzez wygłaszanie twierdzeń, że „za komuny” państwo polskie zlikwidowało analfabetyzm, że ludzie mieli zagwarantowaną pracę, że czuli się bezpiecznie, że nastąpił bezprecedensowy rozwój kraju? Może np. usprawiedliwianie stanu wojennego? Może wypowiadanie stwierdzeń w rodzaju „za komuny lepiej było”, albo „komuno, wróć”? Nie wiadomo – czy powiedzenie np. że „za komuny było lepiej” bądź „komuno, wróć!” – można byłoby uznać za propagowanie totalitarnego ustroju państwa w postaci komunizmu, szczególnie jeśli ktoś wypowiadający czy publikujący tego rodzaju stwierdzenia tłumaczyłby się, że nie chodziło mu o np. czasy stalinowskie, lecz np. okres rządów Edwarda Gierka, odnośnie którego można byłoby się przecież co najmniej spierać, czy Polska była wówczas państwem totalitarnym. To prawda, że za propagowanie akurat komunizmu w praktyce się w Polsce nie karze – a w każdym razie nie karało się za to dotychczas – jedyna znana mi sprawa o coś takiego, jaką była sprawa przeciwko redakcji pisma „Brzask” – organu Komunistycznej Partii Polski zakończyła się uniewinnieniem oskarżonych, choć wyrok sądu I instancji został , jak pamiętam, zaskarżony przez prokuratora. Na zapis o propagowaniu innego totalitarnego ustroju państwa – w tym, jak się to interpretuje, przynajmniej na poziomie teorii, komunizmu - warto jednak zwrócić uwagę choćby z tego względu, że zapis ten został zmieniony w wyniku przeprowadzonej przez Sejm poprzedniej kadencji generalnej nowelizacji kodeksu karnego. Nowelizacja ta – jak wiadomo – została zaskarżona przez prezydenta Andrzeja Dudę i ostatecznie uznana przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodną z Konstytucją. Owo orzeczenie o niekonstytucyjności tej nowelizacji dotyczyło jednak wyłącznie sposobu jej przeprowadzenia, nie zaś jej meritum. Jest zatem rzeczą zupełnie możliwą, że władza powróci do dawnego projektu, by tym razem przeprowadzić go przez parlament zgodnie z niespełnionymi wcześniej proceduralnymi wymogami. W ustawie, która ostatecznie nie weszła w życie z powodu uznania ją przez Trybunał za niekonstytucyjną istniejący dotychczas w art. 256 1 k.k. zapis „kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa” został zmieniony na „kto publicznie propaguje nazistowski, komunistyczny, faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa” a maksymalne zagrożenie karą podniesione z 2 do 3 lat pozbawienia wolności. Co ta zmiana – gdy weszła w życie – mogłaby oznaczać w praktyce? Być może, że nic – można było przecież argumentować, że propagowanie komunizmu i tak podpadało pod propagowanie „innego ustroju totalitarnego” – a że nikogo de facto się za to nie ścigało – to, no cóż, taka była praktyka. Być może jednak, że taka zmiana miałaby wpływ na praktykę prokuratorsko – sądową. Dotychczas bowiem przyjmowane, jak mi się wydaje, było to, że czymś karalnym mogło być propagowanie komunizmu w jego jakiejś twardej wersji – np. ustroju rodem ze stalinowskiego ZSRR – ale nie w każdej postaci, takiej np. jaką ustrój komunistyczny przybrał w Polsce za rządów Edwarda Gierka – bo można było twierdzić, że to już nie był totalitaryzm. Lecz wyraźne wyodrębnienie komunizmu, jako ustroju, którego – na równi z nazizmem, faszyzmem, czy jakimkolwiek innym totalitaryzmem – nie wolno publicznie propagować mogłoby – nie wykluczone to jest w każdym razie – prowadzić do tego, że za przestępstwo byłoby uznawane propagowanie komunizmu w jakiejkolwiek jego postaci – obojętnie, czy stalinizmu, czy maoizmu, czy kimirsenizmu – czy takiej, jaką miał on chociażby w gierkowskiej Polsce. Ale czy musiałoby tak być? To nie jest do końca oczywiste – art. 256 § 1 k.k. w uchwalonej przez Sejm poprzedniej kadencji (choć nie obowiązującej z racji uchylenia go wraz z całą nowelizacją k.k. przez Trybunał Konstytucyjny) wersji mówił o publicznym propagowaniu „nazistowskiego, komunistycznego, faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa”. Można byłoby więc na tej podstawie wnioskować, ze propagowanie komunizmu podlegałoby karze tylko wówczas, gdyby chodziło o propagowanie totalitarnych odmian komunizmu. Lecz… zakładając nawet, że można byłoby w ten sposób argumentować (argumentacja taka jest również jak najbardziej możliwa na gruncie wciąż obowiązującej wersji art. 256 § 1 k.k.) gdzie, za przeproszeniem, można byłoby wyznaczyć granicę między totalitarnym, a nie totalitarnym – lecz tylko np. autorytarnym (wszak ani w obecnym kodeksie karnym, ani w jego zmienionej w zeszłym roku wersji nie ma mowy o „propagowaniu autorytarnego ustroju państwa”) komunizmem? Bawiłby się ktoś – np. prokurator czy sędzia – w próbę wyznaczenia takiej granicy? W to akurat wybitnie wątpię – a gdyby nawet ktoś próbował coś takiego robić, to określenie, gdzie owa granica przebiega byłaby ostatecznie wyznaczona przez nic innego, jak przez subiektywne „widzimisię” takiej osoby.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo