6 obserwujących
191 notek
188k odsłon
  570   0

Relacja szefa newsroomu

I w taki sposób nadawaliśmy kolejne nasze relacje i mniej więcej w takim stanie całkowitej z jednej strony niepewności, niewiedzy a jednocześnie kompletnej ... że przytoczę słowa księdza Jana Kaczkowskiego o petardzie ... wjechaliśmy na teren zamkniętego, wojskowego lotniska Siewiernyj w Smoleńsku. Zdezorientowani wartownicy na nas tak spojrzeli, że my tak po prostu śmignęliśmy przez uzbrojoną ochronę w to miejsce gdzie stali polscy dyplomaci i rosyjskie służby specjalne, rosyjska delegacja również która czekała na prezydenta Kaczyńskiego.

Pamiętam takie wrażenia ... potworna mgła, rzeczywiscie mgła jak mleko. Niewiarygodne zdenerwowanie naszych dyplomatów. Wtedy już było jasne, że doszło do tego najgorszego co się mogło stać. Potworna awantura z rosyjskimi funkcjonariuszami służby bezpieczeństwa, którzy chcieli nas aresztować bo nielegalnie wtargnęliśmy na wojskowy obiekt. Nasi dyplomaci, jeden z konsuli naszych podszedł, poprosił żebyśmy jak najszybciej stamtąd odjechali.

Zresztą z tamtego miejsca nic nie było widać. Nie było widać miejsca katastrofy chociaż to było niedaleko ale taka mgła była. I wtedy pokazali nam Rosjanie pod warunkiem, że jak najszybciej się stąd wycofamy jak mamy obejść ogrodzenie tego lotniska żeby dotrzeć na miejsce katastrofy. Chwilę później tam byliśmy. No i rzeczywiście nie było co zbierać.

http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2016-04-10/wiktor-bater-w-superstacji-macierewicz-od-pierwszych-chwil-mowil-o-zamachu/

Relacja budzi wątpliwości. Po pierwsze WB nie mógł 3 minuty po upadku samolotu dowiedzieć się od Dariusza Górczyńskiego, że doszło do jakiejś awarii. Przypominam, że ówczesny naczelnik Departamentu Wschód najpierw zadzwonił do dyrektora Bratkiewicza (8:43), następnie do Tadeusza Stachelskiego (8:45) i dopiero swój trzeci telefon wykonał do korespondanta Polsatu. Zresztą sam Bater w programie "Misja specjalna" z dnia 05.05.2010 relacjonował, że pierwszy telefon od znajomego członka delegacji otrzymał o 8:49.

Telefon kiedy ja czekałem na cmentarzu w Katyniu zadzwonił do mnie od mojego znajomego członka tej delegacji o godzinie 8:49. Wiem od niego, że byłem trzecią osobą do której on zadzwonił. W związku z czym uwzględniając, że jak sam powiedział z każdą z osób rozmawiał ze swoich zwierzchników po dwie minuty. Odejmijmy od tego kolejne cztery minuty, plus jedna minuta na wykręcanie numeru czyli pięć minut. Mamy w tym momencie ósmą czterdzieści cztery. Powiedział mi, że dzwonił z miejsca katastrofy do którego musiał dojść na piechotę z tego miejsca gdzie oni czekali, czyli 500-600 m. Zajęło mu to około pięciu minut. Uwzględniając wszystkie te czynniki można przyjąć prawie za pewnik, że do katastrofy doszło w okolicach godziny ósmej czterdzieści plus/minus dwie minuty.

Po drugie wątpliwa jest także wiadomość, że o 9:02 Wiktor Bater wsiadł do samochodu, którym następnie udał się do Smoleńska. Jest to sprzeczne z relacją Jacka Sasina, który twierdzi, że z żoną rozmawiał o 9:04 a z Katynia wyjechał o 9:10 z oficerami BOR-u (oczywiście różnymi samochodami). A przecież WB widział jak auta borowców i polskich dyplomatów pognały w kierunku Smoleńska. Również Krzysztof Łapacz był świadkiem odjazdu "na bombach" samochodu należącego do Biura Ochrony Rządu.

Była katastrofa. Nie, nie absolutnie poczekaj. Ponoć wszyscy nie żyją. Wziąłem głeboki oddech. Mówię dobra. Chwila, przeanalizujmy sytuację co sie dzieje, tak. Jesteśmy na parkingu, patrzę dookoła. BOR chodzi... przepraszam ... z kąta w kąt no ale ok mają swoje sektory, przemieszczają się, tak. No są spokojni. No właściwie jak wypowiedziałem te słowa nie minęło no mówię parę minut jak ci faceci, którzy chodzili po swoich sektorach jak jeden mąż zawinęli się, wsiedli do samochodu i na bombach odjechali w kierunku lotniska. Mówię no to w takim razie jest coś na rzeczy. Ja mówię dzwoń do stacji.

Na łamach "Faktu" (09.04.2011r.) WB informował, że do samochodu wskoczył jeszcze przed dziewiątą.

Mieliśmy wynajęty w Moskwie samochód, pięcioosobowy. Razem ze mną, Krzysztofem i Lidią, weszło do niego chyba ośmiu dziennikarzy. Gdy wskakiwałem do auta, było jeszcze przed dziewiątą, zadzwoniłem do swego szefa, dyrektora programów informacyjnych Polsat News, Radka Kietlińskiego. Zapytał mnie tylko, czy jestem pewien źródła swojej informacji.

– Tak, jestem pewien – odpowiedziałem.

– Dobra, wrzucamy to natychmiast, wchodzisz z relacją – usłyszałem.

Pierwsza bezpośrednia relacja Batera na żywo (ta z godziny 9:13) moim zdaniem wskazuje na to, że dziennikarz dopiero co wsiadł do samochodu i właśnie jedzie na lotnisko. Chyba, że Bater wsiadł do samochodu o 9:02 a odjechał dopiero kilka, kilkanaście minut później za borowcami i Sasinem ma sie rozumieć.

Po trzecie korespondent Polsatu jak wynika z jego relacji dla Superstacji dwukrotnie pierwszy raz dzwonił do redakcji. Najpierw po rozmowie z borowcem, a następnie po pokazaniu kciuka przez oficera BOR-u. Oczywiste jest że musiał to zrobić przed 9:02.

Relacja szefa newsroomuO 9:02 CEST Polsat News podaje jako pierwsze medium w Polsce na pasku informację o awarii prezydenckiego samolotu.

Relacja szefa newsroomuGodzina ok. 8:59 CEST Bater stojący przed wejściem na cmentarz rozmawia przez telefon.

I jeszcze jedno. Skąd borowiec wiedział, że doszło do tragedii w momencie gdy pokazywał Baterowi kciuk skierowany ku dołowi? Odpowiedź jest prosta. Od Gerarda Kwaśniewskiego, który dotarł na miejsce katastrofy prawdopodobnie jeszcze przed dziewiątą w towarzystwie ambasadora Bahra.

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka