Blog
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki
Krystian Wierzbicki Bezpartyjny socjalista
2 obserwujących 74 notki 69689 odsłon
Krystian Wierzbicki, 31 października 2018 r.

SLD i Partia Razem siadają do rozmów. Tylko tyle i aż tyle

769 35 0 A A A

Zarząd krajowy Partii Razem wyraził wolę podjęcia rozmów z SLD w sprawie podjęcia współpracy. Jeszcze do niedawna takie negocjacje wydawały się zupełnie nierealne. Ale co do ich rezultatu nie warto się łudzić: to się nie uda.

Przekręcanie nazwy Partii Razem na Partię Osobno nie wzięło się znikąd. Ugrupowanie to nie tylko dystansowało się wobec SLD, rozsadzając inicjatywy pokroju Zjednoczonej Lewicy, ale też słabo wychodziło mu budowanie pomostów z resztą lewicowego planktonu, (Zielonymi, Ruchem Sprawiedliwości Społecznej etc.). Owszem, lokalnie zdarzały się próby wyjścia poza ten schemat - jednak wszelkie sukcesy w tym zakresie równoważyły porównywalnej skali porażki (przykład: udana współpraca z Janem Śpiewakiem w Warszawie, ale brak wspólnej z Zielonymi kandydatki na prezydenta Wrocławia).

Trzon Partii Razem stanowi tzw. zakon Młodych Socjalistów – dawnych działaczy tej nieco zapomnianej – nigdy zresztą mainstreamowej – organizacji łączy pokoleniowe doświadczenie polityczne zbudowane na sprzeciwie wobec trzeciodrogowej linii politycznej rządu Leszka Millera. Upływ czasu łagodzi młodzieńczy radykalizm, aczkolwiek ciężko oczekiwać, by podjęcie rozmów z SLD obyło się zupełnie bez strat. Jeżeli te negocjacje okażą się czymś więcej niż gestem na pokaz i dotrą do jakiegoś poważniejszego etapu, wtedy prędzej lub później z pewnością dojdzie do rozłamu wśród razemowców. I to bardziej znaczącego niż pojedyncze odejścia - ewentualnym rozłamowcom starczyłoby sił na powołanie kolejnej kanapowej partyjki na lewicy.

Choć SLD już wcześniej deklarował wolę współpracy, a Włodzimierz Czarzasty deklarował nawet gotowość oddania razemowcom połowy jedynek na swoich listach, to błędem byłoby twierdzenie, że wyłącznie sekciarstwo Partii Razem stanowi przeszkodę na drodze do porozumienia. W obecnym kierownictwie SLD dominują tzw. „patrioci Sojuszu”, którzy pomni porażki Zjednoczonej Lewicy wolą trzymać się rozpoznawalnego szyldu oraz partyjnej, a nie koalicyjnej, formuły startu w wyborach. A trudno oczekiwać od członków Partii Razem, aby po prostu zgodzili się startować z list SLD w niezmienionym kształcie lub z zaledwie formalnym dopiskiem do nazwy (takim jak „Lewica Razem” w wyborach samorządowych).

Ponadto razemowcy nigdy nie zgodzą się być na tych samych listach z co bardziej skompromitowanymi działaczami SLD, których obciąża m.in. popiercie wojny w Iraku i inne błędy przeszłości u boku Leszka Millera. Tymczasem Sojusz musi tych samych ludzi bronić, aby utrzymać twardy elektorat, nie dopuścić do buntu wśród bazy członkowskiej i nie pokazywać słabości poprzez zgodę na podyktowane z zewnątrz warunki. Sytuacja jawi się więc jako patowa.

Jakby problemów między samymi SLD i Partią Razem było mało, dochodzi jeszcze kwestia pozostałych środowisk na lewicy zapraszanych do rozmów, w tym przede wszystkim Zielonych, oraz Roberta Biedronia. Co prawda obecność większej liczby podmiotów mogłaby potencjalnie załagodzić główne linie tarcia między SLD i Partią Razem, jednak zarazem komplikuje proces negocjacyjny.

Zieloni uzyskali w wyborach samorządowych wynik niewiele gorszy od Partii Razem, nie dadzą się więc łatwo zepchnąć na pozycje najsłabszego partnera. Z kolei Robert Biedroń nie zdążył jeszcze realnie rozruszać własnego ruchu politycznego, któremu póki co towarzyszą bardziej szumne zapowiedzi i medialny hałas niż realne działania. Bez „wkładu własnego” w postaci struktur i dotacji budżetowych prezydent Słupska znajduje się na w wyjątkowo niedobrym położeniu. Być może zresztą to właśnie ten fakt skłonił Partię Razem, aby uciec do przodu, czyli podjąć rozmowy zjednoczeniowe w dogodniejszych dla siebie okolicznościach – zamiast w cieniu rosnącego w siłę Roberta Biedronia.

Punktów zapalnych w rozmowach SLD i Partii Razem nie brakuje. Osiągnięcie skukcesu wymagałoby zawieszenia na kołku wszystkich animozji, także tych estetyczno-personalnych, a także znalezienia programu minimum w oparciu o chłodne kalkulacje. A na końcu „sprzedania” tego wyborcom, nie mniej podzielonym niż partyjni działacze (z jednej strony pojawia się perspektywa premii za jedność, a z drugiej – szczególnie w przypadku Partii Razem – ryzyko demobilizacji tych, którzy niechętnie patrzą na scenariusz porozumienia).

Kryzys polskiej lewicy jest głęboki. Pierwsze rozmowy zjednoczeniowe są właściwie z góry skazane na fiasko, porozumienie nie przyjdzie szybko i łatwo. Może też okazać się cząstkowe, przypominając powtórkę Zjednoczonej Lewicy (Zieloni i Robert Biedroń na wspólnym pokładzie z SLD, ale z większością razemowców dalej na osobnej szalupie).

Aczkolwiek najwyraźniej wyniki wyborów samorządowych niektórych otrzeźwiły. A to już krok naprzód.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Dawniej pisywałem m.in. na Forum Młodej Lewicy (mlodalewica.pl).

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • "(...) czy lewica będzie powoli godzić się z hegemonią PiSu i godzić się na przykład na...
  • @deda PPS podpisała porozumienie wyborcze z SLD, jest więc zgodnie z przyjętym w tekście...
  • Dziękuję za tę glossę. Z niektórymi tezami (np. o "konserwatywnej opiekuńczości")...

Tematy w dziale Polityka