43 obserwujących
126 notek
245k odsłon
  455   0

Jarosław Kaczyński pisany Rymkiewiczem

I nikt na to pytanie za nas nie odpowie

To co nas podzieliło – to się już nie sklei

Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei

Którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu

Jarosławie! Pan jeszcze coś jest winien Bratu!

Dokąd idziecie? Z Polską co się będzie działo?

O to nas teraz pyta to spalone ciało

 […]

 

Trzeba nie mieć uczuć, aby taki wiersz napisać, aby ciałem brata, a jednocześnie ojca i dziadka szantażować moralnie, aby szczuć go na Polaków, aby jeden Polak w drugim szukał potwierdzenia, że myśli tak samo jak nakazuje to partia, aby był nieufny wobec swojego bliźniego, aby straszyć naród groźną, nieznaną wizją przyszłości Polski. Aby tak pisać trzeba nie szanować Polski i Polaków – poczucie pogardy dla wspólnoty narodowej i wybiórcze decydowanie o tym kto jest prawdziwym Polakiem a kto nie jest, prowadzi do osłabienia kraju tonącego w małostkowych, natchnionych urojeniach pseudopatriotów.

W czerwcu 1989 r. Jarosław Kaczyński wraz z bratem byli jednymi z motorów działań „Solidarności” z Lechem Wałęsą na czele. Aprobowali, a często opracowywali wszystkie zapadające w wąskim gronie decyzje, które następnie realizował Wałęsa. Przed wyborami, w których kandydowali, zrobili sobie z przewodniczącym zdjęcia.

Lech Kaczyński był przeciwny, aby kandydatem w wyborach na prezydenta Polski w kontrze do kandydatury gen. Jaruzelskiego był Lech Wałęsa. Tłumaczył to publicznie, np. na spotkaniu wyborczym w Pszczółkach. Przypuszczał, że „Solidarność” po wyborach przedstawi swojego kandydata na prezydenta, który z braku większości w Parlamencie wybory przegra i dlatego nie może nim być L. Wałęsa. Uważał po drugie, że niebezpiecznie byłoby wystawienie kandydatury Wałęsy, bo mogłoby się okazać, że poparłoby go SD i ZSL i wówczas: „Ministrowie Obrony Narodowej i Spraw Wewnętrznych musieliby by pozostawić do jego dyspozycji milicję i wojsko co równałoby się zamachowi stanu”, a na to „Solidarność” była za słaba. Tłumaczył, że „Solidarność” nie przyjęła programu rewolucji z uwagi na to, że członkowie Związku zostaliby pokonani przez milicję, czołgi i pałki. Także dlatego, że gdyby okazało się, że udałoby się siłą pokonać przeciwnika, to grupy, które by tego dokonały mogłyby „zbyt długo utrzymywać przemoc w kraju co nie byłoby popularne wśród społeczeństwa. Dlatego Solidarność przyjęła metody przejmowania władzy etapami” (AIPN Gd 003/196, t. 1. Sprawa obiektowa kryptonim „Duet”, informacja z 02.06.1989 r., k. 318).

Partii w uspokojeniu nastrojów społeczeństwa po wyborczym zwycięstwie "Solidarności" przyszły w sukurs wydarzenia na Placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie, gdzie 4 czerwca 1989 r. doszło do masakry chińskich studentów, którzy od 17 kwietnia demonstrowali, domagając się demokratyzacji kraju. Liczba ofiar nie została dokładnie ustalona. Uznaje się za pewne, że zginęło wówczas kilka tysięcy ludzi. Polska telewizja wielokrotnie pokazywała drastyczne sceny z Pekinu. Sceny szokowały, a telewidzowie automatycznie je kojarzyli z tym, co rządy komunistyczne są w stanie zrobić z własnym społeczeństwem. Powstrzymało to ludzi od wieców, demonstracji i świętowania wyborczego zwycięstwa oraz ostatecznego odsunięcia komunistów od władzy.

Na powyborczym spotkaniu w kościele oo Redemptorystów w Gdyni 13 czerwca 1989 r. Lech Kaczyński tłumaczył, że decyzja władz państwowych o drugiej turze wyborów jest pogwałceniem ordynacji wyborczej. Uważał, że sprawom nieobsadzonych mandatów powinien zająć się na swoim pierwszym posiedzeniu nowo wybrany Sejm. W sprawie wyboru prezydenta Polski powiedział, że „Solidarność” jest skłonna poprzeć kandydaturę gen. Jaruzelskiego, gdyż „obejmując funkcję prezydenta będzie musiał zrezygnować z dotychczas zajmowanych stanowisk i funkcji. »S« zdaje sobie sprawę iż obecna kadencja Sejmu będzie stanowić tzw. okres przejściowy, w którym związek umocni swoją pozycję i po czterech latach wykorzystując poparcie społeczne oraz obowiązujące prawodawstwo zyska większość w parlamencie co automatycznie pozbawi władzy ekipę partyjno-rządową” (AIPN Gd 003/196, t. 2, sprawa obiektowa kryptonim „Duet”, meldunek inspektoratu analityczno-informacyjnego SB w Gdańsku z 14.06.1989 r., k. 26).

Jaruzelski nie był pewny, czy w nowowybranym Sejmie zdobędzie dostateczną liczbę głosów. Nosił się z zamiarem rezygnacji. Przekonywali go najbliżsi współpracownicy, a także przybyły 9 lipca do Polski prezydent George Bush. 11 lipca przyleciał do Gdańska. Najpierw spotkał się z Wałęsą w jego domu przy ul. Polanki. Przekonywał Wałęsę, aby „Solidarność” wyborowi gen. W. Jaruzelskiego na prezydenta się nie sprzeciwiała. Wałęsę przekonywali również do tego i popierali kandydaturę gen. Jaruzelskiego prezydent Francois Mitterand i premier Margaret Thatcher (Por. „Wałęsa i spółka” – z Lechem Wałęsą rozmawia Maciej Łopiński, „Tygodnik Gdański” 20.08.1989 r., nr 1).

Lubię to! Skomentuj56 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale