4 obserwujących
66 notek
70k odsłon
  456   0

Zaostrzyć kary za propagowanie faszyzmu?

Jeśli powodem do zakazu „propagowania faszyzmu” miałaby być obawa przed tym, że wskutek faszystowskiej propagandy większość ludzi lub przynajmniej znaczna ich część zaakceptuje faszystowskie poglądy i faszyści wygrają wskutek tego wybory – w następstwie czego zapanuje faszyzm – to trzeba powiedzieć, że tego rodzaju możliwość jest czysto teoretyczna. Jak jednoznacznie wynika z tego, co zostało tu już powiedziane, przytłaczająca większość Polaków zdecydowanie potępia ludzi jawnie gloryfikujących faszyzm. Ludzi takich – i prezentowane przez nich zapatrywania – potępiają niewątpliwie nie tylko ci, którzy są za zaostrzeniem przepisu (art. 256 k.k.) zabraniającego „propagowania faszyzmu”, ale także ci, którzy na ten temat nie mają wyrobionego zdania, jak również (przypuszczalnie) większość tych, który są temu przeciwni. Biorąc pod uwagę to, z jakim stopniem dezaprobaty spotyka się w Polsce propagowanie faszyzmu, trudno jest sobie wyobrazić, co jacyś apologeci Hitlera musieliby zrobić, żeby przekonać do swoich zapatrywań większość, czy choćby znaczącą część społeczeństwa, i wskutek tego wprowadzić faszyzm w następstwie wygranych przez siebie wyborów. Tak więc ewentualny argument, że propagowanie faszyzmu powinno być zakazane po to, by zapobiec przekonaniu większości społeczeństwa do zalet faszystowskiego ustroju państwa i wprowadzeniu w następstwie tego takiego ustroju musi upaść. Tego rodzaju zagrożenie, teoretycznie rzecz biorąc związane z „propagowaniem faszyzmu” praktycznie rzecz biorąc nie istnieje. W najgorszym bądź razie leży ono co najwyżej w sferze politycznej fikcji. Podobnie też, w sferze politycznej fikcji znajduje się groźba wprowadzenia faszyzmu w następstwie wojskowego zamachu stanu. Nie przypuszczam, by armia była szczególnie podatna na faszystowską propagandę.

Czy zakaz „propagowania faszyzmu” można próbować uzasadnić przy użyciu argumentu, że „propagowanie faszyzmu” – jakkolwiek nie ma szans doprowadzić do stworzenia faszystowskiego reżimu – to jednak może prowadzić do czynów jednoznacznie krzywdzących innych ludzi – takich, jak pobicia, podpalenia, czy morderstwa dokonywane przez niektórych wyznawców faszystowskich poglądów? Tego rodzaju niebezpieczeństwo, mogące ewentualnie wynikać z „propagowania faszyzmu” jest niewątpliwie bliższe, a możliwość jego realizacji większa, niż możliwość, że faszyści wskutek przekonania większości społeczeństwa do swoich poglądów dojdą do władzy. Przed wszystkim, do realizacji tego niebezpieczeństwa nie jest konieczne to, by do faszyzmu została przekonana jakaś bardzo duża część ludzi – tak duża, by zapewnić faszystom wygranie w wyborach – wystarczające może być przekonanie do niego jakiejś ich części, w porównaniu z całym społeczeństwem nawet małej.

Argument, że „propagowanie faszyzmu” powinno być prawnie zabronione z tego powodu, że może ono pośrednio (to trzeba podkreślić) przyczyniać się do przestępstw popełnianych przez ludzi przekonanych do faszystowskich poglądów też jest jednak argumentem – delikatnie mówiąc – śliskim. Przede wszystkim, argument ten wydaje się opierać na założeniu, że agresywni, stosujący przemoc (neo)faszyści byliby grzecznymi chłopcami, gdyby nie wpłynęła na nich faszystowska propaganda. Otóż według wszelkiego prawdopodobieństwa byliby oni tak samo agresywnymi i skłonnymi do stosowania przemocy ludźmi, bo taki jest ich charakter – który nie jest wynikiem przekonania ich do ideologii faszystowskiej, lecz wychowania, bezpośredniego wpływu otaczającego ich środowiska, a także czynników wrodzonych. W najlepszym wypadku agresja takich ludzi byłaby inaczej ukierunkowana, bądź nie towarzyszyłyby jej faszystowskie hasła.

Załóżmy jednak – dla dobra – argumentacji, że istnieje – pośredni, rzecz jasna i występujący w niektórych tylko przypadkach - związek przyczynowo – skutkowy między „propagowaniem faszyzmu”, przekonywaniem niektórych osób do „faszystowskich” poglądów i będącym jakimś rezultatem przekonania do takich poglądów dokonywaniem aktów przemocy, takich jak pobicia, podpalenia czy nawet zabójstwa. Czy taki pośredni związek przyczynowo – skutkowy między wypowiedziami jednych osób, a przestępczymi czynami innych, jaki może występować w przypadku „propagowania faszyzmu” może przekonywująco usprawiedliwiać kryminalizację wypowiedzi i ograniczenie wolności słowa?

Odnośnie tej – szereg razy zresztą poruszanej już przeze mnie kwestii – chciałbym zauważyć, że wiele poglądów motywuje niektórych ich wyznawców do dokonywania aktów przemocy, a mimo wszystko nie zabrania się propagowania takich poglądów z tego powodu, że czasem prowadzi ono pośrednio do bezprawnych działań. Niektórzy ludzie przekonani do opinii, że aborcja czy zabijanie zwierząt jest złem porównywalnym do Holokaustu podpalają kliniki aborcyjne, rzeźnie, laboratoria, gdzie eksperymentuje się na zwierzętach, sklepy z futrami, fermy zwierząt futerkowych, bądź nawet fizycznie atakują ludzi odpowiedzialnych według nich za zabijanie nienarodzonych czy krzywdzenie zwierząt – a jednak nie zabrania się propagowania takich opinii – i nie słyszałem o pomysłach, by głoszenie takich opinii uznać za przestępstwo. Nawiasem mówiąc, trudno w ogóle przypuszczać, by takie przestępstwo, jak podpalenie rzeźni czy laboratorium, gdzie prowadzi się doświadczenia na zwierzętach mógł popełnić ktoś, kto nigdy nie zetknął się z treściami obrazującymi cierpienia zwierząt w takich miejscach, jak rzeźnie czy laboratoria badawcze – a jednak nie słyszałem o pomyśle zakazu rozpowszechniania takich treści. Ludzie przekonani do opinii o zgubności manipulacji genetycznych, nanotechnologii czy energii nuklearnej podpalają czasem laboratoria prowadzące eksperymenty genetyczne i badania w dziedzinie nanotechnologii, bądź urządzają rozruchy przeciwko budowie elektrowni atomowych (miało to wiele razy miejsce np. w Niemczech) – jednak nie zabrania się głoszenia takich opinii z tego powodu, że niektórzy ich wyznawcy popełniają przestępstwa, u podłoża których niewątpliwie leży w jakiejś mierze przekonanie do takich opinii. Niektórzy ludzie pod wpływem takich czy innych publikacji, filmów itp. przejęci potencjalnymi skutkami globalnego ocieplenia podpalali oskarżane często o przyczynianie się do potęgowania efektu cieplarnianego samochody typu SUV i byli wśród nich też tacy, którzy ze strachu przed efektami globalnego ocieplenia zamordowali swoje małe dziecko, usiłowali zamordować drugie (które cudem przeżyło) i zabili siebie – straszenie globalnym ociepleniem (i obwinianie za nie SUV-ów) nie jest jednak przestępstwem. Pod koniec lat 90 zeszłego wieku i w pierwszej dekadzie obecnego wieku anty – czy też jak ich również zwano alterglobaliści przekonani do opinii, że gremia takie, jak Bank Światowy, Światowa Organizacje Handlu czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy są odpowiedzialne za głód, wyzysk i nędzę krajów III świata podczas zjazdów tych ciał urządzali rozruchy skutkujące potężnymi zniszczeniami mienia i niekiedy obrażeniami ciała u ludzi – lecz nigdy jednak nie słyszałem o pomyśle, że obwinianie BŚ, MFW czy WTO o takie czy inne nieszczęścia powinno być zakazane z tego powodu, że może się ono pośrednio przyczyniać do dokonywania przez niektórych ludzi aktów wandalizmu i przemocy. Niektórzy wyznawcy islamu znajdują w treściach zawartych w Koranie oraz tzw. hadisach usprawiedliwienie i pobudkę dla aktów terroru – jednak ani rozpowszechnianie Koranu czy hadisów, ani też nawracanie na islam nie jest czynem karalnym z tego powodu, że może ono pośrednio prowadzić do np. terroryzmu. Nawiasem mówiąc, odnośnie świętych tekstów islamu warto zauważyć taką rzecz, że niektóre fragmenty tych tekstów, takie jak np. tzw. wersety miecza w Koranie zawierają wezwania już nie tylko do nienawiści wobec „niewiernych” – w sensie wrogiego nastawienia do nich – ale do stosowania przemocy przeciwko nim. W żadnym wypadku nie jestem za zakazem rozpowszechniania Koranu czy Hadisów z powodu zawarcia w nich takich treści – argumentowałem już, że nawet wypowiedzi wprost propagujące przestępczą działalność powinny być uważane ze coś mieszczącego się w granicach wolności słowa (z wyjątkiem sytuacji, gdy stwarzane przez nie zagrożenie jest bezpośrednie i oczywiste – jak w przypadku podburzania do aktów przemocy już rozwścieczonego tłumu) (1) ale warto sobie może zadać pytanie, czy ludzie, którzy domagają się karania za „propagowanie faszyzmu” i tzw. „mowę nienawiści” – nawet, jeśli nie zawiera ona wezwań do stosowania przemocy, czy choćby akceptacji przemocy – nie są cokolwiek niekonsekwentni, jeśli nie postulują zakazu rozpowszechniania tekstów islamskich, które zawierają wezwania do przemocy? Idąc dalej, w naszym zachodnim kręgu kulturowym nie ma dzieła równie często przytaczanego przez rozmaitych kryminalistów i psychopatów jako źródło natchnienia dla popełnionych przez nich przestępstw – od bicia żon i dzieci poczynając, na masowych i seryjnych morderstwach kończąc – jak Biblia. Proponuje ktoś z tego powodu wprowadzenie zakazu publikowania i rozpowszechniania Pisma Świętego?

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka