4 obserwujących
66 notek
50k odsłon
258 odsłon

(LXIII) Kasyno w pałacu

Obraz pędzla Aleksandra Płonczyńskiego pokazuje, że pałacyk przy ul. Lubicz tonął niegdyś w zieleni – mówi Anna Lohn z Muzeum UJ, fot. Jacek Kozina/Muzeum UJ
Obraz pędzla Aleksandra Płonczyńskiego pokazuje, że pałacyk przy ul. Lubicz tonął niegdyś w zieleni – mówi Anna Lohn z Muzeum UJ, fot. Jacek Kozina/Muzeum UJ
Wykop Skomentuj1

Później właścicielem budynku był m.in. książę Bogdan Ogiński, a od 1926 r. należał on do Gminy Miasta Krakowa. Użytkował go m.in. Polski Związek Turystyczny, mieściły się tu również zbiory Muzeum Etnograficznego. W 1935 r. w ogrodzie otaczającym pałac wzniesiono „barak wypoczynkowy Komitetu Budowy Kopca Józefa Piłsudskiego”.

Pałac po 1945 r. znalazł się w posiadaniu Skarbu Państwa, która przekazał go we władanie Poczcie Polskiej. Przez ten czas zmieniało się otoczenie tonącego dawniej w zieleni pałacyku. W 1966 r. na terenie dużej części ogrodu zbudowano ciąg pawilonów handlowych i słynny bar samoobsługowy „Smok”. Potem zaś, w 1970 r., wyburzono oficynę, by zrobić dostęp do przebijanego przejścia podziemnego.


W 2004 r. otoczenie pałacu Wołodkowiczów zmieniło się ponownie. Na jego tyłach rozpoczęto bowiem budowę szkaradnego hotelu i handlowej Galerii Krakowskiej. W 2015 r. Poczta Polska sprzedała budynek, zastrzegając sobie prawo prowadzenia nadal w jego części działalności pocztowej. Nabywca kupił  gmach z dużymi, dobrze udokumentowanymi tradycjami. Niektóre z nich są wciąż częścią tradycji rodzinnej współczesnych krakowian. Pałac przy ul. Lubicz stał się bowiem inspiracją do napisania książki.

 

Mroczna izba

– Gdy w 2000 roku zaczęłam pracować w Akademii Ekonomicznej, idąc na zajęcia dwa razy w tygodniu mijałam budynek Poczty Dworcowej, czyli dawny pałacyk Moszyńskich, w którym wychowywała się moja prababka Helena. Myślałam wtedy o niej i o jej życiu, w tym jakże zmienionym od tamtej pory otoczeniu – wspomina Maria Rostworowska, romanistka, wnuczka Karola Huberta Rostworowskiego, praprawnuczka Piotra Moszyńskiego.

Zastanawiała się na przykład, jak ów dom mógł wyglądać w tamtym czasie. – Z tych rozmyślań oraz częstych tam wizyt, gdy załatwiałam „sprawy pocztowe”, zrodziła się myśl, żeby napisać książkę, taką bardzo własną, o prababce Helenie – dodaje. W rezultacie powstała ciekawa publikacje „Historia całkiem możliwa”, która ukazała się w 2009 r.

Marii Rostworowskiej udało się dokładnie zwiedzić zachowane salony na I piętrze, od strony ul. Lubicz. „W pierwszym z nich na każdej ze ścian były dawniej wielkie lustra w złoconych ramach. Takie lustrzane salony ogląda się teraz w muzeach, w kinie, albo czyta się o nich w powieściach z wyższych sfer. Tutaj wszystkie ramy są, ale zachowały się tylko dwa lustra. W rogu jest duży kominek z białego marmuru, no i oczywiście wszędzie gdzie się da – złocone sztukaterie. Ten salon był pewnie miejscem spotkań eleganckiego towarzystwa... Następny salon (dziś sala konferencyjna) wygląda wręcz na salę balową, w której mogłoby tańczyć nawet pięćdziesiąt par” – opowiada autorka, wkładając zdania pod pióro jednej z narratorek książki.

Weszła również do pomieszczenia na parterze. „Zobaczyłam mroczna izbę, sklepioną, może nawet nie przebudowywaną od XIX wieku, z kominkiem z czarnego marmuru i jednym niewielkim zakratowanym oknem, wychodzącym na dworcowe targowisko. I tu pierwszy raz mogłam sobie wyobrazić starca z portretu Matejki, jak pochylony nad stołem coś pisze. Mógłby to być pokój Piotra Moszyńskiego z ostatnich lat jego życia, kiedy wiek i kalectwo nie pozwalały mu już chodzić po schodach, zresztą na piętrze mieszkali już wtedy Windisch-Graetzowie” – relacjonuje narratorka Helena.

Chwile spędzone w tym domu wspominała niegdyś księżna Matylda z Windisch-Graetzów Sapieżyna. „W pierwszym okresie pobytu rodziców w Krakowie, w latach 1874-1880, mieszkaliśmy w domu Moszyńskich koło dworca kolejowego. Był to bardzo przyjemny dom jednopiętrowy, z wielkimi tarasami i rozległym ogrodem, w którym spędzaliśmy lata dziecinne jak na wsi. Stary pan Piotr Moszyński, sybirak, jeszcze żył i mieszkał, pamiętam go na fotelu na kółkach, a potem jego pogrzeb” – pisała.

Jak będą zapisywane kolejne rozdziały historii pałacu Wołodkowiczów przekonamy się po zakończeniu remontu.

Zmieniona wersja tekstu ukazała się niegdyś na łamach krakowskiej edycji „Gościa Niedzielnego”


 


Zobacz galerię zdjęć:

Pałac jako siedziba poczty - 2015 r., fot. Bogdan Gancarz
Pałac jako siedziba poczty - 2015 r., fot. Bogdan Gancarz Pałac w remoncie - 2018 r., fot. Bogdan Gancarz
Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura