Blog
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki Bezpartyjny socjalista.
2 obserwujących 61 notek 52882 odsłony
Krystian Wierzbicki, 30 lipca 2017 r.

Ucieczka z kina "Antypisizm"

1097 14 0 A A A

Politykę często porównuje się partii szachów, wymagającej przewidywania kilku ruchów naprzód. Jeśli trzymać się tego porównania, obóz antypisowski prowadzi grę amatorsko nieudolną. Jego horyzont widzenia ogranicza się bowiem do odsunięcia PiS od władzy, nie odpowiadając na pytanie, co dalej.

Tymczasem szanse Zjednoczonej Prawicy na utrzymanie rządów w następnej kadencji są faktycznie niewielkie. Oddanie sterów niekoniecznie musi nastąpić w wyniku spektakularnej katastrofy (np. następnych masowych protestów społecznych albo rozłamu ciążących ku pałacowi prezydenckiemu), wystarczy zwyczajne zmęczenie wyborców (do tej pory tylko koalicji PO-PSL udała się sztuka przetrwania więcej niż jednej kadencji).

Tyle że partii opozycyjnych, wyłączając z tej grupy kukizowców, nie łączy prawie nic poza antypisizmem. Hasło obrony demokracji wystarczy do wystawienia wspólnych list i sklecenia kruchej większości sejmowej, ale to za mało na program rządu, który w założeniu miałby funkcjonować choćby cztery lata. Potencjalna premia za zjednoczenie stanowi niewielki zysk w stosunku do kosztów, czyli wewnętrznej niestabilności - im więcej formacji zaangażuje się w tego rodzaju szeroki front (np. w wariancie dokooptowania do opozycji parlamentarnej części lewicy), tym więcej prawdopodobnych tarć.

Tu stajemy przed zasadniczym problemem. Oddawszy władzę, PiS pozostanie w najgorszym wypadku siłą polityczną numer dwa. Lepiej przystosowaną do radzenia sobie w roli twardej opozycji od ugrupowań, którym przypada pełnić tę rolę teraz. A także bardziej wyrazistą dla elektoratu ze względu na zachowanie konstruktywnej wizji programowej (w odróżnieniu od efemerycznych postulatów obozu antypisowskiego, w którym podmioty składowe, próbując wznieść się ponad podziały, ryzykują utratą odrębnej tożsamości).

Dlatego kolejne jednorazowe zwycięstwo wyborcze nad partią Jarosława Kaczyńskiego niczego nie zmieni w długiej perspektywie. PiS przeczeka cztery lata w opozycji, umacniając się w pozycji jedynej realnej alternatywy i przygotowując do powrotu. Tak więc działania antypisistów przypominają walkę z hydrą, w miejsce każdej uciętej głowy wyrastają dwie nowe.

Aczkolwiek czy nie o to właściwie chodzi, o samą walkę zamiast ostatecznego rozgromienia partii Jarosława Kaczyńskiego? Intencje części antypisistów są niewątpliwie szczere, a i bieżące wydarzenia (zamach na sądy, śledzenie opozycyjnych polityków przez policję) skłaniają do poważniejszego traktowania niebezpieczeństwa ze strony PiS. Mimo to, warto odnotować występowanie specyficznej odmiany antypiszmu, którego przedstawiciele potrzebują podtrzymania PiS przy życiu, aby uzasadnić własne istnienie. Taki dyżurny albo etatowy antypisizm charakteryzuje zwłaszcza PO, zawdzięczającą osiem lat rządów prezentowaniu się jako mniejsze zło i ostatnia zapora przed PiS.

Lista grzechów instrumentalnego antypisizmu jest długa. Gdyby poważnie traktować zamiar rozliczenia PiS, okazji nie brakowało. Mariusz Kamiński powinien stracić stanowisko szefa CBA natychmiast po wygranych przez PO wyborach, a Zbigniew Ziobro stanąć przed Trybunałem Stanu. Co więcej, nie należało wspierać PiS w latach 2005-2007 podczas konkretnych głosowań, np. w sprawie powołania CBA czy likwidacji WSI. Stosowanie antypisowskiej retoryki, niepopartej czynami, przesądza o niewiarygodności Platformy.

Czasami pojawiają się, np. w liberalno-lewicowych tytułach prasowych, nieco bardziej ambitne próby poszukiwania odpowiedzi na pytanie, czym zastąpić PiS. Ale i one okazują się prowizoryczne. Jedni wyczekują drugiego Emmanuela Macrona lub Donalda Tuska na białym koniu, inni nawołują do korekty polityki ekonomicznej w celu odebrania PiS monopolu na socjal. Żaden z tych scenariuszy nie wykracza poza sferę pobożnych życzeń, zwłaszcza gdy uwzględnić przyziemne realia układu sił politycznych.

Po niedawnych protestach rozbłysły nieco gwiazdy Kamili Gasiuk-Pihowicz oraz Borysa Budki, ale oboje nie nadają się na polskiego Macrona – nie są bowiem outsiderami z niezależną pozycją i czystym kontem, lecz integralnym elementem partyjnych aparatów. Chyba jeszcze trudnie wiązać nadzieje z odrodzeniem się lewicy, która wegetuje na pozaparlamentarnym wygnaniu.

Czy nieskończone obalanie i powroty PiS to jedyna perspektywa, na którą jesteśmy skazani? Czy nie istnieje szansa wykroczenia poza dominującą polaryzację? Aby wyjść z błędnego koła, konieczne byłoby podważenie samej narracji demokraci vs. populiści, która wykracza poza lokalny, polski wymiar, oddziaływając na poziomie globalnym. Choć nikt nie wynalazł jeszcze cudownego remedium, parę użytecznych wskazówek przychodzi z pomocą.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Dawniej pisywałem m.in. na Forum Młodej Lewicy (mlodalewica.pl).

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Brak staranności, błąd w tekście poprawiłem.
  • Socjaldemokracja dziś Jeśli chodzi o kontruktywne przesłanie, to przede wszystkim nie widzę...
  • Stereotypy Lewica24 nie jest raczej aż tak wpływowa, aby zmieniać linię polityczną SLD w...

Tematy w dziale Polityka