Blog
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki Bezpartyjny socjalista.
2 obserwujących 58 notek 49454 odsłony
Krystian Wierzbicki, 13 grudnia 2016 r.

I ty możesz wykorzystać stan wojenny

179 1 0 A A A

do własnych, aktualnych celów politycznych. To nie jest kolejny tekst o zasadności lub braku zasadności wprowadzenia stanu wojennego (dobrze znamy wszelkie za i przeciw), lecz o odwoływaniu się do niego w dzisiejszych przekazach propagandowych.

Dlaczego poświęcamy tej rocznicy aż tyle uwagi? Dlaczego przyzwyczailiśmy się do regularnych tego dnia demonstracji, które nawiązują do niej bezpośrednio lub sugerują paralelę między stanem wojennym a aktualną sytuacją w kraju?

Stan wojenny stanowi niewątpliwie ważne wydarzenie w najnowszej historii Polski, ale nie bardziej bardziej niż Październik ‘56, Marzec ’68, Grudzień 70’ czy wybory czerwcowe 89’… Jednak to właśnie rocznicy stanu wojennego towarzyszą najliczniejsze okolicznościowe uroczystości, artykuły prasowe etc. Nie mówiąc o unikalnych tego dnia manifestacjach i kontrmanifestacjach.

Skąd więc bierze się cały ten szum polityczno-medialny już na klika dni przed każdym 13 grudnia? Pierwsza na myśl przychodzi, oczywiście, relatywna nieodległość w czasie. Najstarsze generacje mają więcej punktów odniesienia do PRL, dzięki porównaniu z okresem gomułkowskim i gierkowskim. Natomiast czterdziesto- i pięćdziesięciolatkowie muszą zadowolić się puczem Jaruzelskiego w roli jedynego martyrologicznego epizodu w życiorysie. Choćby sprowadzało się ono jedynie do braku Teleranka.

Najmłodsi ze spóźnionych antykomunistów (urodzeni pod sam koniec PRL bądź w III RP) muszą już tworzyć sobie mitologię zastępczą, np. w postaci kultu tzw. żołnierzy wyklętych. Ale głos tych roczników słabo wybrzmiewa w polityce bądź mediach. W odróżnieniu od pokolenia ±50., które przynajmniej to jedno doznanie kombatanckie - w postaci stanu wojennego - posiada. I kurczowo trzyma się go w swoich narracjach.

Fenomenu stanu wojennego nie się tłumaczy sama nieodległość w czasie. Inaczej bliższe powinny być Okrągły Stół i wybory 89’. Tyle że nawet ta część pokolenia straconego Teleranka, która oficjalnie woli promować pamięć o zwycięstwach zamiast klęsk (i zalicza kompromis okrągłostołowy do pierwszej kategorii), podskórnie odczuwa potrzebę umocowania swojej antykomunistycznej tożsamości raczej w pamięci o represjach. Tylko one gwarantują im pozaśrodowiskową płaszczyznę porozumienia (bo jak inaczej budować swój autorytet w konfrontacji ze zwolennikami teorii spiskowych o układzie magdalenkowym?).

Marginalizacja postkomunistycznej lewicy daje jeszcze większe pole do popisu (a w tym wypadku także POPiSu). Stan wojenny stracił swoich tradycyjnych obrońców na arenie parlamentarnej, odcinanie się Włodzimierza Czarzastego od marszu KOD 13 grudnia zwraca uwagę mało kogo. Istnieje wprawdzie jeszcze jedno planktonowe środowisko, które broni puczu Jaruzelskiego, ale po linii groteski – mowa oczywiście o korwinistach, upatrujących w soldatesce szansy na zatrzymanie solidarnościowych roszczeniowców.

Tym samym negatywne konotacje związane ze stanem wojennym definitywnie stały się nowym przejawem common sense w debacie publicznej. Na martyrologię związaną z grudniowymi wydarzeniami 1981 roku powołuje się zarówno liberalno-lewicowa michnikowszczyzna jak i narodowo-katolicka prawica. Przy czym warto odnotować, że ta powszechna zgoda dotyczy tylko elit. Wśród ogółu społeczeństwa od lat dominuje zrozumienie dla decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego (co potwierdzają badania opinii publicznej). Widać tu spory dysonans względem gremialnego poparcia wyborczego dla opcji postsolidarnościowej.

Skoro dla głównych aktorów politycznych stan wojenny jest doświadczeniem ważnym, a jego oceny podobne, istota konfliktu musi sprowadzać się co najwyżej do prób jego zawłaszczania. Oba obozy, pisowski i antypisowski, przekładają po prostu historię na zupełnie aktualne treści propagandowe. Taśmowo i bez subtelności.

Podstawowy problem z nawiązywaniem do puczu sprzed 35 lat polega na tym, że nie dostarcza on żadnych rzeczywistych analogii do teraźniejszości. Nie ma niczego w logice bieżących wydarzeń, ani tym bardziej ich skali, co pozwalałoby na ich swobodne snucie. Stan wojenny nadaje się jedynie do podstawiania pod pustą strukturę znaczeniową opozycji dobro-zło, zdrada-patriotyzm etc. Użyteczny z niego materiał do obróbki, ale w niczym wyjątkowy.

W końcu przy odrobienie złej woli (a tej przecież nie brakuje) Kaczyńskiego można równie dobrze porównywać do Ceaușescu, a nie Jaruzelskiego. Tak samo KOD, zamiast do ZOMO, można zestawić, dajmy na to, z Czerwoną Gwardią. Przesada? Więcej wiary w fantazję autorów SMS-owych przekazów dnia.

Czasami historia nie powtarza się jako farsa. Po prostu niektórzy zmieniają historię w farsę.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Dawniej pisywałem m.in. na Forum Młodej Lewicy (mlodalewica.pl).

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Socjaldemokracja dziś Jeśli chodzi o kontruktywne przesłanie, to przede wszystkim nie widzę...
  • Stereotypy Lewica24 nie jest raczej aż tak wpływowa, aby zmieniać linię polityczną SLD w...

Tematy w dziale Polityka