Blog
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki Bezpartyjny socjalista
2 obserwujących 70 notek 65255 odsłon
Krystian Wierzbicki, 15 listopada 2017 r.

Nauki z Marszu Niepodległości

357 7 0 A A A

Marsz Niepodległości, jak co roku, uruchomił lawinę szablonowych komentarzy po obu stronach barykady. Przez jednych przedstawiany jako zlot faszystów, przez drugich jako uroczystość patriotycznych rodzin z dziećmi. Wszystko jak zawsze podpierane wybiórczymi fotografiami i cytatami.

Problem polega na tym, że w obu narracjach tkwi prawda. I nie chodzi tu o żadne relatywizowanie, ani symetryzowanie – rzecz jasna, uczestnictwa w spędzie, na którym regularnie pojawiają się rasistowskie i szowinistyczne hasła nie da się bronić tłumaczeniami pokroju szedłem z tyłu i nic złego nie widziałem.

Do oczywistych oczywistości zalicza się też fakt, że Marszu Niepodległości to inicjatywa skrajnej prawicy. Choć akurat upór w stawianiu równości między tą skrajną prawicą a faszyzmem/nazizmem, czy też albo szukanie innych formalnych podstaw do delegalizacji, to główny błąd popełniany przez gros przeciwników (o czym miałem okazję pisać już przy okazji wydarzeń w Charlottesville – spychanie podobnych środowisk do podziemia nie tylko nie przynosi pożądanych skutków, ale też uderza rykoszetem w podstawowe wartości takie jak pluralizm, wolność słowa czy swoboda zgromadzeń).

Należałoby się raczej zastanowić, dlaczego tym ultraprawicowym grupom – w skali kraju wciąż mimo wszystko marginalnym – udaje się przyciągnąć na swój pochód rzesze normalsów, czyli tych symbolicznych już rodzin z dziećmi (ich sympatie mogą być prawoskrętne, ale niekoniecznie w wydaniu tak radykalnym jak w przypadku organizatorów i dyżurnych zadymiarzy).

Widać wyraźnie, że inicjatorom Marszu Niepodległości udało się wypełnić potrzebę celebrowania 11 listopada według wzorców innych niż dotychczas. Czyli na nudnych akademiach, przaśnych festynach albo akcjach pokroju Orzeł Może (choć ta ostatnia nie poprzedzała inicjatywy narodowców, a stanowiła na nią odpowiedź – wyjątkowo nieudolną, zapamiętaną głównie z groteskowego zjadania czekoladowego orła). Taki panuje już u nas kod kulturowy, że obchody świąt patriotycznych muszą zdecydowanie zawierać w sobie pewien patos (co niekoniecznie trzeba wartościować negatywnie, a rozpatrywać na tle szerszych dążeń do przełamania deficytu powagi w erze postpolityki).

Dlatego na Marsz Niepodległości przybywają tłumy. Sześćdziesiąt tysięcy uczestników z pewnością nie pokrywa się wyłącznie ze zbiorem sympatyków ONR czy Młodzieży Wszechpolskiej, ale ci sprytnie wykorzystują powstałą w życiu publicznym próżnię. Coroczna impreza jest ich największym politycznym sukcesem, czymś podobnym do nadreprezentacji korwinistów w Internecie (często bagatelizowaną i wykpiwaną, a również zasługującą na głębszy namysł).

Oburzenie ekstremistycznymi sloganami albo kpina z sebixów w tzw. odzieży patriotycznej przychodzi łatwo, trudniej o konstruktywną kontrę. Konkurencyjne demonstracje KOD i antyfaszystów nie tylko wypadają słabo pod względem frekwencji, ale też jawią się jako czysto reaktywne – ustawione w sztywnym punkcie odniesienia do Marszu Niepodległości, słabo akcentujące własną wizję patriotyzmu. Ich formuła, swobodna i happeningowa, nie tylko nie przyciąga uczestników spragnionych autentyczności w wyrażaniu patriotyzmu, ale wykazuje także o wiele słabszy potencjał medialny.

Pochylmy się w tym miejscu nad dwoma cytatami z W obronie przegranych spraw Sławoja Żiżka, poddającego krytyce oddawanie prawicy walkowerem monopolu na dyscyplinę i wynikające z niej formy estetyki politycznej:

W ten sposób czynimy zbyt wiele ustępstw na rzecz przeciwnika: nie ma nic „nieodzownie faszystowskiego” (…) w pojęciach takich jak dyscyplina mas, poświęcenie dla zbiorowości itd.. Mówiąc w skrócie, nie powinniśmy pozwolić przeciwnikowi na zdefiniowanie pola walki i jej stawek (…)

Kolejny popularny temat tego rodzaju analiz (..,) to niby „protofaszystowski” charakter masowych choreografii pokazujących tysiące ciał w zdyscyplinowanym ruchu (pochody, masowe przedstawienia na stadionach itd.); jeśli znajdujemy to również w socjalizmie, od razu wyciągamy z tego wniosek o „głębszej solidarności” między dwoma „totalitaryzmami”. Taka procedura, bardzo typowa dla ideologicznego liberalizmu, nie trafia w istotę rzeczy: nie tylko tego rodzaju przedstawienia nie są same z siebie faszystowskie; nie są one nawet neutralne (tzn. nie czekają na przywłaszczenie albo przez lewicę, albo przez prawicę) – nazizm po prostu ukradł je ruchowi robotniczemu, gdzie pierwotnie zrodziły się tego rodzaju przedstawienia. Żaden z tych „protofaszystowskich” elementów nie jest faszystowski per se, dopiero specyficzne ich połączenie czyni te elementy „faszystowskimi” (…) Dopiero po uwzględnieniu podobnych uwag środowiska antynacjonalistyczne mogłyby szukać poszerzenia pola manewru w jakimkolwiek sensownym kierunku. W uproszczeniu, na horyzoncie wyrastają dwie opcje:

Opublikowano: 15.11.2017 21:02. Ostatnia aktualizacja: 16.11.2017 07:29.
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Dawniej pisywałem m.in. na Forum Młodej Lewicy (mlodalewica.pl).

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • "(...) czy lewica będzie powoli godzić się z hegemonią PiSu i godzić się na przykład na...
  • @deda PPS podpisała porozumienie wyborcze z SLD, jest więc zgodnie z przyjętym w tekście...
  • Dziękuję za tę glossę. Z niektórymi tezami (np. o "konserwatywnej opiekuńczości")...

Tematy w dziale Polityka