4 obserwujących
105 notek
53k odsłony
646 odsłon

Jak i dlaczego nauczyłem się gotować cz. II nie ostatnia

Wykop Skomentuj4

Jak pisałem w części pierwszej, w czasach młodości nauczyłem się gotować bardzo ale to bardzo proste popularne i nieskomplikowane dania.W zasadzie w życiu taka umiejętność wystarcza, tym bardziej że moja małżonka całkiem nieźle dawała sobie radę z gotowaniem.

Przełom nastąpił jakieś ćwierć wieku temu, kiedy to małżonka została powalona jakąś potężną grypą i przyszło mi przygotować obiad dla rodziny.Nie jajecznicę czy jakieś grzanki Kubisia Puchatka ale regularny obiad który mogą zjeść także dzieci w wieku późno przedszkolnym.Nie powiem żebym się zastanawiał, w zamrażalniku leżały zamrożone cztery plastry schabu na wszelki wypadek.Dzieci zaczęły marudzić że głodne więc zagęściłem ruchy, raz dwa w mikrofali rozmroziłem schaboszczaki , biorę się za tłuczenie , roztłukłem , nasypałem pieprzu soli , lekko posmarowałem musztardą i już miałem obierać ziemniaczki , posiekać pora i zetrzeć selera do surówki a tu zonk. Dwa małe padalce obserwujące moją pracę zakrzyknęły " ale mama najpierw robi zupę".Zbaraniałem.Jak ja im zupę na szybko ugotuję, skoro jedynie potrafię zrobić rosół i flaki jeśli są zrobione i zapakowane tylko do podgrzania.Czas ucieka , padalce głodne, ja też, o małżonce na łożu boleści nie wspomnę, jaka zupa którą można zrobić w parę minut ? I nagle , jak w dobranocce o pomysłowym Dobromirze , wpadam na pomysł zupy w proszku.Wystartowałem , przekraczając po drodze wszelkie możliwe przepisy kodeksu drogowego , ale niespełna pięć minut później z dumną miną pokazałem dzieciom torebkę na której było napisane zupa pieczarkowa.Przeczytały , syn się dość wcześnie nauczył czytać a córcia jeszcze wcześniej , ze złości , nikt nie miał czasu by jej czytać , nawet starszy brat to ze złości sama się nauczyła.I nagle słyszę jęk, po chwili tupot stóp na schodach i płacz , mamo zdrowiej szybciej bo tata zupę w proszku chce nam gotować.

  Skończyło się na obiedzie w Niespodziance przy stacji PKP w Międzylesiu.Wyszedłem na tej całej operacji jak Marty McFly kiedy go pytali are you chicken ? Zaczęła się nauka, zbieranie przepisów, na początku przejęcie gotowania w weekendy a po jakimś roku padalce orzekły że mama słabo gotuje i chciał nie chciał musiałem sprostać zadaniom.W kuchni , zdawało by się wszystko już wymyślono.Zdawało by się oczywiście , bo mimo wszystko jest jakieś miejsce dla wariacji na temat.I właśnie taką moją osobistą wariację na temat wieprzowiny słodko kwaśnej chciałem zaprezentować.

   Zaczynamy od przygotowania trzech podstawowych składników.Mięsa , warzyw i sosu.

   Mięso , najlepiej schab w postaci trzech do pięciu kotletów lekko rozbitych kroimy na paski szerokości 1-2 cm.Obtaczamy w mące ziemniaczanej i odstawiamy na 10-15 minut.W tym czasie szybciutko załatwiamy warzywa, por średnio duży kroimy cienkie plastry , dwie do trzech papryk czerwonych także w paski.Do tego prawie główkę czosnku, siekamy ręcznie lub wyciskamy przez praskę.Na tarce ścieramy imbir, mniej więcej dwa duże kciuki.Na koniec zakładamy rękawiczki i gogle by obrobić małe ostre papryczki.Czuszki , kroimy wzdłuż na pół , nożem wyskrobujemy nasionka ( jak kto lubi może zostawić  ale wówczas ostrość jest smakiem nie tyle dominującym co jedynym)  , następnie siekamy drobno.Ilość zależy od smaków , kto lubi ostre , wrzuci cztery sztuki , minimalne minimum to dwie.Proszę zwrócić uwagę że po pozbyciu się nasion , czuszka nie będzie super ostra.Następnie przechodzimy do sosu.Też proste.Zwykły sos sojowy ciemny ( jak najmniej słony , kiedyś w dawnych czasach bywał w sprzedaży słodki i gesty , taki bym polecał).Cały sos po zrobieniu powinien mieć objętość dwóch szklanek.Zatem oprócz sosu dodajemy ocet winny ( dobrze sprawdza się jabłkowy) odrobinę wody, cukier oraz miód.Smak powinien wyjść bardzo słodko kwaśny , sos powinien być gęsty.Najlepiej przyrządzać go w garnuszku na płycie/gazie czy co tam mamy.

   Jak mamy już trzy składnik przygotowane, rozgrzewamy olej w garnku ( można do tego użyć frytkownicy) mięso wykładamy na taki koszyczek metalowy i zanurzamy w bardzo rozgrzanym oleju.Równocześnie , na patelnię obok wrzucamy wcześniej przygotowane warzywa wraz z czosnkiem i imbirem startym na tarce.Patelnia też bardzo rozgrzana.

  Po trzech może czterech minutach , jak na kawałkach mięsa nie będzie widać surowizny , mięso odsączone z oleju wrzucamy do warzyw.Mieszamy razem smażąc przez kilka minut , po czym zalewamy wcześniej przygotowanym sosem.Wiem że w wersji tradycyjnie chińskiej po kilku minutach powinien nastąpić koniec gotowania tak by warzywa były lekko miękkie ale jeszcze stawiające zębom opór.W mojej wariacji zerwałem z chińską tradycją i duszę to wszystko pod przykryciem na bardzo małym ogniu przez 30-40 minut.W czasie duszenia mamy jeszcze okazję sprawdzić smak i w razie potrzeby czy to podostrzyć papryką mieloną czy dosłodzić cukrem lub miodem , albo zakwasić octem winnym.Jakby było za słone , wrzucić na 10 minut surowego obranego kartofla.Papryka i por , nie będą chrupały w zębach jednak nadadzą całej potrawie niezrównanego aromatu.Mięso natomiast będzie poezją.Podawanie tej potrawy z ryżem było by chyba profanacją , nie wiem czy Chińczyk nie wyskoczył by spod stołu i przywalił młotkiem w głowę , tak jak Szkot wyskakuje gdy ktoś pije whiskey z lodem lub wodą.Sprawdzi się tu doskonale makaron , rurki żłobkowane albo kokardki lub średnie muszelki.Czasem w ramach eksperymentu robię tę wariację n/t chińszczyzny z kluseczkami z mąki wody i oleju na styl węgierski , trochę podobnych do niemieckich szpecli tylko trochę większych.Na koniec dobra rada.Do jedzenia należy przygotować lekko schłodzone białe wino.Doskonale gasi ostrość papryczek.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości