Blog
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki Bezpartyjny socjalista
2 obserwujących 74 notki 69689 odsłon
Krystian Wierzbicki, 13 sierpnia 2018 r.

PSL: Zielona koniczynka podsycha, lecz nie więdnie

1244 34 0 A A A

PSL jedynie minimalnie przekroczyło pięcioprocentowy próg wyborczy w ostatnich wyborach. Większość sondaży również nie daje ludowcom powodu do optymizmu. Czy partia spod znaku zielonej koniczynki ma jeszcze przyszłość na polskiej scenie politycznej?

Lepiej już było…

Lata świetności PSL przypadały na połowę lat dziewięćdziesiątych. Piętnastoprocentowe poparcie w wyborach parlamentarnych w 1993 roku (drugie miejsce) wystarczyło, aby ówczesny lider partii, Waldemar Pawlak, stanął na czele rządu. Chociaż to SLD uzyskało najlepszy wynik, odstąpiło funkcję premier mniejszemu koalicjantowi, obawiając się nieco własnego sukcesu i negatywnych reakcji postsolidarnościowej opozycji.

Bycie strawnym dla niemal każdego to atut, który ludowcy wykorzystywali wielokrotnie wcześniej i później. Kiedy powrót opcji postkomunistycznej do władzy nie wydawał się jeszcze prawdopodobny, środowisko dawnego ZSL uzyskało akceptację ze strony części formacji postsolidarnościowych, biorąc wspólnie udział z nimi w inicjatywach takich jak powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego bądź odwołanie rządu Jana Olszewskiego (kiedy to Waldemar Pawlak – na bardzo krótko – pierwszy raz został premierem).

Mimo opinii partii całkowi obrotowej, zdolnej zawrzeć koalicję z kimkolwiek, PSL odmówiło wejścia do koalicji rządzącej z PiS, po tym jak opuściły ją w 2007 roku Samoobrona i LPR. Zadecydowały aż nazbyt widoczne w PiS skłonności autorytarne, nieufność do samorządu oraz brutalny sposób rozgrywania wcześniejszych przystawek. Formacja Jarosława Kaczyńskiego weszła zresztą wówczas na prostą drogę do przegranej, więc zawarcie sojuszu byłoby wątpliwe nawet z punktu widzenia krótkoterminowego interesu.

Obrotowość PSL wynikała nie tylko z układu na scenie partyjnej, na której zajmowała pozycję centrową (zarówno w sprawach gospodarczych jak i obyczajowych), ale także z uwagi na specyficzne zaplecze społeczne. Nawet jeśli ludowcy próbowali i próbują wciąż (z wątpliwym skutkiem) pozyskiwać miejskich wyborców, pozostają przede wszystkim agrarną partią klasową. Dopóty współpraca zarówno z lewicą jak i prawicą jest akceptowalna dla działaczy i wyborców, dopóki partia broni interesów rolników. Ale wskutek posttransofrmacyjnych przemian społecznych, przede wszystkim malejącego odsetka zatrudnionych w rolnictwie towarowym, ten twardy elektorat okazuje się coraz mniej stabilnym oparciem.

Tymczasem PiS, któremu PSL odmówiło zawarcia koalicji w 2007 roku, zamiast na dalsze umizgi do ludowców postawiło na sukcesywne przechwytywanie ich tradycyjnego elektoratu. W 2015 roku aż 47% mieszkańców wsi oddało głos na Zjednoczoną Prawicę, natomiast na PSL tylko 9%. Obecnie nawet jeśli niektóre poczynania dobrej zmiany budzą opór na wsi (słaba reakcja na protesty w sprawie niskich ceny skupu, wprowadzenie kuriozalnej ustawy o obrocie ziemią rolną), PSL nie odzyskuje dzięki temu poparcia w widocznej skali.

…teraz stawką jest przeżycie

Czy PSL przetrwa na polskiej scenie politycznej? Choć ludowcy znajdują się w trudnej sytuacji, nie przedstawia się ona całkiem dramatycznie. W przeciwieństwie do SLD nadal posiadają reprezentację parlamentarną (może i szczątkową, ale mimo wyciągania posłów przez Zjednoczoną Prawicę udaje się jej utrzymać status klubu poselskiego). Z kolei liczba członków i struktur w terenie dalej może wzbudzać zazdrość wśród wszystkich politycznych konkurentów, z PiS i PO na czele (które mimo dużo wyższego poparcia są partiami zdecydowanie kadrowymi, a nie masowymi).

Decydujący okaże się oczywiście najbliższy cykl wyborczy – najpierw batalia samorządowa, i eurowybory tuż potem W wyborach lokalnych PSL wypada zawsze bardzo dobrze, przeciętnie z rezultatami co najmniej kilkadziesiąt procent wyższymi niż w wyborach parlamentarnych, choć tym razem nie ma co liczyć na nadzwyczajny bonus dzięki niesławnej książeczce do głosowania. Choćby polegli w każdej z pozostałych kampanii wyborczych, samorząd stanowi dla ludowców miejsce, gdzie zawsze mogą okopać się i przeczekać chude lata. A gdyby - w pesymistycznym wariancie - takowe nie minęły, do samego końca istnienia partii samorządy podtrzymywałyby iluzję, że nie wszystko przepadło.

Pewność sukcesu w wyborach samorządowych prowadzi PSL do wątpliwych posunięć, które niekoniecznie nabierają większego znaczenia w samej rozgrywce samorządowej, ale mogą okazać się zgubne w dalszej perspektywie. Takim błędem było odrzucenie propozycji SLD w sprawie wspólnych list. Owszem, struktury Sojuszu na szczeblu powiatowym są słabe i nie wnoszą wartości dodanej (tak PSL uzasadniał odmowę). Tyle że ludowcom nie zaszkodziłoby w niczym wsparcie lewicowego partnera z dawnych lat, wypełniającego lukę tam,gdzie ludowcy i tak są nieobecni lub pozbawieni szans, tj. w średnich i dużych miastach. Odtrącenie propozycji współpracy zapadnie w pamięci - a już niedługo role mogą się odwrócić i to PSL będzie szukać wsparcia ze strony SLD, znajdującego się na fali wznoszącej w sondażach.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Dawniej pisywałem m.in. na Forum Młodej Lewicy (mlodalewica.pl).

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • "(...) czy lewica będzie powoli godzić się z hegemonią PiSu i godzić się na przykład na...
  • @deda PPS podpisała porozumienie wyborcze z SLD, jest więc zgodnie z przyjętym w tekście...
  • Dziękuję za tę glossę. Z niektórymi tezami (np. o "konserwatywnej opiekuńczości")...

Tematy w dziale Polityka