62 obserwujących
19 notek
318k odsłon
  205   0

Wspomnienia z przyszłości - Dzień kobiet. Epizod 2

Po dłuższej przerwie powraca cykl 'Wspomnień z przyszłości'. To drugi epizod, który jest integralną częścią całego sezonu, i powinien być czytany po uprzedniej lekturze epizodu nr 1!

Pierwsze raporty, które dochodziły do Brukseli od oddziałów, które wylały się z Niebiańskich gór, były optymistyczne. Elsa von Fernsehen z ulgą czytała, że po przedarciu się przez blokowane przełęcze oddziały uderzeniowe nie napotkały oporu. Wydawało się, że przeciwnik całkiem stracił wolę walki i jak liczył cały sztab Rzeszy Europejskiej zwyczajnie uciekł.

Wbrew swoim pragnieniom, Elsa, której udało się zostać pierwszą prezydentką Rzeszy, była nieufna jeśli cokolwiek przychodziło tak łatwo. Żeby zjednoczyć Unię Europejską w Europejską Rzeszę tradycyjnie musiała złamać opór całej bandy samców. Dopiero wojna z chińskim patriarchatem pozwoliła jej zagonić wszystkie niesforne państwa i ich krnąbrnych przywódców do jej europejskiej zagrody. Bez tej wojny by się to nie udało. Nawet piętnasta fala pandemii nie pozwoliła na to co okazało się możliwe przy pomocy paru małych intryg. Elsa początkowo miała wątpliwości, ale lata płynęły i po dekadzie życia podporządkowanego wirusom Europejczykom brakowało motywacji. Dla Elsy ta dekada oznaczała zaś zbliżanie się do wieku w którym należało już zejść ze sceny. W jej wypadku bez żadnych większych sukcesów. Co prawda demokracja europejska była unikalnym systemem, który pozwalał dzięki swojej otwartości na kwalifikacje i kompetencje utrzymywać się przy władzy choćby przez dekadę, nic nie osiągnąwszy ani nie zakończywszy, ale Elsa wiedziała, że historia i historycy nie pozostawią na niej suchej nitki. Elsa mogła zrezygnować z Unii jako wiodącej na świecie innowacyjnej gospodarki, z Unii będącej liderem w radzeniu sobie z 15-toma falami wirusa, ale nie ze spuścizny jaką chciała po sobie zostawić. Miała być największą Europejką w historii, ze swoimi pomnikami, instytutami i uniwersytetami jej imienia.

Już dawno odrzuciła pomysł pomysł by ograniczyć swoje ambicje. Dlaczego miałaby ustępować ambicjami samcom? Nigdy!

Ambicje miała więc ogromne. Jedyne czego jej brakowało to sukcesy. Dlatego choć podświadomie czuła, że sukcesy europejskich oddziałów w Chinach nie mogą przyjść tak łatwo, tak bardzo ich potrzebowała, że samo jej pragnienie, żeby były prawdziwe, sprawiło że takimi się stały.

Przynajmniej do momentu gdy wszystko się wypieprzyło, albo jak to obrazowo mawiają Anglosasi: gówno walnęło w wentylator. Dokładnie tak! Najpierw wszystko było pięknie, a potem nagle wszystko zrobiło się brązowe.

Jednego dnia otrzymała raporty, że wszystkie przejścia zostały odblokowane. Drugiego że oddziały wyszły z gór. Trzeciego, że szpice goniły w głąb pustyni, a grupy uderzeniowe rozwijały formacje. Jeszcze w piątek zastanawiali się czy ofensywa nie posuwa się zbyt szybko. Czy konwoje na pustyni dogonią oddziały liniowe. Tym martwili się w piątek wieczorem. Współdowodzenie największą inwazją w dziejach wydawało się całkiem przyjemnym zajęciem. Nie mogła się doczekać rozmowy z prezydentką amerykańską, by jej pokazać jak kieruje się armią.

Elsa zostawiła sprawy w jak jej się wydawało kompetentnych rękach i wzięła udział w kongresie klimatycznym. Gdy wypoczęta wróciła z Antyli w poniedziałek, okazało się, że konwoje z zaopatrzeniem utknęły w górach.

Szef europejskiej logistyki pewien wąsaty hiszpański generał zapewniał ją, że był to problem czysto logistyczny. Włoski z nieco cieńszymi wąsami z kolei zapewniał, że do wieczora przeprawy się odblokują. Nieco rozczarowana przyjęła to za dobrą monetę.

We wtorek rano Elsa jednak eksplodowała. Wszystko pokryło się na brązowo zaraz po tym jak pokazali jej kołowe wykresy obrazujące, że co prawda konwoje dalej tkwiły w górach, ale dostawy wykonane były w od 25 do 67 procentach. Elsa zwyczajnie nie wytrzymała gdy Włoch zmienił slajd i próbował jej wmówić, że do wieczora ¾ transportów dotrze w końcu do oddziałów liniowych.

- Do wieczora? – Elsa zapytała pozornie spokojnym tonem. Zbyt spokojnym, bo powoli traciła cierpliwość.

Jej asystentka Karla starając się stąpać na palcach podsunęła jej espresso. Karla była z nią od lat i umiała w przeciwieństwie do włoskiego generała dobrze odczytywać jej nastrój.

- Tak, tak, do wieczora - Włoch jak to samiec, miał inteligencję emocjonalną na poziomie typowym dla samców - A potem osiągniemy 75 procent i większość kamieni milowych z naszej mapy drogowej - ekspresyjnie przy tym gestykulował. Wyglądało to jakby przesuwał coś ciężkiego.

"Pewnie te kamienie milowe" – pomyślała.

- Do wieczora dzisiaj? - upewniła się.

- Do wieczora dzisiaj, no tak, ha, ha. – Włoch gorączkowo przytakiwał ze sztucznym uśmiechem – Oczywiście że dzisiaj. Jutro wieczorem osiągniemy 90 %!

- A ile jest obecnie? – zapytała Elsa patrząc na swój elegancki złoty zegarek – Jaka jest sytuacja obecnie, tak na godzinę 9:17?

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura