21 obserwujących
287 notek
228k odsłon
281 odsłon

Filmy piaskiem usypane. Powtarzalność w twórczości Wajdy [esej z 2002 r.]

Wykop Skomentuj

W wigilię Zielonych Świątek panny i młode gospodynie pisały piaskiem wnętrza izby. Na krótki, świąteczny czas, dzięki wprawnej ręce, ziarnka piasku układały się w spirale, kręgi, kwiaty, meandry i drzewka. Zwyczaj ten notowali etnografowie jeszcze przed trzydziestu-czterdziestu laty na południowym Mazowszu i w opoczyńskiem. Paradoksalnie bardziej jest obecnie znany podobny obyczaj spod dalszej szerokości geograficznej – mandala tybetańskich mnichów: usypany-zapisany Kosmos z kolorowego piasku. Całość. To co symbolizuje nieprzemijalność, ponad i pozaczasowość, stałość zostaje przedstawione za pomocą najbardziej kruchej i niestałej substancji. Dzieło mnicha ma krótkotrwały żywot jednakże czynność usypywania powtarzana jest nieustannie. Mandala trwa.

Symboliczny zapis naszej wizji kosmosu, "naszą mandalę", usypywały zapewne dziewczyny spod Rawy i Opoczna. Ale jakby tak zejść o kilka poziomów niżej, do zeświecczonej współczesności i do "narodowych mitów", i zawrzeć w mandali Polskę, ukryć nasz "polski kosmos" pod warstwą symboli, symboli, które – jak to symbolami bywa – czytelne są jeno dla wtajemniczonych; zatem próba ułożenia z ziarenek piasku białego orła nie wchodzi w rachubę, nie w tym rzecz, chodzi o ułożenie obrazu przekazanego przez "nasze święte księgi".

Wiele dzieł literatury polskiej w sposób niezrozumiały dla "obcego" opowiada polski mit. Książki, wydrukowane w końcu na lichym drzewnym papierze (którego wątpliwa trwałość spędza sen z oczu bibliotekarzom i bibliofilom). W tej nietrwałej formie zawarta jest nieprzemijająca treść – herosi, bohaterowie, wzorcowe modele dla społeczności. Fikcja staje się prawdą, egzystencja przekształca się w paradygmat, a postać w archetyp. Mitotwórczy charakter literatury (nie tylko zresztą polskiej, wyjątkiem bynajmniej nie jesteśmy) ma długi żywot i jest powszechnie znany – "kultowe powieści"! od "Iliady" przez "Pieśń o Rolandzie" i "Cierpienia młodego Wertera" dostarczały wzorców i wskazywały drogę w kolejnych epokach Historii. Do literatury dołączył film, zrobiony z kruchego celuloidu, równie nietrwałego materiału jak piasek, czy papier drzewny.

Literatura z filmem idą w parze, zaś adaptacja książki jest tylko kolejnym wariantem tej samej opowieści, czy usypanego wzoru, który – jak wszelkie oboczności – interesujący jest raczej dla naukowców. Na to, że literatura z filmem prowadzą ku Czasom Początku, Utraconego Raju wyraźnie wskazał w jednym z ostatnich (z roku 2002 podczas kręcenia "Zemsty" – przyp. jot 2016) wywiadów Andrzej Wajda:
Dzięki filmowym adaptacjom literatury widownia polska może przypomnieć sobie o własnych korzeniach, odnaleźć się w naszej przeszłości, (...) – i dalej – to prawda, że wszyscy czekamy na film współczesny, ale oglądanie przeszłości nie jest wcale ucieczką od rzeczywistości. W polskiej literaturze zawarta jest nasza polska dusza, a także wskazówka, jak rozumieć jej przyszłość.[W02].
Bowiem to co mówi mit urealnia się, jedynie mityczna opowieść jest naprawdę rzeczywista.

Dlaczego "Zemsta"?
Przede wszystkim wiem dobrze, że nikt nie napisze mi dziś lepszych portretów Polaków, nie przedstawi w sposób równie głęboki naszych narodowych wad [W02].
Dlaczego “Pan Tadeusz”?
Jest wiele powodów. Może dzisiaj, pod koniec wieku, kiedy się wszystko zmieszało, potrzeba obrazu przeszłości takiego jak w "Panu Tadeuszu" [W98].
Dlaczego "Wesele"?
Wydaje mi się, że jak dotąd. "Wesele" było traktowane w konwencjonalny sposób, to znaczy nie szukało się w dziele Wyspiańskiego pewnej realnej określonej sytuacji historycznej, ponieważ zakładano, że wszyscy przecież ją znają. Nie zastanawiano się, dlaczego to co się zdarzyło, mogło się zdarzyć tylko w tym czasie i w tym miejscu. Jest bowiem coś takiego w “Weselu”, co czyni je ciągle aktualnym dla nas, Polaków. [W72]

W filmach Wajdy mit nie tyle jest opowiadany co zobrazowany, ścieżka dźwiękowa staje się jedynie dopełnieniem do ruchomego obrazu. Wajda usypuję mandalę. Czyni to cały czas, przez lata – nieustannie pokazuje "polską duszę", klatka po klatce:
W trakcie zdjęć do "Pana Tadeusza" miałem wciąż wrażenie, że ja już to wszystko kiedyś robiłem. Tylko we fragmentach. [W99]
– zwierzył się w 1999 r. podobnie ujął to w trakcie realizacji "Wesela", trzydzieści lat temu:
Najbardziej boję się tego, że to "Wesele" sprzedałem już na różne sposoby w wielu moich filmach. Powiedział mi Olbrychski: Po co ty robisz "Wesele", przecież już je robiłeś. Może rzeczywiście nie powinienem się brać do niego? [W72]
Łatwo byłoby zarzucić reżyserowi déjà vu ale w ten sam sposób można by przecież potraktować i mazowieckie panny, i tybetańskich mnichów. A mit wszak winien być wciąż na nowo odgrywany, powtarzany, w opowieściach, w obrzędach, w rytach. Powtórzenie wzmacnia, uwiarygodnia, po trzykroć uwiarygodnia. I rzeczywiście – jest coś takiego w filmach Andrzeja Wajdy co stanowi  jądro mitu i niczym wzory z piasku powtarza się z filmu na film, z ujęcia na ujęcie. Właściwie dzieje się wciąż to samo.

Odwołanie się do czytelnej dla odbiorcy symboliki sprawia, że widz przestaje być bierny i zaczyna współuczestniczyć w akcie twórczym kinowego obrazu. Kiedy zobaczyłem (sic!) grę Wojskiego na rogu natychmiast usłyszałem w myśli odpowiednie strofy dwunastozgłoskowca. Podkład mitotwórczy został uruchomiony (osoba spoza kultury polskiej pozostała w roli widza, ktoś, kto jest oderwany od  kontekstu nie usłyszał tego co ja, nie współuczestniczył w "świętej grze"; dla "obcego" obrzęd, jakikolwiek obrzęd zawsze pozostanie co najwyżej barwnym acz niezrozumiałym przedstawieniem a mandalę będzie kontemplował tylko estetycznie; i może właśnie dlatego Oskar przypadł Wajdzie "jedynie" za całokształt?).

Zawsze traktowałem siebie jako widza i zastanawiałem się, co ja chciałbym w kinie zobaczyć. Robiłem filmy niejako na własne zamówienie. Jeśli udawało mi się dotrzeć do publiczności, to dlatego, że najpierw docierałem do samego siebie [W99]
– nie po raz pierwszy stwierdził Wajda:
staram się realizować to, czego nie realizują inni. Lubię bowiem oglądać w kinie, w teatrze, to co mnie interesuje. [W72]
Mityczna opowieść wzbudza zaciekawienie, wizja idealnego świata, który musieliśmy opuścić, a który ponad wszystko tkwi w nas jest szalenie bliska, jest po prostu własna. A łatwiej to sobie uświadomić i zrozumieć, kiedy wypowie się ją na głos, choćby i w pustym pokoju.

Opowiadanie świętych tekstów czy usypywanie symbolicznych wzorów Kosmosu to de facto współudział w Akcie Stworzenia, a to wzmaga dreszcz emocji i strach – stoi się bowiem wówczas twarzą w twarz przed Tajemnicą, to zmaganie się ze światem, który dopiero ma powstać; którego się nie zna, ale za którym się tęskni.
Może potęga tej książki polega na tęsknocie. Na tym, że to jest utwór o świecie, który jest całkowicie wykreowany, o świecie idealnym, w którym chcielibyśmy żyć, zanurzyć się. Oczywiście doskonale wiemy, że tego świata nie ma. Ale im bardziej nam go brakuje, tym bardziej potrzebujemy tej książki. [W98]
Zanurzenie w książkę-mandalę wiedzie przez kontemplację.
Może to jest taka książka, którą trzeba trzymać pod poduszką, stale czytać, pamiętać, w samotności adorować, ale nigdy się z nią nie ujawniać; bo to jest tak, jak z uczniem odpowiadającym bardzo elokwentnie, tylko dlatego, że przeczytał jakąś książkę, której jego koledzy nie znają; posługuje się mądrymi cytatami, jest bardzo błyskotliwy, i ma wiele do powiedzenia i wzbudza podziw, że taki dojrzały, inteligentny i wrażliwy. Gdyby jednak okazało się, że czerpał to wszystko z książki, którą zna niemal na pamięć, to by się wszyscy troszkę rozczarowali. W moim przypadku istnieje podobne niebezpieczeństwo. [W72]

Powiadają, że Świadkowie Jehowy znają całą Biblię na pamięć. Powiadają, że wystarczyło w międzywojniu znać "Pana Tadeusza" na wyrywki, by zdać maturę. Powiadają, że do pewnego japońskiego malarza przyszedł raz Europejczyk, entuzjasta sztuki Dalekiego Wschodu.
– Mistrzu! – mówi – chciałbym zamówić u pana obraz: śpiewający kos na gałęzi wiśni.
– Dobrze. Proszę przyjść za pół roku – odpowiedział malarz.
W umówionym terminie entuzjasta ów znowu pojawił się w pracowni.
– Mistrzu, przyszedłem po swój obraz.
– Jaki obraz?
– Jaki? Śpiewający kos na gałęzi wiśni!
– Ach prawda!
I malarz wyjął kartkę, zamoczył pędzel i po chwili trzymał w ręce gotowe dzieło – śpiewający kos na gałęzi wiśni. Entuzjasta nie potrafił ukryć zdziwienia
– Ależ mistrzu, to nie trwało minuty, dlaczego zatem kazał mi pan czekać tak długo, aż pół roku?
– Bo tyle czasu ćwiczyłem

Powiadają wreszcie, że do wysypywania izby potrzebny jest piasek ładny – biały i przede wszystkim suchy; tylko taki bowiem na ciemnoszarej podłodze daje wspaniałe efekty.

* * *
Cytowane wypowiedzi Andrzeja Wajdy:

[W72]Dlaczego "Wesele" – wypowiedź Andrzeja Wajdy (opr. Andrzej Markowski), "Ty i Ja" nr 7/1972
[W98] Jeszcze raz zaczynam – z Andrzejem Wajdą rozmawia Katarzyna Bielas, "Magazyn" (dodatek do "Gazety Wyborczej") nr 27/1998
[W99] Pan Tadeusz Pana Wajdy – z Andrzejem Wajdą rozmawia Paweł Goźliński, "Magazyn" (dodatek do "Gazety Wyborczej") nr 13/1999
[W02] Andrzej Wajda o "Zemście", www2.gazeta.pl/zemsta/ – oficjalny serwis filmu “Zemsta”, 31 stycznia 2002
___________________________________
Od autora:
Powyższy eseik napisałem był przed czternastoma laty. Gdzieś to nawet opublikowałem wówczas, ale nie pamiętam w tej chwili gdzie. Przypominam go Czytelnikowi teraz, kiedy już Andrzej Wajda żadnej nowej filmowej mandali nie usypie...

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale