Zostaw za sobą piękna ślady...
Szczęście to codzienne odczuwanie własnego wolnego istnienia
137 obserwujących
1493 notki
1138k odsłon
10439 odsłon

Triggo - polski samochód elektryczny może podbić świat!

Wykop Skomentuj69

Budweil jest z wykształcenia inżynierem teleinformatykiem, ale od lat pasjonuje się motoryzacją. Pomysł na innowacyjny mechanizm zastosowany w triggo przyszedł mu do głowy w 2010 roku, w trasie, w którą pojechał motocyklem. Obliczył wcześniej, że jazda motocyklem do pracy pozwala mu każdego roku zaoszczędzić dziesięć pełnych dób, które spędziłby w przeciwnym razie w korkach. Ale też w ciągu kilku lat przeżył cztery wypadki motocyklowe. Zaznacza, że żaden nie był z jego winy. Zimą 2010 roku wybrał się spontanicznie na Mazury.

- Pamiętam dokładnie ten dzień: melancholijny, styczniowy - opowiada Budweil. - Przyszedł mi do głowy najpierw inny pomysł, ale mało praktyczny. Potem pomyślałem: co by było praktyczne? Coś, co by było mobilne i łatwe do parkowania jak motocykl i komfortowe jak samochód. Następną myślą było podwozie o zmiennej geometrii. Wiem, że wielu producentów motoryzacyjnych próbowało swoich sił z hybrydą motocyklu i samochodu, ale na to nie wpadł żaden. Podzieliłem się pomysłem z żoną, poradziła, żeby go opatentować.

W 2020 roku konstrukcję triggo, w ciągu dziesięciu lat dopracowaną przez zespół konstruktorów i programistów, chronią patenty nie tylko w kraju, ale i na największych rynkach światowych: w Japonii, Korei, USA, Chinach i krajach Unii Europejskiej. Budweil oblicza, że to rynki o całkowitej populacji 3,95 mld ludzi. Na początku maja 2020 roku międzynarodowi eksperci wycenili wartość Triggo S.A. na 148 mln euro (677 mln zł).

- Ochrona patentowa w krajach najbardziej rozwiniętych gospodarczo umożliwia nam ogromną ekspansję –podkreśla Budweil – Będziemy z tego korzystać. Mamy silną ambicję uczynić z triggo polski hit eksportowy. Jako 38-milionowy naród w samym środku Europy zasługujemy na to, żeby mieć wreszcie swój własny brand motoryzacyjny.

Polskość triggo podkreśla logo: biało-czerwona lotnicza szachownica. Pojazd ma być również produkowany wyłącznie w fabrykach znajdujących się na terenie Polski. Budweil przyznaje, że jest już z jedną taką fabryką umówiony, ale nie może na razie zdradzać szczegółów.

W połowie maja o triggo robi się na świecie coraz głośniej. - Można powiedzieć, że w ostatnim czasie świat oszalał na jego punkcie. W ciągu paru dni prasa międzynarodowa napisała o nas ponad sto artykułów. "Der Spiegel", "Die Welt", "Auto", "Motor und Sport" - wylicza Budweil. - Wielokrotnie wspominano, że triggo może być rozwiązaniem na świat po pandemii.

Pierwsze zamówienie przyszło z Holandii, od lokalnego dystrybutora samochodów elektrycznych. Później zgłosili się potencjalni partnerzy ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Turcji i kilku z Indii.

O swoją firmę w kryzysie Budweil jest więc spokojny.

- Widząc reakcje rynku, wiem, że zamówienia po prostu będą. Ani my, ani nasi inwestorzy nie mamy żadnych obaw związanych z komercjalizacją poza tym, że chcielibyśmy to zrobić jak najszybciej - uśmiecha się.

Triggo S.A. planuje sprzedawać dziesiątki tysięcy pojazdów rocznie, po 15-20 tys. euro za sztukę.

Czym właściwie jest triggo? Krótko mówiąc: to hybryda motocykla i samochodu, której przemiana z jednego w drugie zajmuje niespełna dwie sekundy. Mieści dwie osoby - kierowcę i pasażera, siedzą w nim jeden za drugim. W trybie samochodowym - drogowym, stabilniejszym, szerokość przedniej osi pojazdu wynosi 148 cm.

W trybie motocyklowym - manewrowym, przednia oś zwęża się prawie o połowę, do 86 cm. Szerokie triggo może jechać z prędkością do 90 km/h, wąskie - do 25 km/h. Wąski pojazd może swobodnie poruszać się w korku pomiędzy pasami ruchu zajętymi przez samochody, łatwiej też go zaparkować: triggo zajmuje tylko jedną piątą standardowego miejsca parkingowego.

Trik polega na tym, że koła w czasie jazdy rozsuwają się na boki, jednocześnie zmieniając tak zwany kąt zbieżności. Podczas rozkładania układają się na zewnątrz, tak jakby chciały się rozjechać, a w momencie składania tak, jakby się chciały zjechać. Minimalna prędkość, z jaką da się to zrobić to 5 km/h, maksymalna - 25 km/h.

- Wyzwanie w przypadku takiego mechanizmu to żeby był bezpieczny, niezawodny, łatwy w produkcji, lekki i tani. Szlifowanie rozwiązań do takiego stopnia prostoty, w którym nie da się nic odjąć, zajęło nam trzy lata. Część rozwiązań wzorujemy na technice lotniczej - wyjaśnia wynalazca. Do kierowania triggo wystarczy zwykłe, samochodowe prawo jazdy.

Najnowsza, czwarta generacja triggo, od stycznia 2020 roku jest testowana na ulicach Warszawy. Można na nich spotkać trzy takie pojazdy.

- Staramy się jeździć wszędzie tam, gdzie są korki - mówi Budweil. - Nasi inżynierowie jeżdżą czasami triggo na zakupy do pobliskiego marketu. Coraz więcej osób rozpoznaje nasz pojazd, ludzie często zagadują, dopytują, mówią, że trzymają za nas kciuki. Byliśmy raz zatrzymani przez policję. Funkcjonariusze pytali, co to takiego. Interwencja skończyła się wspólnym zdjęciem- opowiada.

Wykop Skomentuj69
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka