9 obserwujących
48 notek
64k odsłony
  3050   0

Euroarabia Oriany Fallaci

Ojcem duchowym każdego prawdziwego dziennikarza powinien być (przynajmniej do niedawna był)  Ryszard Kapuściński, a duchową matką Oriana Fallaci. Chociaż Fallaci to w sumie też stuprocentowy facet, walący prawdę prosto z mostu i nokautujący przeciwników celnym ciosem. Mała Włoszka dobrze wiedziała, kogo nienawidzi i mówiła o tym wielkim głosem, dlatego w tych nielicznych krajach, gdzie jeszcze ceni się wolność słowa, jej książki wydawane są w milionowych nakładach, a w innych są całkowicie przemilczane ze zwykłego strachu. Tego samego strachu, który nie pozwalał opublikować pewnej karykatury, bo będą protesty, a może i coś wyleci w powietrze...

Zmarła w 2006 roku Oriana Fallaci twierdziła, że prawie w całej Europie panuje dziś zupełnie nowa religia, której bogiem jest poprawność polityczna. Wszyscy, którzy nie uznają tego boga skazani są automatycznie na stos. Także książki. Gdyby w kraju rządzonym przez fundamentalistów tej religii nieopatrznie wydrukowano jakąś książkę Fallaci, należałoby ją od razu spalić. Ot po prostu taki współczesny totalizm w skórze demokratycznej i postępowej owieczki... Taka demokracja, zdaniem pisarki, to żadna demokracja. 

„Cóż to za demokracja, która zamiast słuchać obywateli zamyka im usta, wydaje ich wrogowi, naraża na nadużycia i przemoc? Cóż to za demokracja, która faworyzuje teokrację, przywraca pojęcie herezji i posyła na stos swoje dzieci? Cóż to za demokracja, w której mniejszość liczy się więcej od większości, a licząc się bardziej od większości szarogęsi się i szantażuje!? To antydemokracja, mówię ci. To łgarstwo, bujda. I cóż to za wolność, która zakazuje myśleć, mówić, iść pod prąd, buntować się, przeciwstawiać się temu, kto nas najeżdża, albo zmusza do milczenia? Cóż to za wolność, która sprawia, że obywatele żyją w lęku przed tym, że będą traktowani, a nawet sądzeni i skazywani jako kryminaliści? Cóż to za wolność, która chce ocenzurować nie tylko myśli, ale i uczucia, a więc wskazywać kogo mam kochać, kogo mam nienawidzić...” 

Kapuściński, mimo ostrości widzenia rzeczywistości, zmieścił się w kategoriach poprawności politycznej, w czym pewnie pomogło życie w peerelu. W przeciwieństwie do Fallaci operował metaforą. Tymczasem ktoś, kto nie zna ani książek Kapuścińskiego, ani Fallaci, po prostu nie wie na jakim świecie żyje i pewnie nawet nigdy się nie dowie. Może to dla niego i lepiej, bo nie musi sam myśleć, ma na talerzu podany cały łatwy i przystępny światopogląd wyjaśniony nowomową, która, wbrew przestrogom Orwella, zdominowała dzisiejszy język, chociaż może nie tak, jak on to przewidywał. Takie słowa jak postęp, prawda i demokracja – a właściwie cały słownik – znaczą dziś nie to samo, co znaczyły przed Orwellem. Dzięki poprawności politycznej cały słownik nabrał zupełnie nowego znaczenia... 

Oriana Fallaci próbowała opisać świat jeszcze tym archaicznym, przedorwellowskim, niepoprawnym językiem, co wywołuje szok kulturowy, a dla wielu jest zupełnie niezrozumiałe, czy wręcz odrażające. Ale, jak pisała, panuje dziś moda, czy raczej obłęd, który w imię „sprawiedliwości” likwiduje normalne słowa i nazywa zamiataczy ulic „pracownikami ekologicznymi”, dozorców „gospodarzami domów”, woźnych w szkołach „personelem niedydaktycznym”, niewidomych „upośledzonymi wizualnie”, głuchych „upośledzonymi audialnie”, kulawych „upośledzonymi ruchowo”, a homoseksualizm „odmiennością”... Czy nie jest to nowomowa? 

Fallaci krytykowana jest - przez tych, którzy chcą ją krytykować - za brak obiektywizmu, za przekręcanie prawdy i sianie paniki, że oto mamy do czynienia z podbojem Europy, na który łaskawie, masochistycznie wręcz przyzwalamy. Włoska pisarka, jeżeli nawet przekazywała nam tylko swoją, nie zawsze do końca obiektywną prawdę, to starała się odsłonić kulisy, zmusić do szerokiego otwarcia oczu i nazwania rzeczy po imieniu. Kiedy już otworzymy oczy i uznamy, że ma rację, to będziemy musieli coś z tym zrobić, zareagować w jakiś sposób, gdyż przyzwolenie, jej zdaniem, równa się kolaboracji. Do tego potrzebna jest pewna odwaga... Uważała, że są jednak chwile w życiu, „gdy milczenie staje się grzechem, a mówienie jest nakazem, obywatelskim obowiązkiem, moralnym wyzwaniem, imperatywem kategorycznym, przed którym nie ma ucieczki.” 

Lewicująca Europa jest tak uzależniona od dostaw ropy naftowej z Bliskiego Wschodu, że zgadza się praktycznie na wszystko. To przyzwolenie na ekspansję i całą związaną z tym propagandę podobno zawdzięczamy nie tylko lewicy – faszyzująco-czarnej, czerwonej, tęczowej, ale także kościołowi katolickiemu, który swoim naiwnym ekumenizmem nie dość, że toleruje tę sytuację, to także próbuje budować mosty między dwoma kulturami. „I gdzie nieusatysfakcjonowany jeszcze przeprosinami za krucjaty papież bezustannie ich błogosławi. Raz jeszcze Ojcze Święty: czemu się nie opamiętasz? Czemu w imię Jedynego Boga nie ulokujesz swych braci we wnętrzach przestronnego Watykanu? Oczywiście pod warunkiem, że nie będą srali w Kaplicy Sykstyńskiej, że nie będą sikali na rzeźby Michała Anioła, że nie splugawią malowideł Rafaela.” Tym liberalnym Ojcem Świętym był Jan Paweł II. 

Lubię to! Skomentuj63 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura