9 obserwujących
48 notek
64k odsłony
  1401   0

Bernadotte i Napoleon 18 brumaire'a

Gdy Bonaparte był odcięty w Egipcie, Bernadotte piął się coraz wyżej po szczeblach kariery. Także i inni politycy nie próżnowali i planowali, jak najlepiej urządzić się w nowej Francji. Jednym z nich był Emmanuel-Joseph Sieyés, aktywny od początku rewolucji, autor słynnej broszury „Co to jest stan trzeci”, opublikowanej w roku 1789. Przetrwał terror jakobiński, a do polityki wrócił po upadku Robespierre'a jako członek Rady Pięciuset, a potem Dyrektoriatu. Po okresie wyznawania jakobinizmu „przejrzał na oczy” i chciał zreformować system po swojemu.


Niedawno doprowadził do usunięcia niewygodnych dyrektorów, a teraz postanowił pójść dalej w tym kierunku. System był bowiem skorumpowany, lud niezadowolony, a kasy państwowe puste – co stanowiło poważną przeszkodę w bogaceniu się rewolucyjnej elity. Sam był tylko politycznym demagogiem, do tego byłym księdzem. Potrzebował kogoś, kto wesprze go szablą, potrzebował znanego generała, dostatecznie ambitnego, aby mu pomoc i dostatecznie uległego, aby mu potem nie przeszkadzać. Byle nie Bernadotte, którego promował Barras! Bernadotte miał bowiem własne pomysły na rządzenie Francją. Siéyes nie kwestionował zdolności słynnego generała, a raczej jego samodzielność i rosnącą z każdym dniem popularność. Obserwował też z rosnącym niepokojem jego kontakty z neojakobinami. Uważał wciągnięcie go do prac rządowych za pożądane, ale… Oddajmy głos Siéyesowi:

 „Z jednej strony nie mam wątpliwości, co do jego kwalifikacji militarnych, ale mam duże zastrzeżenia, co do jego zdolności politycznych. Bernadotte sam nie wie, czego chce. Długo zwlekał, zanim określił się jako patriota w czasach kiedy nikt, komu na tym zależało, nie miał prawa nim nie być, ponieważ tylko to dyktował rozsądek. Teraz kiedy już można namyślać się dwa razy czy jest się już prawdziwym patriotą z domieszką jakobinizmu, co dziś uważane jest za patriotyzm, to Bernadotte chce być większym jakobinem od nas wszystkich razem wziętych. Przede wszystkim nie jest to wyrazem dobrego smaku i tym samym jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Jakobini byli dobrzy, kiedy była pora na burzenie i obalanie, teraz jest czas na organizowanie i odbudowę. Wygląda też na to, że Bernadotte nie zrozumiał tego w porę i uważa nas za szuanów. Mówi z wielką przesadą o ojczyźnie i wolności, chce krzyczeć jak orzeł, a tymczasem ze swojej wysokości krzyczy jak mewa, którą zresztą swoją fizjonomią przypomina z wyglądu. Jest jednak z gruntu zbyt łagodny, aby udawać drapieżnego ptaka. Niech prowadzi wojny, dowodzi na wojnie, niech tak będzie, to potrafi najlepiej, ale jeżeli chodzi o rozumienie polityki i sensu rewolucji, to w tym momencie, w którym znajdujemy się dzisiaj, zachowuje się jak dziecko, a nawet jak nierozsądne dziecko.”[1]

Siéyes złościł się z każdym dniem coraz bardziej na Jeana, który w dodatku miał nawet pomysł na zmianę konstytucji. Proponował m.in. ograniczenie liczby dyrektorów do trzech, których wyłaniano by z grupy osób sprawujących wcześniej wysokie funkcje w państwie, np. ministerialne. Zgodnie z taką konstytucją sam Bernadotte miałaby wtedy szansę na objęcie stanowiska Dyrektora.[2] Zdaniem Barrasa, Siéyes uważał go już w tym momencie za wroga a w każdym razie za bardzo niebezpieczną osobę dla swoich planów i narzekał:

 „Jego proklamacje podniecają i podżegają Francję. My już nic nie znaczymy, nas się już prawie nie zauważa, krajem rządzi minister wojny!”

Prawdopodobnie wtedy wykrystalizowała się jego koncepcja zamachu stanu – przeciw ambicjom Bernadotte'a i tym, którzy ewentualnie mogli go poprzeć. Barras był natomiast pełen respektu dla Bearneńczyka:

„To całkowita prawda, że Bernadotte, dzięki swoim energicznym działaniom praktycznie rządził krajem. Był jedynym wojskowym patriotycznym i administracyjnym czynnikiem, który w tym momencie przeciwdziałał rozpadowi republiki. Bernadotte był zarówno uczciwy, godny zaufania i energiczny. We wszystkich swoich planach i działaniach miał za cel dobro i obronę republiki. Cechowała go wielka szczerość i byłby działał na rzecz wzmocnienia dyrektoriatu, gdyby miało to służyć wewnętrznej jedności. Sieyes natomiast, którego zalewała żółć ze złości i ze strachu, widział tylko negatywne strony.”[3]

Wygląda na to, co później zresztą przyznał także Bonaparte, że elity ówczesnej władzy bardziej obawiały się ambicji Bernadotte'a, który był blisko niż Bonapartego, który był daleko. Poza tym, kiedy Bernadotte sprawował urząd ministra wojny, każda próba zamachu stanu – czy to z lewa, czy z prawa, czy w końcu w wykonaniu samego Sieyésa, byłaby niemożliwa. Sprawność organizacyjna ministra, który z zapałem reorganizował i powiększał francuską armię mogła poza tym doprowadzić do faktycznego skupienia władzy w jego ręku, w oparciu o armię. Obawiano się po prostu, że minister wojny doprowadzi do zmiany konstytucji, obawiano się dyktatury wojskowej Bernadotte'a zgodnie z zasadą: kto jest panem sił zbrojnych, jest panem państwa.[4]. Nie wiedziano natomiast jaka opcja polityczna go poprze i co to praktycznie będzie oznaczać dla polityków starego układu.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura