london
Wielbiciel pięknych kobiet, dobrego alkoholu i tytoniu. Serce po prawej stronie.
5 obserwujących
84 notki
30k odsłon
  239   0

W szalupie czy na tratwie, byle do brzegu

Żyję już dostatecznie długo, by mieć prawo do zadawania pytań fundamentalnych. Należy do nich pytanie o mechanizm sprawiający, że ten świat, w jakim żyjemy stale jeszcze funkcjonuje, choć wiele wskazuje na to, że jakieś globalne bankructwo jest tuż, tuż. Nie chodzi o bankructwo w sensie ekonomicznym. Do tego jest daleko i wystarczyłoby położyć kres permanentnej kradzieży, tej dosłownej i tej o wiele rozleglejszej, a polegającej na wzajemnym obdzielaniu się klik nazywanych skromnie biznesem, a będących faktycznie globalną grupa przestępczą, dla której żadne prawo nie jest groźne, bo ona dba o to, by ono właśnie takie było.

Prawdziwie niebezpieczna staje się ta gra pozorów, za którymi kryją się nietykalni ludzi i konsorcja, kiedy sięgają one z powodzeniem po władzę w takich gigantach jak n. p. Stany Zjednoczone. Różne są przewidywania w związku z wynikiem ostatnich wyborów. Jedno zdaje się być pewne. Hasło amerykańskiej egzystencji: In God we trust może, o ile w ogóle się ostoi, stać się tolerowanym zabytkiem. Zresztą chyba tylko na banknocie dolarowym. Ale to nie wszystko. Ameryką będzie rządził osiemdziesięciolatek, sprawiający wrażenie podrasowanego motocykla, który nawet brawurowo przejedzie trasę prezentacji, ale to wszystko. Pamiętać trzeba, że ten człowiek będzie miał kluczyk do walizki z przyciskami zwalniającymi pociski nuklearne. To, że wielu Amerykanom naleje się wrzątku w pewne wrażliwe miejsce do czasu nikogo nie obchodzi. W polityce nie jest homo novus, ale czy w nim wszystko jest tak prawdziwe jak katolicyzm, do którego się przyznaje, mając zapewne świadomość, że opowiadanie się za aborcją, jako permanentne trwanie w grzechu ciężkim oznacza ekskomunikę ipso facto. Takie opcje to nie tylko problem Ameryki. Podobnie, mało kogo obchodzi co nagarnęła „warszafka” warszawiakom, wybierając sobie – bo nie miastu – pana T. prezydentem. W końcu: cierp ciało, bo ci się chciało. Ale z polityką przez wielkie ”P” to już inna sprawa. Tu już nie chodzi o wygłupy podkopujące autorytet władzy, jak osławiony „strajk kobiet”, bo jak każda taka efemeryda to minie. Ale o to, kto do władzy pretenduje i jakie ma atuty do jej sprawowania? Polska to małe podwórko w porównaniu z USA. Ale małe, to nie znaczy, że należy je spisać na starty. Nas spisywano wielokrotnie na straty. Uczynił tak Napoleon, uczyniłaby tak Ententa gdyby wojna przybrała inny przebieg i rezultat. A potem Säsonstaat, to było pojęcie wypowiadane głośno w Niemczech, ale tak myślało wielu na Zachodzie, nie mówiąc o Związku Sowieckim. Postawienie krzyżyka na Polsce przez sojuszników w 1939 r. miało zatem swoją genezę. Nie ostatnie to wszakże było frymarczenie Polską, gdyż to najgorsze przyszło w 1944/45 r., kiedy kolejny brudny targ wokół Polski zostawił ją na pastwę komunistycznego molocha.

Głupi człowiek żyjący w Polsce, obojętnie czy chce siebie nazwać politykiem czy jest nawiedzonym rozrabiaczem, a który o tym wszystkim zapomina i pcha się do władzy po to, by on i jego ferajna miała wolny dostęp do dóbr narodowych. A poza tym, by mogła w świetle bezprawia mordować nienarodzone dzieci, by mogła urządzać życie społeczne według jakiejś ideologii skleconej ad hoc, po to, by wywrócić porządek moralny i utorować drogę dotąd nieznanemu leseferyzmowi. Ideologia LWPG z pewnością takie ma zadanie. A głupota polega na tym, że się tego nie zauważa, że obojętne jest jak będą deprawowane dzieci, jak głęboko upadnie rodzina. Głupota sprawia, ze puszczają hamulce, które Stwórca, czy jeśli kto chce, natura zainstalowała człowiekowi wraz z człowieczeństwem. Cóż jednak pomoże, taka, skądinąd oczywista konstatacja, jeśli ta, najgroźniejsza z głupot nie jest objęta obowiązkowym leczeniem.

Schodząc w dół po schodach, już nie historii – tę warto było choćby przypomnieć – ale naszego dnia powszedniego, szukajmy alternatywy dla obecnie nami rządzącej władzy. Takie rozważania nie mają w sobie nic z agitacji politycznej. Po prostu każdy rozumny człowiek powinien być zatroskany tym co organizuje mu życie.

Konkurentem dotąd jedynie liczącym się dla Zjednoczonej Prawicy (nazwa umowna) była Platforma Obywatelska. Wprawdzie w ostatnim czasie, zwłaszcza w okresie wyborów, wessała ona różne odpady z partii uśmierconych śmiercią naturalną, n. p. z tzw. Nowoczesnej, weszła też w koalicję z różnymi kanapówkami. Ale jak by nie było, w sondażach była druga po Zjednoczonej Prawicy. Ostatnio spadła na miejsce trzecie po ugrupowaniu noszącym profetyczną nazwę Polska 2050. To dość dziwne oznakowanie, gdyż życząc panu Hołowni sto lat i więcej, wcale nie można mieć pewności, a nawet mieć się jej nie powinno, że za lat 30 w ogóle ktoś przypomni sobie kim ten pan był. A nawet jeśli, to czy pójdzie śladem jego idei? Myślę, że zdumiewające wprost powodzenie pana Hołowni na scenie politycznej wynika w głównej mierze z tego, że sporo osób nie załapało się kiedyś na PiS, kiedy ten cienko prządł, a o Platformie mają wystarczającą wiedzę, żeby wątpić czy to ugrupowanie kiedykolwiek dojdzie do władzy, zatem pan H. im odpowiada, bo to taka tabula rasa – nie zapisana tablica, na której jest szansa nagryzmolenia czegoś. Inaczej być nie może, gdyż pan Hołownia poza pewną tromtaradancją niczego dotąd nie pokazał. No, i wisi nad nim brzydkie podejrzenie, że nie on jest tym właściwym kierowcą, ale podprowadza samochód, jak przed hotelem, i ktoś siądzie na kierownicą. Relata refero. Sam nie lubię gdybać.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale