9 obserwujących
48 notek
64k odsłony
  748   0

Podróże z Kapuścińskim

Ryszard Kapuściński  (4 marca 1932 - 23 stycznia 2007)

Ciekawe, czy rzeczywiście Ryszard Kapuściński miał poczucie zmarnowanej szansy, zmarnowanego życia? Czy nie satysfakcjonowała go pozycja człowieka okrzykniętego najlepszym reporterem świata? Czy rzeczywiście tematy z piasku rozsypią się z czasem i zostanie sam piasek, pustynia

Lektura tekstów Kapuścińskiego to ożywczy powiew na dnie zatęchłej piwnicy naszych czasów. Wydaje się wręcz niemożliwe, aby ktoś potrafił przeżywać kolejne dni życia z taką intensywnością i jasnością widzenia najbardziej nawet niewyraźnych szczegółów. Jednocześnie musi to być straszliwa męka, ból pod powiekami wywołany jaskrawością obrazu. Widzi, jest świadkiem, jest świadom, a jednocześnie jest bezsilny. To może porazić, to musi porazić, to może zabić... Przynajmniej zabić człowieczeństwo, wywołać otępienie, obojętność. Jeżeli nie jestem w stanie nic zrobić, mogę tylko wzruszyć ramionami i pójść dalej. Mogę to też opisać, wyspowiadać się słowami na kartce i w ten sposób rozgrzeszyć się, że nie jestem w stanie nic zrobić... 

Właściwie teksty Kapuścińskiego powinny być zakazane. Teksty! Kapuściński pisał bowiem teksty. Tak nazywał swoje pisanie... Potem to się drukuje, my to czytamy i zaczyna się dziać coś niedobrego. Ale nie tak od razu. Najpierw jest fascynacja. Ot, czytamy sobie "Cesarza".... 

Jeśli chodzi o mnie, to przez wiele lat nie mogłem się zmusić do czytania książek Kapuścińskiego. Co taki facet, który w Peerelu pracował w komunistycznych gazetach i komuniści wypuścili go, aby pisał o świecie, może napisać o tym świecie. Że Winnie Mandela to wspaniała bojowniczka o prawa człowieka? Z góry założyłem, że nie dam się nabrać na takie teksty. No i pewnie musiał pisać... nazwijmy to raporty...

- Nasza utrata wiary w wagę i sens wartości, jakie to częste, jakie powszechne! Wszelkie dociekania o źródła kariery światowej sprowadzają się do takich pytań: kto mu pomógł? Kto mu załatwił? Jak to rozegrał? Nikomu nie przychodzi do głowy, że to, co zrobił, co stworzył, zyskało uznanie ponieważ ma wartość! (Lapidaria /II/ s. 262)* 

Mieszkając w Polsce słuchałem Wolnej Europy i Głosu Ameryki i czytałem “Przegląd Techniczny”. Kiedy sam zacząłem pisać w polskich gazetach, starałem się unikać “sedna sprawy”... Potem miałem przerwę w życiorysie intelektualnym, spowodowaną emigracją. Nie wiem, może ta przerwa trwa nadal, a może się już skończyła. W każdym razie przypadkowo natknąłem się na “Cesarza” i nogi się pode mną ugięły, a w zamroczonym emigracją umyśle zaczęły kiełkować jakieś dziwne myśli. 

Tak więc czytamy sobie “Cesarza” i zaczyna się proces chorobliwego uzależnienia od tekstów Kapuścińskiego. Jest to coś, co nazwałbym połączeniem stanu iluminacji z obsesją. Rozpoczyna się rozpaczliwe szukanie kolejnych książek, pożyczanie, kupowanie, potem pochłanianie, najpierw łapczywe, a potem przeżuwanie powtórne, powolne, aby strawić wszystko i niczego nie uronić, aby utuczyć się tą strawą duchową, nasycić się i nie dostać mdłości. Mam na myśli oczywiście te sartrowskie, egzystencjalne. Mdłości jednak nadchodzą z powodu zaburzenia stanu równowagi psychicznej. Jeżeli świat jest taki, jakim opisuje go Kapuściński, to w zasadzie należałoby od razu wyskoczyć przez okno, najlepiej z wysokiego piętra. 

Kapuściński był nie tylko pisarzem. On był kaskaderem uzależnionym od poziomu adrenaliny, ale na Boga, taka dawka adrenaliny dla nas, zwykłych śmiertelników, może być niebezpieczna. Nie wiem, może dla Kapuścińskiego świat to Disneyland, a to co opisuje, to tylko reportaże z gabinetów osobliwości i tuneli grozy, albo podróżuje sobie za pan brat z Herodotem i w ten sposób “wymyśla” sobie, że ma dystans do tego wszystkiego, aby zachować zdrowie psychiczne. To tylko taka przygoda z kartką papieru. Jeżeli jednak ktoś nie ma takiego dystansu, bo jest tylko prymitywną istotą reagującą na ból krzykiem i płaczem, tak jak drażniony goryl w Lapidarium (II s. 191), to teksty Wielkiego Reportera są porażające i jako takie powinny być zakazane. 

- W mojej gotowości do ryzyka może jest trochę chłopięcej fanfaronady. Gdy przebrany za pilota, schowany w rosyjskiej maszynie, leciałem do Górnego Karabachu, właściwie byłem pewien, że wojskowi odkryją mnie. Była to w gruncie rzeczy akcja niemożliwa do wykonania. Gdyby mnie złapano, to zostałbym oskarżony o próbę porwania samolotu, a za tę zbrodnię główną rosyjski kodeks przewidział karę śmierci. Zapewne nie skazano by mnie naprawdę na karę śmierci, ale z pewnością wylądowałbym w więzieniu. Gdy wszystko się jednak skończyło pomyślnie, czułam satysfakcję: Znowu mi się udało. To jest gra. Potrzeba atmosfery skrajnych napięć tkwi we mnie głęboko. Bez wyzwania staję się ospały i nie jestem zdolny do pisania. (Lapidaria /II/ s 219)

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura